Jakie są granice naszej wolności i prywatności?

Rozmawiał Wojciech Tymowski
27.11.2009 aktualizacja: 2009-11-27 00:04
A A A Drukuj
Katarzyna Szymielewicz i Małgorzata Szumańska szefują fundacji Panoptykon, która monitoruje zagrożenia, jakie niesie społeczeństwo nadzorowane. Nazwa fundacji pochodzi od idealnego więzienia Panoptykon, w którym strażnik mógłby stale obserwować wszystkich więźniów, nie będąc widzianym. Panoptykon nigdy nie powstał, ale według Michela Foucault dziś  staje się nim społeczeństwo, a kontroli podlega każdy z nas. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Rozmowa na piątek: Nie martwimy się, że śledzi nas coraz więcej ulicznych kamer, że ktoś skanuje nasze prywatne maile, firmy zbierają dane osobowe. Ale kiedyś powiemy temu dość - przewidują Katarzyna Szymielewicz i Małgorzata Szumańska z fundacji Panoptykon
Wojciech Tymowski: Wciąż przekonujecie, że nowa warszawska karta miejska ogranicza naszą wolność.

Katarzyna Szymielewicz: Tak, bo aby kupić kartę, jesteśmy zmuszeni podać PESEL, zdjęcie, imię i nazwisko. Są sytuacje, które uzasadniają zbieranie takich danych, ale w zakładzie komunikacji miejskiej nikomu nawet nie powinno przyjść do głowy, aby żądać danych osobowych za prawo do korzystania z tej komunikacji.

Nie tylko ZTM ich żąda.

Małgorzata Szumańska: Bezrefleksyjnie godzimy się na ich podawanie w firmach, bankach. Potem danymi się handluje, czasami wyciekają. Także wtedy, gdy nie godzimy się na ich przekazywanie dalej, co jakiś czas z nowej bazy wysyłają nam niezamówione informacje handlowe.

Nowe karty miejskie kupiło już ponad 300 tys. osób.

K.S.: Pewnie wielu ludzi uznało, że nie ma wyboru. ZTM proponuje też karty na okaziciela, ale to wychodzi drożej. Pasażerowie są więc zmuszeni do wyrabiania nowych kart.

Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych uwzględnił tylko część waszych zastrzeżeń w sprawie nowej karty.

M.S.: Tak, ale dzięki temu ZTM wycofał się ze zbierania informacji o tym, kto z pasażerów i kiedy wchodził do metra. Baza ZTM gromadzi teraz dane o liczbie osób jeżdżących metrem. Także zdjęcia pasażerów są po wklejeniu na kartę kasowane. ZTM zgodnie z zaleceniem GIODO określił czas przechowywania w bazie nazwisk i numerów PESEL pasażerów na pięć lat. My chcemy jeszcze, aby po Nowym Roku stare karty nadal były ważne i można było na nich kodować bilety za taką samą cenę jak na WKM.

Na to już chyba za późno.

K.S.: Niekoniecznie. Przekonujemy do tego radnych z różnych opcji.

Dlaczego z takim uporem walczycie o tę kartę?

K.S.: Bo ta sprawa dobrze pokazuje problem, którym nasza fundacja się zajmuje. Zwiększanie bezpieczeństwa czy usprawnienia w zarządzaniu społeczeństwem albo nami jako "bazą klientów" nie mogą być realizowane za cenę nieproporcjonalnego ograniczenia prawa do prywatności. Żądanie przez ZTM danych osobowych jest tego przykładem. Przypomnijmy, że chciał zbierać je m.in. po to, aby rejestrować, jak i kiedy przemieszczamy się po mieście. A mamy przecież prawo do anonimowości.

I tak zostawiamy wszędzie ślady. Płacimy kartą, dzwonimy z komórek.

M.S.: To problem taki sam jak zbieranie danych osobowych. Kolekcjonowanie informacji o nas - i to nie tylko przez państwo, ale także przez prywatne firmy - stwarza realną możliwość inwigilowania i wpływania na nasze zachowanie.

Jednak przecież sami chcemy pokazywać się w internecie. Na Naszej-klasie, na Facebooku.

K.S.: Ale jest różnica między masowym dziś ekshibicjonizmem czy świadomą autokreacją w internecie a inwigilacją. Na Facebooku to prywatność kreowana przez nas.

Ale z naszych danych rejestrowych, z informacji zostawianych w tych portalach można się o nas dowiedzieć więcej niż z PESEL-u w bazie ZTM.

M.S.: To prawda. I ten problem też nas, jako fundację, niepokoi. Nasze prywatne informacje w sieci są nieustannie skanowane, a z nich generowane są profile użytkowników - przedmiot intensywnego handlu i wielka wartość w internecie.

K.S.: Jako użytkownik nie mogę sprawdzić, kto to robi, ale widzę skutki. Wysyłam maila do koleżanki: "Jadę do Ghany". Wkrótce wchodzę na Google i wpisuję np. hasło "baseny w Warszawie" i wyskakują baseny, ale z boku także link: Ghana - tanie połączenia. To groźne. Jeśli moja prywatna korespondencja jest skanowana w nieznanym mi celu, to budzi mój sprzeciw. To ograniczenie wolności. I przejaw tego samego zjawiska co niepotrzebne zbieranie PESEL-i przez ZTM. Jeszcze nie uświadamiamy sobie, że internetowa inwigilacja prywatnych danych to realne zagrożenie. Nie obchodzi nas, jakie dane o nas przedostają się do sieci. Tymczasem duże korporacje już wynajmują specjalistów monitorujących sieć pod kątem informacji, które mogłyby danej korporacji zaszkodzić, pogorszyć jej wizerunek, czyli przynieść straty finansowe. Ci specjaliści wiedzą, że takie informacje wpadają do sieci m.in. z naszych maili lub portali społecznościowych. Bo tam też wylewamy złość na pracodawcę albo bezmyślnie ujawniamy poufne informacje.

M.S.: Kiedyś jako społeczeństwo uświadomimy sobie, że to, co inni zbierają na nasz temat albo co sami zostawiamy w sieci i co później wędruje po całym świecie, może być dla nas bardzo niewygodne czy nawet niebezpieczne. Nie dlatego, że tak jak korporacje możemy stracić z tego powodu pieniądze, ale dlatego, że posiadanie przez kogoś informacji o nas to też jest forma nadzoru - ograniczania naszej prywatności i wolności.

Podziel się

  • Jakie są granice naszej wolności i prywatności? pzablo 27.11.09, 15:36

    popieram w 100%NIE dla Karty Miejskiej z koniecznością podawania numeru PESEL!»

  • p...one państwo do100jnik 27.11.09, 19:23

    tak dba o swoich obywateli, chyba że nie uważa ich za swoich, a potemprzysyłają mi ofertę na nóż z krokodyla (autentyk), jakieś głupole wydzwaniająi oferują szlachetne kamienie (chyba głupi »

  • Jakie są granice naszej wolności i prywatności? ulanzalasem 27.11.09, 19:28

    Ludzie POwinni mieć chipy wszczepiane zaraz PO narodzinach. Idąc np. nagłosowanie nie potrzebują dowodu, kartki i długopisu. Wszystko odczytujekomputer przy POmocy, którego głosuje. »

Najnowsze wiadomości z Warszawy