Wolność Tybetu schowana do szuflady - radni się boją

Jarosław Osowski
19.12.2009 aktualizacja: 2010-08-11 11:57
A A A Drukuj
Wykład w gmachu dawnej Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
  • Otwarcie 'Ronda Wolnego Tybetu'
  • Festiwal Street Art Doping
Tajemnicze zniknięcie ronda Wolnego Tybetu na Woli. Opozycja oskarża Platformę Obywatelską, że schowała projekt do szuflady, bo boi się kompromitacji podczas głosowania nad niechcianą nazwą.
"Gazeta" przeprowadziła w piątek małe śledztwo w tej sprawie. Do szuflady też zajrzeliśmy. Sprawa wygląda dziwnie. Skrzyżowanie ul. Kasprzaka i al. Prymasa Tysiąclecia niby już jest rondem Wolnego Tybetu dzięki graffiti z taką właśnie nazwą na murze, ale wciąż tylko nieoficjalnie.

- Debata i głosowanie zostały odłożone na czas nieokreślony - upomina się o ostateczną decyzję Piotr Cykowski z fundacji Ratuj Tybet, a z nim radni opozycji, których zaalarmował o zniknięciu projektu uchwały nr 1537. Cykowski przypomina, że poparli ją m.in. marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, pierwszy niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki i zmarły niedawno Marek Edelman. Również samorządowcy PO byli początkowo pełni entuzjazmu dla ronda Wolnego Tybetu. To radny Platformy z Woli Michał Kubiak wpadł na pomysł tej nazwy ponad rok temu i zdobył dla niej jednogłośne poparcie rady dzielnicy. Jego partyjni koledzy w Radzie Warszawy w ekspresowym tempie szykowali rondo na wizytę Dalajlamy w grudniu 2008 r.

Nagle wszystko zmieniło się o 180 stopni - zaprotestowała ambasada Chin, zaczęły się naciski polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, by z nazwy ronda usunąć słowo "wolnego". Michał Grodzki z PiS przypomina sobie, że to wtedy zniknął druk nr 1537. Przekonuje, że sprawa trafiła do politycznej zamrażarki. - Komuś zależy, żeby nie ujrzała już światła dziennego - dodaje.

- PO liczy, że doczeka z tym jakoś do końca kadencji. Brakuje im cywilnej odwagi - krytykuje Bartosz Dominiak z SdPl. - Wiedzą, że głosowanie przeciwko "wolności" w nazwie nie przysporzy popularności partii, która chlubi się tym, że jest obywatelska i ma solidarnościowe korzenie. Tylko czego tu się bać? Przecież przyznanie Dalajlamie tytułu honorowego obywatela Warszawy było o wiele bardziej odważnym gestem - uważa. Sugeruje: - Wszystkie drogi prowadzą do szuflady przewodniczącej Rady Warszawy, z której projekt z nazwą ronda Wolnego Tybetu jakoś nie chce wyjść.

- Niczego nie chomikuję w szufladzie - zapewnia tymczasem przewodnicząca Ewa Malinowska-Grupińska z Platformy. Przyznaje jednak, że sama nie wie dokładnie, jakie są losy ronda. - Czas, żeby to rozwiązać - deklaruje.

Bardziej zorientowana wydaje się przewodnicząca komisji nazewniczej w Radzie Warszawy Mariola Rabczon (PO). Przypomina zamieszanie z sierpnia tego roku, gdy nagle projekt radnego Kubiaka uznano za "nieformalny", bo nie był w stanie udowodnić, że zebrał dla niego poparcie pięciu radnych. - To jakiś żart! Radni z Woli już uzupełnili podpisy, więc nasz wniosek sprzed roku o nazwę dla ronda wciąż się liczy. Wystarczy trochę dobrej woli, żeby go przegłosować. Trzymam kciuki, żeby ktoś odkopał w końcu tę inicjatywę - mówi Michał Kubiak.

Tymczasem samorządowcy PO z Rady Warszawy przygotowali projekt nowej uchwały z nazwą "rondo Tybetu". Na wieść o tym PiS zgłosił własny: "rondo Wolnego Tybetu". Oba od kilku miesięcy czekają na przegłosowanie. Zwłokę Mariola Rabczon tłumaczy tym, że radni byli zajęci pracą nad budżetem miasta. - Sprawa powinna wrócić. W styczniu, a może na początku lutego - stwierdza.

Przeczytaj także: Mamy rondo Wolnego Tybetu. Na razie z szablonu



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy