Arsenał znowu zdobyty przez powstańców

Jerzy S. Majewski
29.11.2009 aktualizacja: 2009-11-29 18:23
A A A Drukuj
Inscenizacja zdobycia Arsenału przez powstańców podczas Nocy Listopadowej Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
  • Inscenizacja zdobycia Arsenału przez powstańców podczas Nocy Listopadowej
  • Inscenizacja zdobycia Arsenału przez powstańców podczas Nocy Listopadowej
  • Inscenizacja zdobycia Arsenału przez powstańców podczas Nocy Listopadowej
  • Inscenizacja zdobycia Arsenału przez powstańców podczas Nocy Listopadowej
Nad pl. Zamkowym unosił się zapach prochu, huk wystrzałów odbijał się od kamienic. Na Rynku Starego Miasta żołnierze pogubili się między straganami, strasząc sprzedawców sera korycińskiego i litewskich wyrobów z drewna.
W sobotni wieczór Arsenał, tak jak przed 179 laty, został zdobyty przez powstańców.

- Otwórz bramę! - krzyczała z tłumu Martyna Nguyen. - Nie oddawaj! - przekrzykiwała ją jej koleżanka. Stały w tłumie przyglądającym się scenie pertraktacji przed bramą Arsenału. Dostępu do bramy bronił konno porucznik. Do oddania kluczy namawiał go kapitan.

- Jestem po stronie porucznika. Ma piękny mundur i konia - przekonywała dziewczyna. - Niech otwiera bramę. Ja nie z tych, co za mundurem sznurem- odparowała Martyna Nguyen.

Sobotnie widowisko historyczne "Noc listopadowa" przyciągnęło tłumy. Wielu za wojskiem, w huku wystrzałów przeszło cała trasę. Od placu Piłsudskiego (przed 179 laty Saskiego) przez Krakowskie Przedmieście, plac Zamkowy, Świętojańską, Freta i Długą do Arsenału, gdzie rozegrano finałową scenę jego zdobycia.

W widowisku uczestniczyło 120 rekonstruktorów z Polski, Rosji, Białorusi i Litwy. Wszystko zaczęło się od uroczystej odprawy na pl. Piłsudskiego. To tu 179 lat temu przed księciem Konstantym odbywały się defilady.

Na placu Zamkowym doszło już do ostrej wymiany ognia. Waliły armaty, padały salwy.

- Przejmujące widowisko. Czuję, że uczestniczymy w samym środku wydarzeń. Ten huk. Nie ma w nas strachu, ale są napięcia - oceniała pani Iwona, która na widowisko przyszła z córką Weroniką.

Powszechną uwagę przyciągał Anton Rudin z Briańska w mundurze kozaka z wielką futrzaną czapą na głowie. Takich Kozaków nazywano u nas Czerkiesami.

- Służyli w Warszawie po upadku powstania listopadowego w 1831 r. - opowiada Rudin i wskazuje na swój niezwykły strój.

- Karabin zrobiłem sam. Burkę i inne elementy stroju skompletowałem na Kaukazie - mówi. - Fantastyczna atmosfera. Zużyłem wszystkie naboje - cieszy się.

Z Moskwy przyjechała Snieżana Biełkina. Okutana zieloną chustą, rumiana na licach przypominała matrioszkę. -Wcielam się w żonę sałdatów. Idę w ślad za nimi - mówi i dodaje, że jej koledzy z Moskwy odtwarzają żołnierzy 24 pułku jegrów oraz moskiewskiego pułk grenadierów.

- A my jesteśmy markietankami - opowiada z kolei Wiktoria Wasjiliewskaja z Mińska białoruskiego. - Jakie tam markietanki! One oddawały swe ciała, a my to damy! Proszę spojrzeć tylko na nasze stroje! - oburzała się jej koleżanka.

Gdy obie stały skromnie z boku, mężczyźni toczyli zacięty bój pod bramą Arsenału. Wreszcie brama została zdobyta.

- Rzeczywistość była nieco inna. Arsenał nie został zdobyty w walce, ale poddał się od środka - mówił Wojciech Borkowski, wicedyrektor Muzeum Archeologicznego, który sam wziął udział w widowisku.

Gdy jednak w sobotę bramy zostały otwarte, uczestnicy inscenizacji wkroczyli ma dziedziniec. Inaczej niż 179 lat temu lud pozostał na zewnątrz i rozszedł się w oka mgnieniu.

Ulica Długa opustoszała, a przed bramą pozostał jedynie zawiedziony. Zbigniew Zagajewski. -Sam działam w Stowarzyszeniu Historycznym im. 10 p.p. w Łowiczu. W ubiegłym roku można było wejść na dziedziniec i porozmawiać z rekonstruktorami, a dziś Arsenał zamknięto na trzy spusty - żalił się i nie doczekawszy spotkania z wojskiem, poszedł do domu.

Organizatorem imprezy urządzonej już po raz siódmy było Państwowe Muzeum Archeologiczne, Wojskowa Akademia Techniczna oraz Mazowieckie Centrum Kultury.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy