Hokeiści trenują na korytarzu... w szkole sportowej

Małgorzata Zubik
04.12.2009 aktualizacja: 2009-12-03 23:16
A A A Drukuj
Salę gimnastyczną dzielą na pół, ale i to nie wystarcza Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Hokej trenują w łączniku, piłkę ręczną - na korytarzu albo w sali gimnastycznej przedzielonej na pół kotarą. Tak hartuje talenty w jedynej w dzielnicy szkole sportowej samorząd Mokotowa.
SERWISY
- Dziś mamy szczęście, bo cała sala jest dla nas - mówi trener Jarosław Klein, który właśnie prowadzi z dziewczynkami zajęcia z piłki ręcznej. Jest też instruktorem lekkoatletyki. - Często mamy tylko mały kawałek. Jest za ciasno. Elementy piłki ręcznej ćwiczymy na korytarzu. Jeśli widzę, że uczeń ma talent, dobrze rokuje, przekazuję go przez osobiste kontakty do klubów: Legii, Gwardii czy Skry. Bez boiska, bieżni, skoczni w szkole nie ma szans na trening na przyzwoitym poziomie.

Żałosne 40-lecie

Tak jest w Zespole Szkół Sportowych nr 58 przy ul. Piaseczyńskiej. W podstawówce i gimnazjum jest w sumie ponad 300 uczniów. Każda klasa ćwiczy dziesięć godzin w tygodniu. Główne dyscypliny to: szermierka, pływanie, lekkoatletyka, piłka ręczna.

Ułożenie grafiku dla młodych sportowców graniczy z cudem. Nie zawsze udaje się pomieścić uczniów w sali gimnastycznej, nawet po przedzieleniu jej na pół kotarą. Dlatego uczniowie trenują hokeja w wąskim łączniku między budynkiem z salami lekcyjnymi a salą gimnastyczną. Ćwiczą też na korytarzu drugiego piętra. - Takie warunki pracy uniemożliwiają prowadzenie szkolenia sportowego - ocenia Katarzyna Klimczak, przewodnicząca rady rodziców. - Zaburzają też prowadzenie zajęć w klasach. Drzwi pracowni nie są dźwiękoszczelne, a trudno oczekiwać, że trening lekkoatletyczny czy zajęcia z szermierki będą odbywały się w kompletnej ciszy.

Szkoła przy ul. Piaseczyńskiej dwa lata temu obchodziła 40-lecie. Jest jedyną szkołą sportową na Mokotowie. Na korytarzach i w salach jest pełno dyplomów i pucharów zdobytych w zawodach. Część leży w magazynie, bo nie ma miejsca na ekspozycję wszystkich trofeów.

Sportowcy nie doczekali się jednak ani nowoczesnego boiska, ani hali sportowej z prawdziwego zdarzenia. Boisko jest asfaltowe, pełne spękań z powodu wystających korzeni drzew. - W sali gimnastycznej przez dziurawy dach woda leje się dzieciom na głowę - alarmują rodzice.

Zacieki widać gołym okiem. Zastrzeżenia co do stanu technicznego ma też powiatowy inspektorat sanitarny, który nakazał doprowadzić do odpowiedniego stanu m.in. boisko oraz podłogi w sali gimnastycznej i przebieralni.

Radni do szkoły nie zajrzą

Co na to wszystko samorząd? Rzecznik Mokotowa Jacek Dzierżanowski tłumaczy, że dzieci z ul. Piaseczyńskiej korzystają z obiektów pobliskiego klubu sportowego Warszawianka oraz przy stadionie Agrykoli. Tyle że przyszłość Warszawianki jest niepewna (ma kłopoty finansowe, a sąd unieważnił niedawno akt notarialny przekazujący klubowi kilkanaście hektarów ziemi).

Z kolei z obiecaną wcześniej nową halą sportową jest kłopot. - Budowa nie jest możliwa ze względu na roszczenia byłych właścicieli do gruntu - wyjaśnia rzecznik.

Rodzice podsuwają jednak dzielnicy inne rozwiązania. Proszą o pieniądze na halę ruchomą - balon, w którym uczniowie będą mogli bezpiecznie ćwiczyć. - Pomysł postawienia hali tymczasowej jest interesujący - zapewnia Jacek Dzierżanowski. - Analizujemy możliwości nie tylko techniczne, ale także finansowe zrealizowania tego pomysłu.

Rzecznik wylicza też, że w ostatnich latach na remonty w zespole szkół dzielnica wydała ponad 800 tys. zł. I obiecuje, że w przyszłym roku przeciekający dach szkoły będzie wymieniony, jest też szansa na stopniowy remont w sali gimnastycznej.

W przyszłym tygodniu trudną sytuacją szkoły sportowej zajmą się mokotowscy radni od oświaty i sportu. Rodzice prosili ich, aby zorganizowali obrady przy Piaseczyńskiej, tak by mogli na własne oczy zobaczyć, w jakich warunkach kształcą się przyszli sportowcy. Radni na wyjazd się nie zgodzili.

Przeczytaj także: Sześcioletnie pierwszaki już płacą za bilety



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy