"Jak nie podłożyliśmy bomby" - list czytelnika

MarcheVa
18.11.2009 aktualizacja: 2009-11-17 19:54
A A A Drukuj
11 listopada w Warszawie: policja zatrzymuje anarchistów Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
"No pasaran" - taki napis widniał na paczce podrzuconej 11. listopada na trasie marszu ONR. - Policja zatrzymała wszystkich, którzy znajdowali się w pobliżu paczki - pisze nasz czytelnik.
11 listopada razem z kolegą wybraliśmy się na antyfaszystowską demonstrację do Warszawy. Jesteśmy z Jaworzna. Od razu po przybyciu do Warszawy zostaliśmy wylegitymowani przez policję. Opuściliśmy manifestację, gdyż zaczęło padać. Schowaliśmy się z kolegą w klatce schodowej w bloku przy ul. Senatorskiej. Nie minęło 10 minut, gdy do bloku wpadli policjanci. W klatce byli także inni demonstranci. Sprowadzono nas na parter. Policjanci byli aroganccy i wulgarni. Przed blokiem leżała paczka z napisem: "No pasaran". Zapytano się nas, czy jest nasza. Odparliśmy, że nie. Znowu zaczęto nas legitymować. W tym czasie sprowadzono psa, który obwąchiwał paczkę. Policjant ją naciął. W paczce były jakieś kartki. Wtedy siedem osób, które przebywały na klatce schodowej, zostało wprowadzonych do policyjnego busa.

Na miejsce zjechali się saperzy, mimo iż wiadomo było, że ta paczka to zwykłe pudło. Nie podano nam powodu naszego zatrzymania, nie powiedziano, dokąd nas zabierają. Kazano wyłączyć telefony. Zdążyłem wysłać parę SMS-ów do rodziny, potem schowałem kartę SIM. W komendzie powiedziano nam, że zostaliśmy aresztowani za podłożenie bomby. W komendzie i w areszcie śledczym przebywaliśmy 30 godzin. Dostaliśmy tylko jeden posiłek i jeden kubek herbaty. Na początku nie pozwolono nam nawet na skorzystanie z ubikacji. Potwierdziło się, że policja to prymitywna instytucja ucisku.

Moim zdaniem cała ta akcja z paczkami-bombami była policyjną prowokacją, bo wezwano saperów, nam postawiono zarzuty, ale nie ewakuowano mieszkańców budynku. Bez naszej zgody pobrano nam DNA, odciski palców, zrobiono zdjęcia, sfilmowano. Wyśmiewano nasze poglądy. Zgodnie z przysługującym mi prawem zażądałem zawiadomienia o moim zatrzymaniu osoby najbliższej. Policja nawet nie pofatygowała się, aby wykonać ten jeden telefon!

Chciałbym też podziękować ludziom z Anarchistycznego Czarnego Krzyża oraz z Grupy AntyRepresyjnej za okazane wsparcie oraz wszystkim tym, którzy zebrali się pod komendą i dodawali nam otuchy. Z zarzutów o podłożenie bomby zostaliśmy oczyszczeni.

Przeczytaj także: "Bomby" na trasie marszu ONR. Znowu "Silny Pedał"?



Podziel się

  • "Jak nie podłożyliśmy bomby" - list czytelnika jan_telecki 18.11.09, 11:36

    straż miejska bije gejów w parkachpolicja aresztuje młodziez na demonstracjach antyfaszystowskichkibole-bandyci dostają wejsciówki od pzpna faszysci maszerują przez warszawe z pochodniamijak»

  • "Jak nie podłożyliśmy bomby" - list czytelnika dorsai68 18.11.09, 12:11

    We wszystkich blokach przy ul. Senatorskiej są domofony i zamykane drzwi wejściowe na klatki schodowe. Jak młodzież z Jaworzna dostała się na klatkę schodową? Weszli za kimś, czy po prostu »

Najnowsze wiadomości z Warszawy