Czy stacje elektryczne to rzeczywiście przyszłość?
12.12.2009
aktualizacja: 2009-12-11 21:09
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
- Punkty ładowania samochodów elektrycznych, które stawia ratusz, to pomyłka - alarmują eksperci. Mimo to władze miasta chcą mieć w stolicy aż 130 takich "gniazdek"
Niecały miesiąc temu ratusz z pompą otworzył pierwszy w Polsce punkt ładowania samochodów elektrycznych. W blasku fleszy prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO) osobiście podłączyła do prądu samochód. Punkt kosztował ok. 40 tys. zł.
Jeszcze w tym miesiącu w stolicy stanie kilka kolejnych. W sumie do czerwca przyszłego roku w Warszawie będzie 130 takich "gniazdek". Jak zapewnia Leszek Drogosz, szef miejskiego biura infrastruktury, ich budowa pochłonie ponad 3 mln zł. Ratusz otrzyma też sześć samochodów elektrycznych. - Jeszcze w tym roku dostaniemy pierwszy. Trafi najpewniej do Zarządu Transportu Miejskiego - mówi.
Projekt finansuje Unia Europejska z programu "Innowacyjna gospodarka". Problem w tym, że ładowanie samochodu w budowanych przez ratusz stacjach jest darmowe, ale trwa bardzo długo, nawet sześć godzin. Na dodatek punkt ulokowano przy Wybrzeżu Kościuszkowskim na Powiślu, w strefie płatnego parkowania. - Samochody elektryczne to przyszłość, ale takie lokowanie tych stacji to wstyd. Nikt nie będzie miał czasu, by przez wiele godzin czekać, aż naładuje mu się samochód. I dodatkowo płacić za parkowanie - uważa Wojciech Drzewiecki z Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.
W stacje ultraszybkiego ładowania zainwestowały właśnie Niemcy i Portugalia. Jednak tam "zatankowanie" baterii do pełna będzie trwało mniej więcej kwadrans.
- Stawianie punktów, w których ładowanie samochodu trwa wiele godzin, to nieporozumienie. Ma to sens tylko wtedy, gdy odbywa się szybko. Fundusze UE to pieniądze publiczne, więc powinniśmy wydawać je szczególnie rozważnie - mówi prof. Tadeusz Skoczkowski, szef Krajowej Agencji Poszanowania Energii.
Mimo to prowadząca projekt firma Green Stream i warszawski ratusz stawiają na stacje wolnego ładowania. - Stacje ultraszybkiego ładowania kosztują kilka razy więcej. O wiele droższe jest również ich utrzymanie - wyjaśnia Jacek Janowski, szef Green Stream.
- Nasz cel to promocja samochodów elektrycznych i inteligentnej energetyki. Chcemy też zbadać, jak działa system ładowania - dodaje Leszek Drogosz.
Dwa miesiące temu w Pruszkowie rozpoczęła się produkcja maleńkich pojazdów elektrycznych Revolt (kosztuje ponad 70 tys.). Te trzykołowe, pozbawione bagażnika autka pomieszczą maksymalnie dwie osoby. Trzeba ładować je co 100 km. Elektryczne "tankowanie" trwa ponad cztery godziny i kosztuje ok. 3 zł. By jeździć tym dwuosobowym pojazdem, potrzebne jest jednak prawo jazdy na motocykl. - Dobrze, że Warszawa zdecydowała się na budowę stacji ładowania. Jeśli w stolicy będzie ich dużo, ludzie chętniej zdecydują się na samochód elektryczny. Nie będą się bać, że auto rozładuje się im na mieście - uważa Mariusz Wnukiewicz z firmy Impact Automotive Technologies, która produkuje pojazdy elektryczne.
Eksperci są jednak nieprzejednani. - Nawet najlepszy dla środowiska projekt łatwo spalić. Powinniśmy inwestować w najnowocześniejsze i najbardziej praktyczne rozwiązania - twierdzi prof. Tadeusz Skoczkowski.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
Jeszcze w tym miesiącu w stolicy stanie kilka kolejnych. W sumie do czerwca przyszłego roku w Warszawie będzie 130 takich "gniazdek". Jak zapewnia Leszek Drogosz, szef miejskiego biura infrastruktury, ich budowa pochłonie ponad 3 mln zł. Ratusz otrzyma też sześć samochodów elektrycznych. - Jeszcze w tym roku dostaniemy pierwszy. Trafi najpewniej do Zarządu Transportu Miejskiego - mówi.
Projekt finansuje Unia Europejska z programu "Innowacyjna gospodarka". Problem w tym, że ładowanie samochodu w budowanych przez ratusz stacjach jest darmowe, ale trwa bardzo długo, nawet sześć godzin. Na dodatek punkt ulokowano przy Wybrzeżu Kościuszkowskim na Powiślu, w strefie płatnego parkowania. - Samochody elektryczne to przyszłość, ale takie lokowanie tych stacji to wstyd. Nikt nie będzie miał czasu, by przez wiele godzin czekać, aż naładuje mu się samochód. I dodatkowo płacić za parkowanie - uważa Wojciech Drzewiecki z Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.
W stacje ultraszybkiego ładowania zainwestowały właśnie Niemcy i Portugalia. Jednak tam "zatankowanie" baterii do pełna będzie trwało mniej więcej kwadrans.
- Stawianie punktów, w których ładowanie samochodu trwa wiele godzin, to nieporozumienie. Ma to sens tylko wtedy, gdy odbywa się szybko. Fundusze UE to pieniądze publiczne, więc powinniśmy wydawać je szczególnie rozważnie - mówi prof. Tadeusz Skoczkowski, szef Krajowej Agencji Poszanowania Energii.
Mimo to prowadząca projekt firma Green Stream i warszawski ratusz stawiają na stacje wolnego ładowania. - Stacje ultraszybkiego ładowania kosztują kilka razy więcej. O wiele droższe jest również ich utrzymanie - wyjaśnia Jacek Janowski, szef Green Stream.
- Nasz cel to promocja samochodów elektrycznych i inteligentnej energetyki. Chcemy też zbadać, jak działa system ładowania - dodaje Leszek Drogosz.
Dwa miesiące temu w Pruszkowie rozpoczęła się produkcja maleńkich pojazdów elektrycznych Revolt (kosztuje ponad 70 tys.). Te trzykołowe, pozbawione bagażnika autka pomieszczą maksymalnie dwie osoby. Trzeba ładować je co 100 km. Elektryczne "tankowanie" trwa ponad cztery godziny i kosztuje ok. 3 zł. By jeździć tym dwuosobowym pojazdem, potrzebne jest jednak prawo jazdy na motocykl. - Dobrze, że Warszawa zdecydowała się na budowę stacji ładowania. Jeśli w stolicy będzie ich dużo, ludzie chętniej zdecydują się na samochód elektryczny. Nie będą się bać, że auto rozładuje się im na mieście - uważa Mariusz Wnukiewicz z firmy Impact Automotive Technologies, która produkuje pojazdy elektryczne.
Eksperci są jednak nieprzejednani. - Nawet najlepszy dla środowiska projekt łatwo spalić. Powinniśmy inwestować w najnowocześniejsze i najbardziej praktyczne rozwiązania - twierdzi prof. Tadeusz Skoczkowski.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
Przeczytaj także: Warszawa stawia na ekologię: ma być mniej zanieczyszczeń
-
Re: Czy stacje elektryczne to rzeczywiście przysz
warzaw_bike_killerz
12.12.09, 11:16
Wlasnie! Takie stacje powinny tylko i wylacznie stac przy naszych licznych punktachPark&Ride. Tam szesc godzin mozna ladowac samochod, gdy pojedzie sie do pracy KM.»
-
Czy stacje elektryczne to rzeczywiście przyszłość?
dmocho
12.12.09, 12:02
40tys pln za gniazdko z kablem ? w wlk. bryt podobno kosztuje to 3tys funtow... chyba kupie sobie taki pojadzd przeciez przez te kilka godzin na parkingu mozna sobie pograc w karty albo »
-
Żadna pomyłka. Na pewno na tym ktoś się wzbogaci.
pazdziernik2009
12.12.09, 12:42
A że to zupełnie niepraktyczne i stoi sobie nieużywane to kogo to obchodzi?»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


