Zamkną 20 przedszkoli? Urząd Struzika daje i odbiera
27.11.2009
aktualizacja: 2009-11-26 21:27
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Wiejskie przedszkola, a potrzebują ich społeczności lokalne, finansuje Unia Europejska, wspiera rząd. Ale nie urzędnicy Adama Struzika (PSL), którzy doprowadzili sieć małych prowincjonalnych przedszkoli na skraj bankructwa
ZOBACZ TAKŻE
- Drużyna Struzika w składzie unijnej porcelany (28-11-09, 10:00)
- Olejniczak został kandydatem na prezydenta Warszawy (30-11-09, 09:00)
- Panie marszałku: oszukał pan mieszkańców (23-12-09, 08:00)
- Alarmujące dane: ponad 20 tys. niedożywionych dzieci (30-11-09, 10:00)
- Wkrótce rekrutacja do przedszkoli na Bemowie (27-11-09, 11:00)
- Zniknie jedyna społeczna szkoła w Piastowie? (25-11-09, 11:00)
- Nowy serial: o dzieciach, które rodzą dzieci (24-11-09, 14:49)
- 60 dzieci chodzi do przedszkola dzięki UE (09-11-09, 06:00)
- Palma odbiła Mazowszu? Czyli jak promuje się region (31-01-10, 13:00)
- Przedszkola przyszłości powstały na Targówku (05-01-10, 10:00)
SERWISY
- Na przedszkola zawsze brakowało pieniędzy. A to musieliśmy zbudować szkołę z salą gimnastyczną, a to ośrodek zdrowia. A dzieci na wsi często zostawione są same sobie - mówi Małgorzata Maciejewska, zastępca wójta podwarszawskiej gminy Prażmów.
W znajdującej się w tej gminie wsi Gabryelin od trzech miesięcy w niewykorzystanym wcześniej gminnym budynku działa małe przedszkole. Dzieci mają jedną dużą salę na parterze. Maluchy nauczyły się już bezpiecznego przechodzenia przez jezdnię, właściwego traktowania psów, dokarmiania ptaków, rozróżniania warzyw i owoców.
Do południa zajęcia są darmowe, a za kolejne dwie godziny rodzice płacą miesięcznie 110 zł.
Znacznie mniej niż w publicznych placówkach, gdzie trzeba zapłacić od 300 do 600 zł miesięcznie (w zależności od wyboru zajęć dodatkowych). Jednak w gminie Prażmów publicznych przedszkoli nie było - tylko prywatne, które kosztują jeszcze więcej. Dlatego dzieci rolników z Gabryelina z reguły do przedszkola nie chodziły.
Teraz w mazowieckiej gminie Prażmów (8,5 tys. mieszkańców) działają już dwa społeczne przedszkola - oprócz Gabryelina salę dla dzieci zorganizowano w budynku remizy strażackiej w oddalonym o kilka kilometrów Jeziórku. - Te maleńkie przedszkola spadły więc nam z nieba - mówi Małgorzata Maciejewska.
Dzieci ze wsi gonią te z miast
Eksperci nie mają wątpliwości - zakładanie przedszkoli na wsi to inicjatywy bezcenne, dzięki którym możemy nadrobić cywilizacyjne opóźnienia. - Gdy na wsi powstaje przedszkole, włącza się w to cała wieś i tworzy wspólnota. Zajęcia edukacyjne, nauka języków to szansa dla wiejskich dzieci na dogonienie maluchów z miast. Tam uczą się też przyjaźni, współpracy. Dzięki takim miejscom łatwiej również wykryć patologię w domu: przemoc czy nałogi rodziców - uważa dr Barbara Bieleń z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego.
W kategorii nauczania przedszkolnego na terenach wiejskich znajdujemy się na wstydliwym końcu europejskich statystyk. Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej na Mazowszu jest ponad 1200 przedszkoli oraz 78 punktów przedszkolnych (z czego 10 jest w stolicy). Do przedszkoli chodzi ponad 113 tys. dzieci, do punktów przedszkolnych - 1340 maluchów.
Według GUS na koniec ub.r. w miastach do przedszkoli chodziło ponad 70 proc. dzieci, a na wsiach - niewiele ponad 28 proc. - To wciąż dramatycznie mało. Przedszkola na wsiach są bardzo potrzebne. Pomoc dla nich powinna być więc priorytetem dla wszystkich urzędów - mówi Teresa Ogrodzińska, szefowa Fundacji Rozwoju Dzieci im. Komeńskiego, która zakładała wiejskie przedszkola.
- Rząd Tuska apelował, by na wsiach tworzyć nowe przedszkola, a liczne rządowe instytucje obiecywały unijną pomoc - mówi Monika Ebert, szefowa Stowarzyszenia Rodziców TU z Zalesia Górnego pod Warszawą. To właśnie to stowarzyszenie założyło przedszkola w Jeziórku i Gabryelinie. - Pierwsze społeczne przedszkole założyliśmy 13 temu na zasadzie pomocy sąsiedzkiej - wspomina Monika Ebert. - Przeszliśmy szkołę życia z urzędami, które żądały setek zezwoleń i uzgodnień.
Wyrównać szanse
W każdym z 22 przedszkoli prowadzonych przez TU na Mazowszu dziećmi opiekuje się przynajmniej jedna wykwalifikowana przedszkolanka i opiekunka dziecięca z danej wsi. - Znam tych rodziców, bo to są moi sąsiedzi. Dzięki temu łatwiej z nimi nawiązać współpracę, szybciej wychwytuję też problemy - twierdzi Alina Złotkowska, opiekunka w przedszkolu w Jeziórku.
- Chcieliśmy wyrównać szanse dzieci ze wsi. Przedszkola świetnie wpływają na rozwój dzieci. Maluchy uczą się życia w grupie. Dzięki temu mają ułatwiony start w szkole - mówi Monika Ebert.
Dziewięć powstało trzy miesiące temu. Wszystko finansuje Unia Europejska w ramach projektu "Nasze Mazowieckie Małe Przedszkola".
Obiecane trzy miliony
Pieniądze - 3 mln zł w sześciu transzach - obiecała podległa marszałkowi województwa Adamowi Struzikowi Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych. Wyniki konkursu ogłosiła w grudniu ub.r. Stowarzyszenie było pewne, że pieniądze wpłyną na początku tego roku. - Chcieliśmy, by nowe przedszkola wystartowały we wrześniu. Kupiliśmy meble, znaleźliśmy nauczycieli. Miesiące mijały, a na koncie pustka - wspomina Monika Ebert, szefowa Stowarzyszenia TU z Zalesia Górnego pod Warszawą.
Stowarzyszenie TU nie mogło czekać. Na rozruch nowych przedszkoli wyłożyło pieniądze z własnej kieszeni. Zbliżały się wakacje, unijnych funduszy dalej nie było.
- Powiedzieliśmy urzędnikom, że się wycofujemy. Dopiero wtedy coś drgnęło - słyszymy w Stowarzyszeniu TU.
Pierwsze 700 tys. zł wpłynęło na konto w lipcu. Ale aby otrzymać kolejną transzę - 600 tys. zł - stowarzyszenie musi rozliczyć się z pierwszej.
- Kilka razy próbowaliśmy to zrobić. Urzędnicy za każdym razem zmieniali instrukcje. Żądali poprawek, ale dokładnie nie mówili jakich. Co chwila zmieniał się opiekun projektu - żali się Katarzyna Czublun, wiceszefowa TU.
W znajdującej się w tej gminie wsi Gabryelin od trzech miesięcy w niewykorzystanym wcześniej gminnym budynku działa małe przedszkole. Dzieci mają jedną dużą salę na parterze. Maluchy nauczyły się już bezpiecznego przechodzenia przez jezdnię, właściwego traktowania psów, dokarmiania ptaków, rozróżniania warzyw i owoców.
Do południa zajęcia są darmowe, a za kolejne dwie godziny rodzice płacą miesięcznie 110 zł.
Znacznie mniej niż w publicznych placówkach, gdzie trzeba zapłacić od 300 do 600 zł miesięcznie (w zależności od wyboru zajęć dodatkowych). Jednak w gminie Prażmów publicznych przedszkoli nie było - tylko prywatne, które kosztują jeszcze więcej. Dlatego dzieci rolników z Gabryelina z reguły do przedszkola nie chodziły.
Teraz w mazowieckiej gminie Prażmów (8,5 tys. mieszkańców) działają już dwa społeczne przedszkola - oprócz Gabryelina salę dla dzieci zorganizowano w budynku remizy strażackiej w oddalonym o kilka kilometrów Jeziórku. - Te maleńkie przedszkola spadły więc nam z nieba - mówi Małgorzata Maciejewska.
Dzieci ze wsi gonią te z miast
Eksperci nie mają wątpliwości - zakładanie przedszkoli na wsi to inicjatywy bezcenne, dzięki którym możemy nadrobić cywilizacyjne opóźnienia. - Gdy na wsi powstaje przedszkole, włącza się w to cała wieś i tworzy wspólnota. Zajęcia edukacyjne, nauka języków to szansa dla wiejskich dzieci na dogonienie maluchów z miast. Tam uczą się też przyjaźni, współpracy. Dzięki takim miejscom łatwiej również wykryć patologię w domu: przemoc czy nałogi rodziców - uważa dr Barbara Bieleń z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego.
W kategorii nauczania przedszkolnego na terenach wiejskich znajdujemy się na wstydliwym końcu europejskich statystyk. Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej na Mazowszu jest ponad 1200 przedszkoli oraz 78 punktów przedszkolnych (z czego 10 jest w stolicy). Do przedszkoli chodzi ponad 113 tys. dzieci, do punktów przedszkolnych - 1340 maluchów.
Według GUS na koniec ub.r. w miastach do przedszkoli chodziło ponad 70 proc. dzieci, a na wsiach - niewiele ponad 28 proc. - To wciąż dramatycznie mało. Przedszkola na wsiach są bardzo potrzebne. Pomoc dla nich powinna być więc priorytetem dla wszystkich urzędów - mówi Teresa Ogrodzińska, szefowa Fundacji Rozwoju Dzieci im. Komeńskiego, która zakładała wiejskie przedszkola.
- Rząd Tuska apelował, by na wsiach tworzyć nowe przedszkola, a liczne rządowe instytucje obiecywały unijną pomoc - mówi Monika Ebert, szefowa Stowarzyszenia Rodziców TU z Zalesia Górnego pod Warszawą. To właśnie to stowarzyszenie założyło przedszkola w Jeziórku i Gabryelinie. - Pierwsze społeczne przedszkole założyliśmy 13 temu na zasadzie pomocy sąsiedzkiej - wspomina Monika Ebert. - Przeszliśmy szkołę życia z urzędami, które żądały setek zezwoleń i uzgodnień.
Wyrównać szanse
W każdym z 22 przedszkoli prowadzonych przez TU na Mazowszu dziećmi opiekuje się przynajmniej jedna wykwalifikowana przedszkolanka i opiekunka dziecięca z danej wsi. - Znam tych rodziców, bo to są moi sąsiedzi. Dzięki temu łatwiej z nimi nawiązać współpracę, szybciej wychwytuję też problemy - twierdzi Alina Złotkowska, opiekunka w przedszkolu w Jeziórku.
- Chcieliśmy wyrównać szanse dzieci ze wsi. Przedszkola świetnie wpływają na rozwój dzieci. Maluchy uczą się życia w grupie. Dzięki temu mają ułatwiony start w szkole - mówi Monika Ebert.
Dziewięć powstało trzy miesiące temu. Wszystko finansuje Unia Europejska w ramach projektu "Nasze Mazowieckie Małe Przedszkola".
Obiecane trzy miliony
Pieniądze - 3 mln zł w sześciu transzach - obiecała podległa marszałkowi województwa Adamowi Struzikowi Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych. Wyniki konkursu ogłosiła w grudniu ub.r. Stowarzyszenie było pewne, że pieniądze wpłyną na początku tego roku. - Chcieliśmy, by nowe przedszkola wystartowały we wrześniu. Kupiliśmy meble, znaleźliśmy nauczycieli. Miesiące mijały, a na koncie pustka - wspomina Monika Ebert, szefowa Stowarzyszenia TU z Zalesia Górnego pod Warszawą.
Stowarzyszenie TU nie mogło czekać. Na rozruch nowych przedszkoli wyłożyło pieniądze z własnej kieszeni. Zbliżały się wakacje, unijnych funduszy dalej nie było.
- Powiedzieliśmy urzędnikom, że się wycofujemy. Dopiero wtedy coś drgnęło - słyszymy w Stowarzyszeniu TU.
Pierwsze 700 tys. zł wpłynęło na konto w lipcu. Ale aby otrzymać kolejną transzę - 600 tys. zł - stowarzyszenie musi rozliczyć się z pierwszej.
- Kilka razy próbowaliśmy to zrobić. Urzędnicy za każdym razem zmieniali instrukcje. Żądali poprawek, ale dokładnie nie mówili jakich. Co chwila zmieniał się opiekun projektu - żali się Katarzyna Czublun, wiceszefowa TU.
1
2
następne »
-
Zamkną 20 przedszkoli? Urząd Struzika daje i od...
flat-ower
27.11.09, 11:40
Jak tego buca wysadzić z fotela? Toż to komuna na 100 %, chamy trzymają się biurek i mają gdzieś rozwój Mazowsza. Wyrzucili faceta który chciał coś zrobić na kolei, teraz afera z »
-
Zamkną 20 przedszkoli? Urząd Struzika daje i od...
panpaniscus
27.11.09, 12:19
Ależ to chyba standard w projektach unijnych rozliczanych przez Mazowsze. Konkurs rozstrzygany w maju, tak naprawdę w sierpniu, pieniądze przychodzą wlistopadzie i rozlicz się z nich do »
-
Zamkną 20 przedszkoli? Urząd Struzika daje i od...
kasiabezkotka
30.11.09, 09:07
Przecież zgodnie z poprzednim projektem te przedszkola miala przejąćspołecznośc lokalna lub gmina.Spolecznośc lokalna nie byla zainteresowana prowadzeniem przedszkola(zalożeniem swojego »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


