Rozbudować jedyną spalarnię w Polsce - bo będą kary

Dominika Olszewska
21.12.2009 aktualizacja: 2009-12-21 10:25
A A A Drukuj
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
  • Bunkier odpadowy w spalarni śmieci
  • Ogromny piec w spalarni śmieci
Ratusz chce wreszcie rozbudować spalarnię na Targówku. Pieniądze ma wyłożyć Unia Europejska i prywatny inwestor. - Ale i tak nie unikniemy kar za zanieczyszczanie środowiska - ostrzegają eksperci.
Każdego dnia do spalarni przy ul. Gwarków na Targówku Przemysłowym przyjeżdża kilkadziesiąt ciężarówek po brzegi wypchanych śmieciami. Za szlabanem każdy samochód wjeżdża na umieszczoną na drodze wagę. Potem podjeżdża do budynku spalarni. Wywrotka podnosi się i wyrzuca cały ładunek do bunkra odpadowego. Tu ogromne szczypce, czyli tzw. chwytak wielołupinowy, łapią naraz 4-5 ton odpadów i przerzucają je na taśmociągi. Tam są wstępnie segregowane. Większe śmieci lądują w kabinie sortowniczej, która wyłapuje szkło, metal, opony oraz tzw. duże gabaryty, np. rulony folii, płyty ceramiczne. Z wszystkich śmieci wyciągane są substancje organiczne, czyli np. resztki jedzenia i gałęzie.

Przebrane już i przeznaczone do spalenia odpady jadą taśmociągami do wielkiego leja, gdzie czekają w kolejce na wepchnięcie do pieca. W temperaturze 1000 st. Celsjusza w niecałe 20 minut zmieniają się w popiół.

Wiele firm chce spalać śmieci

Spalarnia, czyli Zakład Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych (ZUSOK), powstała w 2000 r. To jedyna spalarnia w Polsce. Każdego roku trafia tu 70 tys. ton warszawskich śmieci. A stolica produkuje rocznie ponad 800 tys. ton odpadów.

Do drzwi zakładu pukało więc wiele firm zajmujących się odbiorem odpadów. Ale śmieci może tu przywozić tylko Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania (MPO). Za każdą tonę płaci 251 zł.

Dlatego dziś większość odpadów zamiast do pieca, trafia na wysypiska. Problem w tym, że niemal żadne nie spełnia norm Komisji Europejskiej i w ciągu najbliższych kilku lat zostaną zamknięte. Na dodatek Polska zobowiązała się do końca 2013 r. drastycznie obniżyć wywóz odpadów na wysypiska.

- Śmieci to jeden z najważniejszych problemów stolicy. Ale to temat cuchnący, więc władze Warszawy udają, że nie istnieje. Jeśli w najbliższym czasie zakład na Targówku nie zostanie powiększony, stolicy za kilka lat grożą milionowe kary - alarmuje Krzysztof Kawczyński z Krajowej Izby Gospodarczej.

W spalarni na Targówku jest tylko jedna linia produkcyjna. Od ubiegłego tygodnia przez awarię jedynego pieca spalarnia nie pracuje.

Przez to, że ZUSOK przyjmuje tylko 70 tys. ton śmieci rocznie, ma straty. W ub.r. ratusz musiał dołożyć do niego z miejskiej kasy 8 mln zł. Jedyną szansą na zysk jest powiększenie zakładu. - Po modernizacji powstaną dwie nowe nitki produkcyjne. Dzięki temu przyjmiemy nawet 350 tys. ton odpadów rocznie. Wtedy zaczniemy przynosić zyski. Najważniejsze jest jednak to, że zutylizujemy znaczną część stołecznych śmieci. Niedługo nie będzie ich gdzie wozić - wyjaśnia Dariusz Górczewski, szef zakładu na Targówku.

Wszyscy boją się protestów

Warszawa, by uniknąć unijnych kar, chciała powiększyć spalarnię do końca 2013 r. Jeszcze dwa lata temu w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym na ten cel zarezerwowanych było 750 mln zł. Ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz postanowiła przeznaczyć tę sumę na budowę dróg, mostu i stadionów.

- ZUSOK to jedna ze strategicznych inwestycji stolicy. Ale rozbudowa spalarni to ryzyko utraty poparcia wyborców. Władze Warszawy wolą otwierać stadiony i przecinać wstęgi przy nowych drogach - kwituje radny Adam Kwiatkowski (PiS), szef miejskiej komisji ochrony środowiska.

Przez ponad dwa lata sprawa stała w miejscu. - Otoczenie pani prezydent bało się podjąć decyzję o rozbudowie. Pieniądze potrzebne były na inwestycje, którymi można się pochwalić. A protesty mieszkańców nie przynoszą chluby rządzącym. Ale dłużej nie da się chować głowy w piasek. Unijne kary zbliżają się wielkimi krokami - zdradza nam wysoki urzędnik ratusza.

Nad sprawą pochylił się zespół urzędników, szukając wyjścia z patowej sytuacji. - Będziemy starać się o 293 mln zł unijnej dotacji. Resztę [ponad 450 mln zł] wyłoży prywatna firma. To ona zaprojektuje i rozbuduje spalarnię, a potem przez 30 lat będzie czerpać z niej zyski - tłumaczy Kazimierz Sender, wiceszef miejskiego Biura Funduszy Europejskich.

Problem w tym, że w najlepszym razie spalarnia zostanie powiększona z dwuletnim opóźnieniem, czyli w 2015 r. A więc Warszawa najpewniej czekają kary unijne. - Mamy nóż na gardle. Jeśli się nie sprężymy, będzie katastrofa. Naprawdę grozi nam drugi Neapol - ostrzega radny Dariusz Klimaszewski (SLD), szef miejskiej komisji infrastruktury i członek rady społecznej ZUSOK.

Przeczytaj także: Warszawa stawia na ekologię: ma być mniej zanieczyszczeń



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy