Nie chciał chodzić po nagrobkach

tu
08.12.2009 aktualizacja: 2009-12-07 22:20
A A A Drukuj
Robert Augustyniak (z lewej) i prof. Jan Jagielski oglądają ostatnią macewę wykopaną na podwórku przy ulicy Traugutta Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
O macewach na podwórku przy Traugutta wiedział cały Grodzisk. Deptali po nich ludzie, jeździły samochody, nikt nie reagował. - To wielki wstyd - mówi Robert Augustyniak. Dzięki niemu żydowskie nagrobki wróciły wczoraj na cmentarz.
Przedstawia się krótko: "Mieszkaniec Grodziska, społecznik". Rocznik 1973. Pracuje w firmie kurierskiej na Okęciu. - W Grodzisku Mazowieckim moja rodzina mieszka od pokoleń - podkreśla. Nie pamięta, od kogo usłyszał, że na jednym z podwórek niedaleko żydowskiego cmentarza leżą w ziemi macewy.

Grodziski kirkut powstał w połowie XVIII w. Z początku chowano na nim również Żydów z Warszawy (zanim założono Cmentarz Żydowski na Bródnie). Ostatnie pogrzeby odbyły się w 1941 r. Potem była już tylko dewastacja. Część macew zabrali Niemcy do utwardzania dróg. Jednak największe zniszczenie cmentarza nastąpiło po wojnie. W 1953 r. na polecenie Urzędu do spraw Wyznań rozebrano mur, a prawie cały teren kirkutu przeznaczono pod magazyn Samopomocy Chłopskiej. W miejscu wyrwanych nagrobków urządzono skład materiałów budowlanych i środków ochrony roślin. W ten sposób zniknął m.in. grób słynnego cadyka Elimelecha Szapiry, ojca kaznodziei warszawskiego getta. Dziś jest tu składnica złomu i magazyny, a dawna brama cmentarza z 1922 r. stoi wśród stert zardzewiałych rur, prętów i kaloryferów. Z rozległego kirkutu ocalał tylko mały fragment z częściowo zachowanymi nagrobkami.

Wszyscy o tym wiedzieli

- Pogłoski o macewach na podwórku od dawna krążyły po Grodzisku. Postanowiłem je w końcu sprawdzić - mówi Robert Augustyniak. Poszukiwania rozpoczął na przełomie maja i czerwca. Kamienne płyty z hebrajskimi napisami znalazł obok piętrowego domu przy ul. Traugutta. Budynek ten po wojnie zajmowała bezpieka. Przetrzymywała w nim schwytanych żołnierzy AK i harcerzy. Potem w domu ulokowano przedszkole, a dziś mieszkają komunalni lokatorzy. Macewy ukryte były pod warstwą ziemi i trawy, tuż przy komórkach i ubikacjach.

- Nie jestem ich odkrywcą. Ja tylko upubliczniłem to, o czym wszyscy wiedzieli i uznawali za coś naturalnego - tłumaczy Augustyniak.

O swoim znalezisku powiadomił Gminę Żydowską w Warszawie. To ona nadzorowała wczorajsze wydobycie nagrobków i przeniesienie na cmentarz. Akcję przeprowadziły władze Grodziska Mazowieckiego. Burmistrz Grzegorz Benedykciński przysłał robotników i samochody do przewiezienia płyt.

Obecny na miejscu Jan Jagielski z Żydowskiego Instytutu Historycznego ocenia, że nagrobków jest około dziesięciu. Liczenie nie jest łatwe, bo wszystkie piaskowcowe płyty są w kawałkach. Z jednej odpadła potrzaskana tablica z białego marmuru.

- Pochodzą z drugiej połowy XIX w. Na dwóch widać wyrzeźbiony świecznik, co oznacza, że stały na grobach kobiet. A płyta z wykutą księgą to fragment nagrobka mężczyzny uczonego w piśmie - tłumaczy Jan Jagielski.

Ocalały fragment cmentarza należy do miasta. Jest zadbany, ogrodzony, z odtworzoną bramą zamykaną na kłódkę. Wydobyte macewy położono obok wejścia.

- Chcemy, żeby w przyszłości stały się częścią zbudowanego na cmentarzu lapidarium. Mam nadzieję, że zrealizujemy je wspólnie z władzami Grodziska - mówi Anna Grzegorzewska z Gminy Żydowskiej w Warszawie.

Ulica Żydowska

Robert Augustyniak nie zamierza poprzestać na jednym znalezisku. Ma już sygnały, że na innych podwórkach też są macewy. Od kilku miesięcy angażuje się w przedsięwzięcie "Wielokulturowy Grodzisk".

- Tworzy je grupa osób z antropolożką Joanną Sarnecką na czele, które tak jak ja czują "oddech historii". Według spisu z 1820 r. 90 proc. mieszkańców Grodziska stanowili Żydzi. To zobowiązuje - mówi.

Społecznicy wymyślili projekt "Ulica Żydowska". Będą zbierać dokumenty, relacje świadków i upamiętniać miejsca związane z życiem żydowskiej społeczności Grodziska Mazowieckiego. Na realizację projektu władze miasta przyznały już 10 tys. zł.

- W całej tej historii nie macewy są najważniejsze. Ich odkopanie i przeniesienie na cmentarz ma bardziej znaczenie psychologiczne. Młodzi mieszkańcy Grodziska powiedzieli: "Nie chcemy chodzić po nagrobkach". To, co nie przeszkadzało starszym pokoleniom, ich zaczęło razić - mówi Jan Jagielski. - I to najbardziej mnie cieszy.

Przeczytaj także: Muzeum Powstania Warszawskiego ma pięć lat



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy