Prawicowcy zakłócili debatę o transseksualistach

Magdalena Dubrowska, Piotr Machajski
08.12.2009 aktualizacja: 2009-12-08 16:06
A A A Drukuj
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
- Dupa do srania, nie do jebania - w ten sposób grupa kilkudziesięciu skrajnych prawicowców pożegnała uczestników niedzielnej dyskusji o sytuacji prawnej transseksualistów.
- Nie było to zbyt przyjemne - przyznaje Maciej Gdula, jeden z organizatorów debaty. Inni podkreślają: - Czuliśmy się niepewnie. Na szczęście do niczego nie doszło.

Spotkanie odbyło się w niedzielne popołudnie w kawiarni Nowy Wspaniały Świat. Było poświęcone sytuacji prawnej osób transseksualnych i ich rodzin w Polsce. Wśród gości byli m.in. Anna Grodzka, prezeska fundacji Trans-Fuzja, Dorota Pudzianowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz Izabela Jaruga-Nowacka, posłanka SLD.

Agresja skinów wobec transseksualistów na ich własnej debacie

Zaczęło się o godz. 15.15. Nie minęło nawet pół godziny, gdy w drzwiach pojawiła się grupa około 25 osób.

- Młodzi mężczyźni, ubrani na ciemno, niektórzy ogoleni na łyso - opisuje Maciej Gdula z zespołu Krytyki Politycznej, która zorganizowała spotkanie. - Tak właśnie wyobrażam sobie środowisko skrajnej prawicy w Polsce.

Na portalu społecznościowym Facebook jedna z uczestniczek debaty zamieściła film z zapisem incydentu. Przemawia Anna Grodzka, prezeska fundacji Trans-Fuzja:

- Mamy w Polsce ogromny problem z akceptacją i zrozumieniem transseksualizmu. Sądzę, że osoby transseksualne to osoby wyjęte spod prawa w Polsce, osoby poza systemem opieki zdrowotnej...

W tym miejscu rozbrzmiewają salwy śmiechu. To młodzi mężczyźni, którzy właśnie weszli. Stoją w holu i ryczą. Cztery osoby z Fundacji Trans-Fuzja i Krytyki Politycznej podchodzą i proszą o opuszczenie lokalu. Wywiązuje się dyskusja.

Goście: - Podobno to otwarte zebranie. Śmialiśmy się, bo przypomniał się nam śmieszny żart.

Gospodarze: - Nie ma miejsca dla spóźnialskich.

Goście: - Pederasty! Dupy was nie bolą?

Gospodarze: - Dziękujemy za odwiedziny. Mamy wezwać ochronę?

Grupa wychodzi, śpiewając głośno: "Dupa do srania, nie do ruchania".

Anna Grodzka: - No właśnie mówiłam o tej akceptacji...

- Nie wzywaliśmy policji. Nie chcieliśmy dopuścić do zakłócenia debaty, gdybyśmy się zaczęli nimi zajmować, to staliby się bohaterami - mówi Krzysztof Tomasik, autor książki "Homobiografie", który prowadził debatę: - Poza tym używali mowy nienawiści, ale nie byli agresywni fizycznie. Nie szarpali się z nami. Poszli sobie. Nie chciałbym, żeby to się stało główną atrakcją naszej debaty. Myślę, że na takie akcje wpływa m.in. specyfika lokalu Nowy Wspaniały Świat, czyli jego dostępność. Pewnie jest to też wpływ legalnego marszu ONR 11 listopada.

Tomasik dodaje, że rozpoznał w tej grupie kilku członków Młodzieży Wszechpolskiej. MW świętowała w ten weekend 20-lecie istnienia.

Wojciech Zrałek-Kossakowski z redakcji "Krytyki Politycznej": - Wszechpolacy tuż przed wyjściem stali się bardziej agresywni. Zrywali plakaty, przewrócili dwa stoły z ulotkami. Szef baru wezwał ochronę, która przyjechała cztery minuty po wyjściu tamtych.

Magda Mosiewicz z partii Zieloni 2004, jedna z panelistek niedzielnej debaty: - To nie jest odosobniony przypadek. I dość lightowy. Na tego typu debaty wchodzą duże grupy, które rozłażą się po całej sali i non stop przeszkadzają, gadają, prowokują. Komuś chce się śledzić takie spotkania np. z Magdaleną Środą albo z Robertem Biedroniem, a potem rozwalać. Trudno wzywać policję, bo ktoś się odzywa. W niedzielę kilkadziesiąt osób weszło na pierwsze piętro, gdzie trwała nasza konferencja. Nie spodziewałam się bójki, ale nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie wyciągnie nagle gazu czy kastetu. To raczej nie byli skini. Nie przedstawili się. Wszystko trwało minutę, dwie. Bardzo dobrze zareagowali uczestnicy debaty - bez agresji, ale stanowczo.

- Ta sytuacja nie wymagała wezwania policji. Nasz klub to miejsce publiczne, każdy może wejść i wyrazić swoje poglądy - podkreśla Sławomir Sierakowski, szef Krytyki Politycznej. - Mamy podpisaną umowę z agencją ochroniarską, która zresztą przyjechała bardzo szybko. Nasi goście mogą czuć się bezpiecznie - zapewnia.

- Nikt nam nie groził w sposób bezpośredni. Nie mieli żadnych niebezpiecznych narzędzi - mówi Maciej Gdula. - M.in. dlatego właśnie nie wzywaliśmy policji - wyjaśnia.

Zarówno Gdula, jak i Sierakowski wspominają inny incydent jeszcze z czasów, gdy siedziba Krytyki Politycznej mieściła się przy ul. Chmielnej. Wówczas ktoś wrzucił im do pomieszczeń płonącą racę. - Wtedy było rzeczywiste zagrożenie. Policjanci przesłuchiwali nas przez kilka godzin, ale i tak sprawę umorzyli - mówi Sławomir Sierakowski.

Po krótkim incydencie spotkanie potoczyło się już zgodnie z planem. - To zdarzenie posłużyło nam jako materiał ilustracyjny do dyskusji o sytuacji transseksualistów w Polsce - mówi Maciej Gdula.

Przeczytaj także: Muzeum Historii Polski: supermarket czy ikona?



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy