Betonowa prowincja w centrum stolicy
22.11.2009
aktualizacja: 2009-11-20 23:03
Fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta
Warszawa może liczyć prawie 2 mln mieszkańców i być prowincjonalną dziurą. Bo prowincjonalizm to ciasnota umysłu, brak wyobraźni i rutynowe powielanie tych samych schematów zamiast kreatywności. Przykład mamy w samym centrum - pisze Jerzy S. Majewski
ZOBACZ TAKŻE
- Struzik przegnał reformatora Kolei Mazowieckich (21-11-09, 12:00)
- Czytelnik nawołuje: Pamiętajmy o Tamce (22-11-09, 13:00)
- Skąd się biorą uliczne kratery z gazem? (21-11-09, 16:00)
- "Dama z gronostajem" jedzie do Warszawy. Kraków oburzony (21-11-09, 11:00)
- Ratusz obcina urzędnikom nagrody (21-11-09, 10:00)
- Praga walczy o plac Wileński przyjazny pieszym (21-11-09, 17:00)
- Piaseczno ma nową oczyszczalnię ścieków. I ogromne długi (21-11-09, 11:00)
SERWISY
Warszawa przed powstaniem listopadowym była niewielka, ale nie sposób ją było nazwać prowincjonalną. Bo też ton nadawali jej ludzie światli, należący do ówczesnej elity intelektualnej Europy. Miasto było planowane z żelazną konsekwencją, a przestrzenie publiczne miały zdobić pomniki zamawiane u najwybitniejszego rzeźbiarza ówczesnego świata - Duńczyka Bertela Thorvaldsena.
Dziś w przestrzeni Warszawy wyczuwa się prowincję. Nie na Krakowskim Przedmieściu, gdzie została urządzona przez profesjonalnych architektów. Nie na rondzie de Gaulle'a, gdzie plastikowa palma, szalony wybryk Joanny Rajkowskiej, stała się alternatywnym symbolem Warszawy. Jednak już w Alejach Ujazdowskich ta prowincjonalność ścina z nóg. Przestrzeń tego fragmentu Traktu Królewskiego urządzili nie artyści, lecz pozbawieni cienia wyobraźni drogowcy. Teraz poroniony płód prowincjonalnej ciasnoty umysłów ujrzymy u zbiegu dwóch najważniejszych ulic Śródmieścia: Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej.
Tu znajduje się polski punkt kilometra 0. Miejsce to u schyłku XIX wieku aż po lata 80. ubiegłego stulecia uważano za pępek Warszawy i całej Polski. I teraz ten pępek zamiast architektury wypełnia cementowy śmieć. Brukarze kładą właśnie pośrodku ronda tandetną kostkę brukową (latem zapowiadano kolorowy asfalt), a na wysepkach między jezdniami wyrastają żółte kwietniki o urodzie malowanych farbą olejną opon. Estetyka rodem z PGR-u w jednym z najważniejszych punktów stolicy!
Wszystko dlatego, że znowu o przestrzeni zamiast architektów decydowali pożal się Boże branżowcy. Stojąc na przystanku tramwajowym, który nazywa się Centrum, patrzę na robotników kładących kostkę i ręce mi opadają. To chyba zły sen?
A mogło być tak pięknie. Mogło pojawić się jakieś szaleństwo na miarę palmy, mogła powstać bardziej klasyczna architektura czy rzeźba. Choćby taka jak pełne zieleni i wody ronda przy głównej ulicy Madrytu: Paseo de la Castellana. Tam co rondo, to megafontanna, rzeźba, dywany kwiatów. Klasycznie, ale wielkomiejsko.
Ale w Warszawie na podobny rozmach nie ma co liczyć. Madryt to metropolia. Warszawa - mimo swoich wieżowców - głęboka prowincja zaanektowana przez branżowców.
Dziś w przestrzeni Warszawy wyczuwa się prowincję. Nie na Krakowskim Przedmieściu, gdzie została urządzona przez profesjonalnych architektów. Nie na rondzie de Gaulle'a, gdzie plastikowa palma, szalony wybryk Joanny Rajkowskiej, stała się alternatywnym symbolem Warszawy. Jednak już w Alejach Ujazdowskich ta prowincjonalność ścina z nóg. Przestrzeń tego fragmentu Traktu Królewskiego urządzili nie artyści, lecz pozbawieni cienia wyobraźni drogowcy. Teraz poroniony płód prowincjonalnej ciasnoty umysłów ujrzymy u zbiegu dwóch najważniejszych ulic Śródmieścia: Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej.
Tu znajduje się polski punkt kilometra 0. Miejsce to u schyłku XIX wieku aż po lata 80. ubiegłego stulecia uważano za pępek Warszawy i całej Polski. I teraz ten pępek zamiast architektury wypełnia cementowy śmieć. Brukarze kładą właśnie pośrodku ronda tandetną kostkę brukową (latem zapowiadano kolorowy asfalt), a na wysepkach między jezdniami wyrastają żółte kwietniki o urodzie malowanych farbą olejną opon. Estetyka rodem z PGR-u w jednym z najważniejszych punktów stolicy!
Wszystko dlatego, że znowu o przestrzeni zamiast architektów decydowali pożal się Boże branżowcy. Stojąc na przystanku tramwajowym, który nazywa się Centrum, patrzę na robotników kładących kostkę i ręce mi opadają. To chyba zły sen?
A mogło być tak pięknie. Mogło pojawić się jakieś szaleństwo na miarę palmy, mogła powstać bardziej klasyczna architektura czy rzeźba. Choćby taka jak pełne zieleni i wody ronda przy głównej ulicy Madrytu: Paseo de la Castellana. Tam co rondo, to megafontanna, rzeźba, dywany kwiatów. Klasycznie, ale wielkomiejsko.
Ale w Warszawie na podobny rozmach nie ma co liczyć. Madryt to metropolia. Warszawa - mimo swoich wieżowców - głęboka prowincja zaanektowana przez branżowców.
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim
-
Betonowa prowincja w centrum stolicy
barteq28
22.11.09, 12:38
Jeśli w urzędzie miasta przestanie się zatrudniać pracowników w myśl zasadymierny - bierny - ale kolega to może coś w tym mieście się zmieni. Jeśli nie,dalej będzie tu zionęło prowincją. Bo »
-
Re: Betonowa prowincja w centrum stolicy
jijiji
22.11.09, 13:24
Brawo Jurek, swietny komentarz. To jest istota problemu - prowincjonalizm w umyslach tych, ktorzy rzadza miastem. Efekt - polbruk jako wymarzony material na chodniki, indolencja (a czasem »
-
Betonowa prowincja w centrum stolicy
bartoszbankowski
01.12.09, 12:40
hyhy, to wyślijcie swoich branzowców do Wrocławia, Łodzi, nawet Opola. Może się czegoś nauczą. Stylizowane na przedwojenne przystanki komunikacji miejskiej, dużo zieleni, nawet głupie »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


