Kierowca: mniej chodników, więcej parkingów w Warszawie

listy czytelnika podpisanego jako: Bezsilny Kierowca
01.12.2009 aktualizacja: 2009-12-01 16:15
A A A Drukuj
Ulica Chełmska
Sporo jeżdżę po Warszawie i zauważam, że jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne łańcuchy, zakazy parkowania, słupki i pachołki.
SERWISY
SONDAŻ
Co sądzicie o parkowaniu na chodnikach?

Jestem za parkowaniem na chodnikach i trawnikach bez ograniczeń W mieście jest za mało parkingów, więc trzeba sobie jakoś radzić.
Jestem za, ale pieszym trzeba zostawić ok 30. cm chodnika.
Jestem za, ale dla pieszych, rodziców z dziećmi w wózkach itp. powinno pozostać ok. 1,5 m chodnika
Jestem za całkowitym zakazem parkowania na chodnikach i trawnikach
Wyrzucić samochody z centrum!

Ostatnio wraz z żoną postanowiliśmy odwiedzić znajomych, którzy mieszkają na ul. Nowolipki. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że ulicę wyremontowano. Z jednej strony to dobrze, bo teraz jest tak równy asfalt, co z tego skoro jednocześnie w chodniki na gęsto powtykano metalowe pachołki. Już kiedyś był problem z zaparkowaniem na tej ulicy, teraz jest to już prawdziwy koszmar. O ile kiedyś można było zaparkować na obydwu stronach chodnika, to teraz przez wszechobecne pachołki o wygodnym parkowaniu można zapomnieć, a placyk na którym mieściło się kilka pojazdów obecnie świeci pustkami. O dziwo tak pieszczeni przez media piesi nie rozstawili tam natychmiast parasoli i nie urządzają pikników. Masa przestrzeni się po prostu marnuje, a ludzie krążąc dookoła bloków wypalają hektolitry paliwa i zanieczyszczają środowisko. Nam udało się zaparkować dopiero kilkaset metrów od domu przyjaciół. Cudem, bo ktoś wyjeżdżał.

To nie jest jedyny przykład na to, jak miasto traktuje posiadaczy samochodów. Matki odwożące dzieci do szkól, pracowników dojeżdżających do firm i dzięki temu płacących w mieście podatki, ludzi chcących dostać się do restauracji czy na spotkanie z przyjaciółmi. Przykłady braku myślenia o kierowcach można mnożyć. Ale zwróćmy uwagę na jeden, czyli warszawskie Stare Miasto. Kiedyś, dzięki parkingowi tuż obok kolumny Zygmunta i na Krakowskim Przedmieściu, na starówkę można się było dostać bez kłopotów. Teraz wypad w ten rejon to wyzwanie wszędzie zakazy wjazdu, patrole straży miejskiej, słupki, słupy i betonowe zapory. Doszło do takiego absurdu, że by przez kwadrans pić kawę w kawiarni, drugi kwadrans musimy maszerować z odległego parkingu.

Sporo jeżdżę po Warszawie i zauważam, że jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne łańcuchy, zakazy parkowania, słupki i pachołki. Ironicznie mogę stwierdzić, że brak chyba tylko rowów i pól minowych

Chciałem się zapytać, jak długo jeszcze można znosić kolejne szykany kierowców? Kiedy Ci, na których jako kierowca płace podatki, którzy nakładają horrendalnie wysoką akcyzę na paliwo zaczną mnie zauważać? Kiedy powstaną parkingi z prawdziwego zdarzenia? Kiedy parkowanie na chodniku czy trawniku to nie będzie przestępstwo? Kiedy straż miejska przestanie wyłaniać się z krzaków, bo o dwa centymetry za daleko wjechałem na chodnik i zamiast tego poradzi gdzie jest parking albo doradzi bym ciut się cofnął. Ale karanie jest łatwiejsze niż rozwiązywanie problemów.

Nie jest sztuką ustawić kolejny bezsensowny znak zakazu parkowania, sztuką jest stworzyć miasto przyjazne do życia. Życia dla wszystkich a nie tylko dla tych, którzy są zdrowi i kochają spacery. Ja nie kocham i jako kierowca chcę tu normalnie żyć.

Przeczytaj także: Premier podzieli się parkingiem z warszawiakami?



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy