Wigilia w Warszawie: z darmowym jedzeniem i choinkami

Grzegorz Lisicki
21.12.2009 aktualizacja: 2009-12-20 19:37
A A A Drukuj
Wigilia dla potrzebujących: pan Czarek chwalił zupę i był naprawdę zadowolony Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
  • Kolejka po darmowe choinki w ratuszu ciągnęła się mimo mrozu kilkaset metrów
  • Świąteczne ozdoby: różowy kucyk do powieszenia na choince
  • Pani prezydent dzieliła się z mieszkańcami stolicy opłatkiem, ale atmosfera nie była wigilijna
  • Szyszki sprowadzane z Włoch na bazarze pod Halą Mirowską
Choinki, darmowe jedzenie, prezenty i mróz - tak minęła w mieście sobota i niedziela.
Sobota w Warszawie rozpoczęła się od okolicznościowych kolejek. Przed południem gigantyczny ogonek ustawił się na pl. Bankowym - ciągnął się od bramy wjazdowej na podwórze ratusza aż po Galerię Porczyńskich na rogu Elektoralnej. Warszawiacy nie przyszli jednak składać świątecznych życzeń urzędnikom, lecz po tysiąc półmetrowej wysokości świerków srebrzystych, które zasponsorował urząd miasta (drugi tysiąc świerków czekał na podwórzu dawnego Instytutu Weterynarii przy ul. Grochowskiej).

Kilkaset metrów dalej ustawiła się następna kolejka - tym razem do darmowych posiłków wigilijnych ufundowanych przez krakowskiego restauratora Jana Kościuszkę. Tuż obok kamieniczek przy pl. Zamkowym przystanął wielki tir wypełniony żywnością, a półkoliście ustawione stoły parowały podgrzewanymi na smalcu pierogami z kapustą (doskonałe - próbowaliśmy), gorącą zupą grzybową w kotłach ogrzewanych od dołu płonącymi drwami. Do tego wiklinowe kosze pełne bułek i talerze z opłatkami. - Stoimy tu od szóstej - mówił "Gazecie", mieszając w kotle grzybową pan Przemysław, jeden z ubranych w niebieskie kurtki wolontariuszy. - Ten pan się wstydzi podejść. Proszę mu dać zupy - zawołał do niego jakiś mężczyzna, podprowadzając do kotła biednie ubranego staruszka.

Do przysmaków stała co najmniej dwustusobowa kolejka biednych, bezdomnych i bezrobotnych, którzy nawet kilkakrotnie podchodzili do stołów. Inni stali po reklamówki pełne produktów firmy Rolnik - pasztetów, klopsów w słoikach itp. Ale darmowe jedzenie stało się też atrakcją turystyczną - w kolejce po pierogi ustawiła się np. wycieczka Japończyków i majstrów budowlanych w roboczych ubraniach. - Grzecznie ludzie stoją, nie kłócą się - mówił nam pan Jan, jeden z obdarowanych żywnością ubogich.

Wydawanie 55 tys. porcji jedzenia i paczek trwało przy pl. Zamkowym do późnego popołudnia.

A w niedzielę rozpoczął się festiwal spotkań świątecznych zorganizowanych dla ludu Warszawy przez urzędników w dzielnicach.

W samo południe na pl. Narutowicza mieszkańcy Ochoty stanęli tam, gdzie stało ZOMO, czyli przy dwóch dymiących koksownikach. Od poszukiwania odrobiny ciepła rozpoczęło się wigilijne spotkanie mieszkańców tej dzielnicy z jej władzami. Dwie godziny później takie samo spotkanie odbyło się w amfiteatrze parku Sowińskiego na Woli. Oba miały wiele wspólnych cech: ochocki burmistrz Wojciech Komorowski i wolski Marek Andruk z zastępcami wystąpili w czerwonych czapkach Mikołaja z pomponami. Wyłamał się tylko przemarznięty wiceburmistrz Ochoty Piotr Żbikowski, którego głowę ozdabiały brzęczące rogi renifera.

Oba spotkania były też okraszone występami muzycznymi z jednakowym świąteczno-wigilijno-kolędowo-pastorałkowym repertuarem. W obu miejscach zwracał też uwagę heroiczny wysiłek gitarzystów usiłujących zgrabiałymi rękami grać na swoich instrumentach. Na pl. Narutowicza sytuację poprawiała nieco wielka dmuchawa tłocząca na scenę ciepłe powietrze. A na Woli zespół wokalny gimnazjalistek pojawił się tylko na kilka piosenek, ustępując miejsca recytatorom z innego gimnazjum.

Wspólne były też życzenia i łamanie się mieszkańców opłatkiem z urzędnikami i między sobą. - Dziękuję panu, że przy Dworcu Zachodnim nie jeżdżą już parowozy - z tymi słowami, nie wiadomo żartem czy serio, przełamała się z jednym z burmistrzów Ochoty jedna z pań. W obu sąsiadujących dzielnicach podobny był także poczęstunek - kapusta z grzybami, pierogi, barszcz, kompot, makowiec. Ale tylko na Ochocie były prezenty - drobiazgi ufundowane przez urząd dzielnicy. - Nazywam się Szopa, Andrzej Szopa - oznajmił do mikrofonu ubrany na czerwono Mikołaj i zabrał się do rozdawania upominków.

Zima w Warszawie - zobacz zdjęcia



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy