Dokument, który ma wstrząsnąć - premiera 13 grudnia

Grzegorz Szymanik
11.12.2009 aktualizacja: 2009-12-10 19:37
A A A Drukuj
Kadr z filmu
- Rok temu zobaczyłem człowieka, który stał na głowie. Taki był początek - mówi Maciek Głowiński, reżyser filmu, w którym wzięli udział bezdomni warszawscy alkoholicy.
Maciek ma 24 lata, uczy się w Akademii Filmu i Telewizji. Człowiekiem, który stał na głowie, był Jurek. Ma 55 lat i mówi o sobie: Mors AA. Mors, bo lubi kąpiele w lodowatej wodzie. AA, bo nałogowo pił od 20. roku życia. Pierwszy raz - gdy złożył papiery do technikum. A potem tylko częściej, więcej, dłużej. W 1993 roku woził z Wybrzeża ryby na sprzedaż. Interes szedł marnie, został z pożyczką. Wyjechał do Włoch na zbieranie jabłek. Spłacił długi, było dobrze. Potem znowu się zaczęło: butelka za butelką, brak pieniędzy. Zaczął żebrać. Na alkohol. Zamieszkał w dziurze pod mostem kolejowym w szałasie nad morzem. - Barbone - mówili Włosi - kloszard.

Zobacz zwiastun filmu "Do dna"



Od 2,5 roku jest czysty. Wrócił do Polski, przeszedł terapię, wytrwał. Kupił samochód, volkswagena "ogórka", mieszka w nim i jeździ po kraju. Zarabia, stojąc na głowie. - Bo w tej pozycji na pewno nie można się napić - mówi. Rozkłada na chodniku folię, matę do jogi, z głośnika puszcza orientalną muzykę. Ogląda świat do góry nogami: chodnik, ulicę, nogi przechodniów.

Nogi Maćka Głowińskiego zobaczył w listopadzie 2008 roku. Maciek, zaintrygowany, przystanął. Porozmawiał. W końcu pomyślał: Mam pomysł na film. O człowieku, który był na dnie, ale się z niego wydostał. I o tym, że to zawsze jest możliwe.

W tym filmie Jurek miał przekonywać tych, którzy odbić się nie chcieli albo nie potrafili. Zaczęli ich szukać. Stali w bramie izby wytrzeźwień na Kolskiej, na peronach dworców, w parkach. Poznali: Kreta, Józka, Tadka, Śpiewaka, Adama. "Giganci"- mówią o sobie. Bezdomni. Z adresem "peron 1, budka 3". Zarabiają "na łapę" - zbierając grosze od ludzi. Kupują spirytus, wódkę. Gdy się nie poszczęści: - denaturat, borygo. Albo zmywacz do paznokci.

Zgadzali się na nagranie. Maciek nawet nie przypuszczał, że będzie tak łatwo. - Adam za udział w filmie zażądał, by moja dziewczyna ugotowała kopytka - opowiada reżyser. Jurek próbował postawić im świat do góry nogami. Dosłownie - chodził wokół nich na rękach. Ale też rozmawiał. Opowiadał o sobie, starym życiu, które przepił, i nowym, które zaczęło się dwa i pół roku temu. Byli Jurkiem zafascynowani, ale rozmowy spływały po nich jak po kaczce.

- Większość nie dopuszcza myśli, że jest uzależniona. Oni wciąż myślą, że w każdym momencie mogę przestać - mówi Maciek.

Jurek: - Niektórzy nie zdają sobie nawet sprawy, że to ich niszczy. Przeciwnie. "Przestanę pić, to zachoruję" - mówią. Tak broni się psychika człowieka uzależnionego.

Było im wszystko jedno. Ale gdy praca nad filmem dobiegała końca, poczuli, a przynajmniej tak wydaje się Maćkowi, że wzięli udział w czymś ważnym. Przejęli się. Siedzieli w milczeniu i myśleli.

Dokument trwa 20 minut, ale nad jego realizacją pracowali rok. Bywało trudno: a to Adam upił się i zasnął w kwiatach, a to kogoś innego zwinęła policja. W końcowej scenie na pl. Defilad Jurek układał 2 tys. butelek. Kiedy Adam się o tym dowiedział, błysnęły mu oczy: - Pełne będą? - zapytał.

Ułożyli 2 tys. flaszek, bo tylko tyle zdążyli zebrać. Powinno być więcej. - Na terapii każdy alkoholik robi bilans. Mi wyszło, że wypiłem 14 tys. butelek wódki, piwa, wina - mówi Jurek.

Maciek: - Film nas kosztował wynajęcie placu Defilad i sali kinowej na premierę. Wszystko z własnej kieszeni. Ale chcieliśmy, by to był prawdziwy film w prawdziwym kinie. I żeby oni na niego przyszli. Czy przyjdą? Wiem, gdzie znaleźć kilku. Ale większość gdzieś przepadła.

Jurek rozwiesza plakaty: Kolska (izba wytrzeźwień), Marywilska (ośrodek Monar-Markot). Bo najważniejsze, żeby zobaczyli film ci, którym mógłby pomóc. - Wiem, że jeśli obejrzałbym go wtedy, przedtem - gdy piłem - wstrząsnąłby mną mocno. - mówi.

Ci, którzy pili do dna i na dno się stoczyli, mają w Polsce co zjeść, pełno jest jadłodajni. Zwykle mają w co się ubrać - wiele organizacji rozdaje ubrania. Tylko mało kto podaje rękę i z dna wyciąga. Więc człowiek tkwi. Wpada w dół, z którego nie potrafi się wygrzebać.

Jurek: - Kiedy piłem, czułem się obcy światu. Czułem, jakby mnie nie było...

Myślałem: niech tylko dostanę pieniądze, kupię skrzynkę denaturatu, pójdę do lasu. I będę pił. Zemdleję, zasnę, obudzę się i będe pił dalej. Aż wszystko się skończy.

Jurek: - Ale nie zrobiłem tego, znalazłem drogę z powrotem. Tylko że niektórzy nie zdają sobie sprawy, że ona istnieje.

Premiera dokumentalnego filmu "Do dna" w reżyserii Macieja Głowińskiego 13 grudnia w kinie Wisła, godz. 21. Wstęp wolny.

Przeczytaj także: Nowy serial: o dzieciach, które rodzą dzieci



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy