"Mural nie jest po to, żeby psuć miasto"

rozmawia Grzegorz Lisicki
04.12.2009 aktualizacja: 2010-08-10 16:51
A A A Drukuj
Jeden z murali pod mostem Łazienkowskim, który powstał w ramach
warszawskiego festiwalu Street Artu Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
  • Taki mural powstał w Bydgoszczy przy ul. 3 Maja. Nasi rozmówcy proponują,
by podobne wielkie obrazy malować także w Warszawie. Ale zastrzegają,
żeby nie przesadzić i nie ozdabiać w ten sposób wszystkich bloków na osiedlu
Rozmowa na piątek. Murale nie są po to, żeby miasto psuć, ale po to, by poczuć się lepiej. Mają zaskakiwać, zachwycać - mówią Marcin Rutkiewicz i Wojciech Wiśniewski.
Grzegorz Lisicki: Czy malowidła na ścianach w mieście - czyli murale - są w ogóle nam potrzebne?

Marcin Rutkiewicz*: Generalnie są całkowicie niepotrzebne. Jak pierścionki i krawaty (śmiech).

To po co są?

Wojciech Wiśniewski*: Murale to sztuka. Dobrze, żeby miasto było otwarte na sztukę nie tylko muzealną, ale także tę w przestrzeni publicznej. Według mnie murale porządkują też miasto, poprawiają je.

M.R.: Murale spełniają różne funkcje. W Irlandii Płn. były polityczne, za komuny nudne malowidła PKO czy Pewexu występowały jako reklama zewnętrzna. Dziś są po to, by było ładniej i ciekawiej.

Czyli w Warszawie jest ładniej i ciekawiej dzięki muralom?

M.R.: Może być. Ciekawy jest np. mural "chopinowski" u wylotu tunelu na Złotej, czarno-białe miasto na tyłach ASP obok Poczty Polskiej i najnowszy, na zapleczu Nowego Światu przy zagłębiu imprezowym w pawilonach - "niedźwiedzioszczury". Autorem jest artysta Roa.

W.W.: Ja nie mam auta, dużo chodzę, więc zdarzało mi się, że nagle zza rogu wyłaniał się mural. Zaczynałem o nim myśleć, zastanawiać się. To daje wytchnienie, odrywa od codzienności.

A mural na zrujnowanej kamienicy przy ul. Pańskiej? Ciemny i ponury jak ta kamienica. Co za oddech od codzienności nad Wisłą.

M.R.: To mural powstańczy. Temat z definicji ciężki. Chodzi tu o coś więcej niż o obraz, grupa Twożywo przemawia też kontekstami słownymi.

Zgoda, to udany mural, choć ponury. Ale większość warszawskich murali to prace i nieudane, i ponure w jednym.

W.W.: Są dobre murale, ale nie brak kiepskich. Zależy od tych, którzy je robią. Czy mają świadomość otoczenia, warsztat, talent.

M.R.: Jeśli spojrzeć na stołeczne murale jako na całość, to nie są wybitne. Choć jednym z ciekawszych jest np. kolejny mural Twożywa przy pl. Teatralnym, na kamienicy przy Moliera.

Kolejny szarobury, martyrologiczny, ze znakiem Polski Walczącej. Znowu krew, trupy.

M.R.: A mnie podoba się forma tego muralu: oszczędna, przemyślana, dopasowana, nieprzypadkowa. Poza tym to dialog z widzem - stoisz na czerwonym świetle, masz czas się zastanowić, o co tym panom chodzi. To przykład kolejnego udanego muralu.

Porozmawiajmy o nieudanych.

M.R.: Trudno to przyznać, ale w sumie nieudana jest seria murali powstańczych. Np. ul. Wilanowska na Powiślu. Fatalnie wkomponowany, źle namalowany mural. Powstańcy wyglądają jak piekielne zjawy. Z prawej jakaś karykatura pomnika Małego Powstańca.

M.R.: I do tego patetyczny rymowany napis. Łopatologia i dydaktyzm. Infantylna stylistyka.

W.W.: Jeżeli na ten mural odbył się jakiś konkurs, to był farsą.

M.R.: Podobny mural powstał na ścianie kamienicy na Nowym Mieście, widać go z Wisłostrady.

Podziel się

  • "Mural nie jest po to, żeby psuć miasto" megasia 04.12.09, 12:29

    Rondo Sedlaczka dość udane. Pracuję w pobliżu i oglądam codziennie.Nie lubię za to robienia pewnych akcji na siłę - a tak oceniam nadmiar elementów powstańczych.»

Najnowsze wiadomości z Warszawy