Odnalezione nuty Chopina trafiły do "Gazety"
27.12.2009
aktualizacja: 2009-12-27 16:57
Danuta Stancel wyjęła pamiątki sprzed niemal 70 lat. Przyniosła je do "Gazety", żeby trafiły do zbiorów Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
ZOBACZ TAKŻE
- Akcja ratusza: Chopin wchodzi do szkół (09-01-10, 12:00)
- Pocałować klamkę na urodziny Chopina (09-01-10, 11:00)
- Prezydent Warszawy rozdaje noworodkom śpiochy (07-01-10, 12:00)
- Zobacz plakaty o Chopinie na Krakowskim Przedmieściu (02-12-09, 22:02)
- Chopin Live w Warszawie - wybrano najlepszy plakat (27-11-09, 00:00)
- Tulipan dla Chopina (25-11-09, 19:37)
- Wyremontować straszydło na Rok Chopinowski (16-11-09, 09:00)
- Zobacz najlepsze filmy promujące Warszawę i Chopina [wideo] (04-11-09, 16:58)
- Skarpa Wiślana pięknieje. Dzięki Chopinowi (02-11-09, 09:00)
- Dowiedz się gdzie Chopin zarywał noce (19-10-09, 12:00)
- O pierwszym razie... z Mikołajem - opowiadają muzycy (24-12-09, 15:00)
Pani Danuta pokazuje fotografię sprzed 67 lat. - Tu na górze, na drzewie to ja, a na dole moje koleżanki. Z dwiema z nich, Ludką i Marylką Kimelmanównami, przyjaźniłam się - opowiada. Ze zdjęcia spoglądają na nas uśmiechnięte dziewczęta w letnich sukienkach. Aż trudno uwierzyć, że fotografia powstała w okupowanym przez Niemców Czortkowie na Podolu.
Niedługo po powstaniu zdjęcia Ludka i Marylka zostały zamordowane.
- Chcę je upamiętnić, przekazując przedmioty, które mi kiedyś podarowały - mówi wzruszona Danuta Stancel.
Ma 86 lat. O rzeczach otrzymanych od przyjaciółek przypomniała sobie, porządkując papiery.
- Mieszkam na Czerniakowskiej blisko "Gazety", właśnie tu zaniosłam nuty oraz broszurę. Żeby za waszym pośrednictwem trafiły dalej, do Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina - opowiada.
Numer na broszurze
Dwie najcenniejsze pamiątki to pierwodruk ronda na fortepian Fryderyka Chopina oraz wydana na stulecie urodzin kompozytora broszura Stanisława Przybyszewskiego z jego autografem.
- By pozbyć się bakterii i grzybów, pierwodruk ronda trafił do komory gazowej. Potem pójdzie do konserwacji - mówi Teresa Lewandowska z Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina.
Dyrektor instytutu Andrzej Sułek w swoim gabinecie pokazuje mi książkę Przybyszewskiego wydaną w 1910 r. w Krakowie.
- Mamy już tę pozycję w naszych zbiorach, ale ten egzemplarz jest szczególny, bo widnieje na nim autograf autora - cieszy się. Broszura Przybyszewskiego to rodzaj eseju, refleksji nad postacią Chopina i jego rolą w kulturze narodowej. - Mimo upływu stu lat wiele zawartych w nim stwierdzeń jest zaskakująco aktualnych. Panuje w nim przekonanie, że Chopin w naszej świadomości wciąż jest nie doceniany, nie potrafimy się nim chwalić na świecie. Z drugiej zaś strony mamy poczucie jego wielkości i wyjątkowości - opowiada Antoni Sułek.
Równie rzadki wydaje się pierwodruk ronda na fortepian Fryderyka Chopina wydany w 1834 r. przez Maurycego Schlesingera w Paryżu.
Wszystkie wczesne wydania utworów Chopina mają cechy pierwodruku. Były autoryzowane przez kompozytora. Druk ronda z 1834 r. podarowany przez panią Danutę jest identyczny z pierwszym wydaniem tego utworu. Pochodzi jednak od innego wydawcy, ale widać, że został odbity z tej samej matrycy. - Jaką drogą matryca przewędrowała do Schlesingera - to już zagadka - mówi dyrektor Sułek.
Na broszurze Przybyszewskiego widzimy też kaligraficznie wypisany numer 896.
- Ciekawe czy książka ta pochodzi z archiwum Przybyszewskiego? - zastanawia się dyrektor Sułek.
- Raczej nie - mówi Danuta Stancel, która przedmioty te przywiozła ze sobą z Czortkowa na Podolu. Otrzymała je od Ludki i Marylki na, krótko przed ich śmiercią.
Czortków pełen strachu
- Nasza rodzina w Czortkowie mieszkała co najmniej od początku XVIII wieku. Nie byliśmy bogaci. Ojciec umarł, gdy miałam cztery lata i ciężar utrzymania domu spoczywał na matce. Jeszcze przed wojną zrobiłam małą maturę w gimnazjum im. Słowackiego. W 1939 r. weszła do nas Armia Czerwona i przyłączono nas do sowieckiej Ukrainy. Tak skończyłam ukraińską dziesięciolatkę z polskim językiem nauczania, na którą przemianowano to samo przedwojenne gimnazjum. Gdy w 1941 r. wkroczyli Niemcy, działałam w AK, ucząc się jednocześnie w tajnym liceum. Zaczęły się pogromy Polaków dokonywane przez nacjonalistów ukraińskich. Baliśmy się mieszkać na przedmieściach, skąd porywano ludzi i przeprowadziliśmy się do centrum miasteczka - wspomina Danuta Stancel. Ludzie z miasteczka znosili jej różne wydawnictwa muzyczne. Uczyła się bowiem muzyki.
- Ludka i Marylka Kimelmanówny pochodziły z bogatego domu. Ich ojciec miał kamienicę w centrum miasta. Ale niedługo po wejściu Niemców do Czortkowa wyprowadziły się stamtąd. Gdy opuszczały stary dom, zostawiły mi pianino i nuty - opowiada pani Danuta. Ojciec Kimelmanówien był z pochodzenia Żydem, matka - Niemką.
- To była rodzina o polskich tradycjach patriotycznych. Marylka z Ludką działały ze mną w AK, o czym dowiedziałam się dopiero po ich śmierci - wspomina.
Tak było, aż do chwili, gdy ktoś doniósł Niemcom o żydowskim pochodzeniu ojca dziewczyn. Zostały wezwane do miejscowego gestapo na przesłuchanie. To działo się jeszcze przez utworzeniem getta w Czortkowie. - Poszły tam ze swą matką, nie mając świadomości zagrożenia. Co było później, wiem z opowiadań. Kazano im zostać, a ich matce powiedzieli, że mając niemieckie pochodzenie, może wracać do domu. Nie chciała opuścić córek, to zastrzelili ją razem z nimi - opowiada Danuta Stancel.
Z Czortkowa wyjechała w 1945 r., gdy władze polskie zaczęły repatriację Polaków z Kresów wcielonych do ZSRR.
- Początkowo sądziłam, że niedługo wrócę do swojego rodzinnego miasteczka - opowiada. Zabrała ze sobą jedynie rzeczy, które uznała za najcenniejsze. Wśród nich książkę i nuty pozostałe po jej przyjaciółkach Lutce i Marylce.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
Niedługo po powstaniu zdjęcia Ludka i Marylka zostały zamordowane.
- Chcę je upamiętnić, przekazując przedmioty, które mi kiedyś podarowały - mówi wzruszona Danuta Stancel.
Ma 86 lat. O rzeczach otrzymanych od przyjaciółek przypomniała sobie, porządkując papiery.
- Mieszkam na Czerniakowskiej blisko "Gazety", właśnie tu zaniosłam nuty oraz broszurę. Żeby za waszym pośrednictwem trafiły dalej, do Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina - opowiada.
Numer na broszurze
Dwie najcenniejsze pamiątki to pierwodruk ronda na fortepian Fryderyka Chopina oraz wydana na stulecie urodzin kompozytora broszura Stanisława Przybyszewskiego z jego autografem.
- By pozbyć się bakterii i grzybów, pierwodruk ronda trafił do komory gazowej. Potem pójdzie do konserwacji - mówi Teresa Lewandowska z Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina.
Dyrektor instytutu Andrzej Sułek w swoim gabinecie pokazuje mi książkę Przybyszewskiego wydaną w 1910 r. w Krakowie.
- Mamy już tę pozycję w naszych zbiorach, ale ten egzemplarz jest szczególny, bo widnieje na nim autograf autora - cieszy się. Broszura Przybyszewskiego to rodzaj eseju, refleksji nad postacią Chopina i jego rolą w kulturze narodowej. - Mimo upływu stu lat wiele zawartych w nim stwierdzeń jest zaskakująco aktualnych. Panuje w nim przekonanie, że Chopin w naszej świadomości wciąż jest nie doceniany, nie potrafimy się nim chwalić na świecie. Z drugiej zaś strony mamy poczucie jego wielkości i wyjątkowości - opowiada Antoni Sułek.
Równie rzadki wydaje się pierwodruk ronda na fortepian Fryderyka Chopina wydany w 1834 r. przez Maurycego Schlesingera w Paryżu.
