Muzeum Kolejnictwa jak prowincjonalny dom kultury?

Dominika Olszewska, Tomasz Urzykowski
28.11.2009 aktualizacja: 2010-08-10 16:49
A A A Drukuj
Zabytkowa lokomotywa, która została wyniesiona na zewnątrz Muzeum Kolejnictwa Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Nowy dyrektor niszczy zabytki i zamienia Muzeum Kolejnictwa w prowincjonalny dom kultury - alarmują miłośnicy techniki. - To działania PR-owskie. Na poważne wystawy przyjdzie czas - broni się Ferdynand Ruszczyc
Dyrektorem Muzeum Kolejnictwa jest od lutego. Wcześniej przez 12 lat kierował Muzeum Narodowym, z którym pożegnał się po zastrzeżeniach ministra kultury. Rok temu wojewoda zaproponował mu posadę mazowieckiego konserwatora zabytków, ale była zajęta i nic z tego nie wyszło. Ostatecznie Ferdynand Ruszczyc trafił do zaniedbanego Muzeum Kolejnictwa finansowanego przez urząd marszałkowski. "Na razie jest tylko pełniącym obowiązki dyrektora. Przyjęty został na próbę" - tłumaczył wtedy wicemarszałek Ludwik Rakowski.

Muzeum zajmuje barak po Dworcu Głównym przy Towarowej. Przez lata zarządzali nim byli kolejarze, tworząc tu skansen PRL-u. Nudne wystawy, zakurzone gabloty, rdzewiejące w krzakach lokomotywy - to wszystko sprawiało, że muzeum świeciło pustkami. Nowy dyrektor miał to zmienić.

Poczuj się jak mumia

Odnowił budynek, lecz przez dziewięć miesięcy nie zorganizował w nim żadnej merytorycznej wystawy. Pokazał tylko karykatury Zbigniewa Jujki, miniaturową kolejkę i otwartą właśnie ekspozycję "Miss świata parowozów". Na kilkudziesięciu zdjęciach piękności w skąpych strojach pozują na tle lokomotyw. "Jest to oryginalny sposób przybliżania wiedzy o kolei parowej, zestawiający w ciekawej formie urodę kobiet z urokiem parowozów" - czytamy na stronie muzeum.

- Na razie skupiamy się na działaniach PR-owych. Chcemy, by ludzie dowiedzieli się o naszym istnieniu. Mamy też lekcje muzealne i imprezy dla dzieci, których wcześniej nie było - podkreśla Ferdynand Ruszczyc.

W Halloween odbyły się bal potworów oraz zabawy "Zagadki magicznej czaszki" i "Poczuj się jak mumia". W andrzejki maluchy będą sobie wróżyć z wosku. - Merytoryczną wystawę planujemy w przyszłym roku - obiecuje szef muzeum.

Ta oferta irytuje jednak znawców zabytków techniki. - Na jednej z imprez rzucano piłeczkami w portret Bieruta. To poniżej poziomu - mówi Marek Moczulski.

- Działania muzeum kojarzą się z prowincjonalnym domem kultury - dodaje Marcin Wojewoda, właściciel pięciu parowozów.

Znajomy doradza

Swoje rządy Ferdynand Ruszczyc rozpoczął od zwolnień. Odeszło 80 proc. pracowników. Dziś zatrudnia 30 osób. - Zostawiłem przewodników po ekspozycji. Pozostał też trzon ludzi, którzy znają się na rzeczy. Przyjąłem ok. 20 nowych osób. Część przeszła z Muzeum Narodowego - twierdzi dyrektor.

W muzeum znaleźli pracę znajomi Ruszczyca. Andrzej Kosmala, menedżer Krzysztofa Krawczyka, jest szefem działu wystaw i ma zaprojektować hol wejściowy. Andrzej Wojciechowski, dawny wojewódzki konserwator zabytków, usunięty z hukiem za nieudolność i sprzyjanie inwestorom, jest doradcą ds. remontu lokomotyw i wagonów. - Do tej pory nie robiono tego rzetelnie. Pan Wojciechowski wyznaczył pewien kierunek myślenia. Podpowiada np., jakich dobierać farb - wyjaśnia Ruszczyc.

- Jestem fachowcem. Od lat zajmuję się ochroną zabytków, w tym techniki - przedstawia się Andrzej Wojciechowski. Na razie pracuje na umowę-zlecenie.

Marek Barszcz z Muzeum Techniki załamuje ręce: - W Warszawie jest wiele młodych osób o ogromnej wiedzy na temat zabytków kolejnictwa. Ale pan Ruszczyc nie zatrudnia fachowców.

Samego dyrektora w muzeum też trudno zastać, bo ma drugą pracę: jest szefem biura Roku Chopinowskiego 2010.

Zabytek pod chmurką

Największe oburzenie wywołuje stosunek Ferdynanda Ruszczyca do znajdujących się w muzeum zabytków. By zrobić miejsce w holu na sklepik z pamiątkami, wystawił na zewnątrz jeden z najcenniejszych eksponatów - najstarszą w Polsce spalinową lokomotywę zbudowaną w latach 20. w Niemczech. To jedyny dziś taki model w Europie. Obecnie stoi pod gołym niebem owinięta niebieską plandeką. Znawcy alarmują, że za kilku tygodni nie będzie już czego ratować. - Zacznie korodować i zaraz się rozsypie - ostrzega Marcin Wojewoda.

Dyrektor Ruszczyc nie widzi zagrożenia: - W Muzeum Wojska zabytki też stoją na dworze i nic się nie dzieje.

Poczynania dyrektora zaniepokoiły urząd marszałkowski. Największe poruszenie wywołała wiadomość o niszczeniu zabytków i zatrudnieniu skompromitowanego Andrzeja Wojciechowskiego. - Przyjrzymy się temu bliżej - zapowiada wysoki urzędnik marszałka.

To samo deklaruje generalny konserwator zabytków Tomasz Merta: - Niepokojących sygnałów nie zlekceważymy.

Przeczytaj także: Zamkną 20 przedszkoli? Urząd Struzika daje i odbiera



Podziel się

  • Re: Muzeum Kolejnictwa jak prowincjonalny dom kul sanmartino 28.11.09, 11:44

    Ruszczyc nie był złym dyrektorem MNW, a sądy oczyściły go z wszystkich zarzutów.Po drugie wywalenie 80% z tego zatęchłego Muzeum to wielki sukces. Całą tę akcjęmożna nazwać tylko »

  • Muzeum Kolejnictwa wczoraj a dziś szlakuls 28.11.09, 13:16

    Poprzedni dyrektor rządził kilkanaście lat i może ze względu na wiek czuł się najlepiej wśród niezmienianych, zakurzonych eksponatach. Teraz organizowane są zajęcia dla dzieci i młodzieży w »

  • Muzeum Kolejnictwa jak prowincjonalny dom kultury? northridge 29.11.09, 16:09

    Przepychanki, przepychanki a MuzKol się sypie. A jak się już rozsypie to niebędzie ciepłych posadek.»

Najnowsze wiadomości z Warszawy