Wszystkie wczesne wydania utworów Chopina mają cechy pierwodruku. Były autoryzowane przez kompozytora. Druk ronda z 1834 r. podarowany przez panią Danutę jest identyczny z pierwszym wydaniem tego utworu. Pochodzi jednak od innego wydawcy, ale widać, że został odbity z tej samej matrycy. - Jaką drogą matryca przewędrowała do Schlesingera - to już zagadka - mówi dyrektor Sułek.
Na broszurze Przybyszewskiego widzimy też kaligraficznie wypisany numer 896.
- Ciekawe czy książka ta pochodzi z archiwum Przybyszewskiego? - zastanawia się dyrektor Sułek.
- Raczej nie - mówi Danuta Stancel, która przedmioty te przywiozła ze sobą z Czortkowa na Podolu. Otrzymała je od Ludki i Marylki na, krótko przed ich śmiercią.
Czortków pełen strachu
- Nasza rodzina w Czortkowie mieszkała co najmniej od początku XVIII wieku. Nie byliśmy bogaci. Ojciec umarł, gdy miałam cztery lata i ciężar utrzymania domu spoczywał na matce. Jeszcze przed wojną zrobiłam małą maturę w gimnazjum im. Słowackiego. W 1939 r. weszła do nas Armia Czerwona i przyłączono nas do sowieckiej Ukrainy. Tak skończyłam ukraińską dziesięciolatkę z polskim językiem nauczania, na którą przemianowano to samo przedwojenne gimnazjum. Gdy w 1941 r. wkroczyli Niemcy, działałam w AK, ucząc się jednocześnie w tajnym liceum. Zaczęły się pogromy Polaków dokonywane przez nacjonalistów ukraińskich. Baliśmy się mieszkać na przedmieściach, skąd porywano ludzi i przeprowadziliśmy się do centrum miasteczka - wspomina Danuta Stancel. Ludzie z miasteczka znosili jej różne wydawnictwa muzyczne. Uczyła się bowiem muzyki.
- Ludka i Marylka Kimelmanówny pochodziły z bogatego domu. Ich ojciec miał kamienicę w centrum miasta. Ale niedługo po wejściu Niemców do Czortkowa wyprowadziły się stamtąd. Gdy opuszczały stary dom, zostawiły mi pianino i nuty - opowiada pani Danuta. Ojciec Kimelmanówien był z pochodzenia Żydem, matka - Niemką.
- To była rodzina o polskich tradycjach patriotycznych. Marylka z Ludką działały ze mną w AK, o czym dowiedziałam się dopiero po ich śmierci - wspomina.
Tak było, aż do chwili, gdy ktoś doniósł Niemcom o żydowskim pochodzeniu ojca dziewczyn. Zostały wezwane do miejscowego gestapo na przesłuchanie. To działo się jeszcze przez utworzeniem getta w Czortkowie. - Poszły tam ze swą matką, nie mając świadomości zagrożenia. Co było później, wiem z opowiadań. Kazano im zostać, a ich matce powiedzieli, że mając niemieckie pochodzenie, może wracać do domu. Nie chciała opuścić córek, to zastrzelili ją razem z nimi - opowiada Danuta Stancel.
Z Czortkowa wyjechała w 1945 r., gdy władze polskie zaczęły repatriację Polaków z Kresów wcielonych do ZSRR.
- Początkowo sądziłam, że niedługo wrócę do swojego rodzinnego miasteczka - opowiada. Zabrała ze sobą jedynie rzeczy, które uznała za najcenniejsze. Wśród nich książkę i nuty pozostałe po jej przyjaciółkach Lutce i Marylce.
Przeczytaj także: Skarpa Wiślana pięknieje. Dzięki Chopinowi
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
-
Zeby GW nie przejechala sie jak Stern :)
katolik_polski1
27.12.09, 10:52
Z pamietnikami Hitlera .Wszedzie pisza Chopin,na zdjeciu jest Szopen :)»
-
Poziom Faktu albo SE
co.ty.powiesz
27.12.09, 13:34
Odnalezione nuty Chopina trafiły do "Gazety"Taki tytuł wskazywałby na to, że odnaleziono jakiś rękopis, autograf Chopina.A tymczasem chodzi o druk, który jest znany w wielu egzemplarzach - »
-
Odnalezione nuty Chopina trafiły do "Gazety"
cynick1
27.12.09, 15:59
zostaly zamordowane przez hitlerowcownie tych lepszych z NRDmoge dzielic hitlerowcow wg podzialu podanego przez gazete wyborczawybieram sobie grupy i poddaje je "pozytywnej »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]






