Kto napada na banki? "Mafia trzepakowa" i nieudacznicy

Piotr Machajski
26.12.2009 aktualizacja: 2009-12-23 20:47
A A A Drukuj
Pieniądze rozsypane na ulicy po jednym z napadów na bank fot. KSP
  • Jeden z bandytów, którzy napadli na bank Millennium w alei KEN,
nawet nie zauważył, że zsunęła mu się kominiarka. Zarejestrowała to kamera
  • Pistolet - zabawka użyty w jednym z poprzednich napadów na bank
Policja jest często bezradna, bo napadający na banki to najczęściej nienotowani nieudacznicy amatorzy popchnięci do przestępstwa katastrofalnym stanem domowego budżetu. Albo, jak mawiają policjanci, "mafia trzepakowa" - drobni złodzieje czy chuligani.
1. Zaczął się wydzierać i wymachiwać rękoma

Bandyta, który chciał obrabować oddział GE Money Bank w al. KEN, nie wiedział, że ta sieć banków sprzedaje kredyty, a nie obraca gotówką.

Napastnik, który wdarł się do placówki Polbanku przy ul. Górczewskiej, też odszedł od kasy z pustymi rękami. Ten bank co prawda ma kasy, ale akurat nie w tym oddziale. - Miał taki mały pistolecik wielkości pudełka papierosów - opowiadają policjanci. - Bardzo się zdenerwował, gdy usłyszał, że w banku nie ma pieniędzy. Przewrócił pracownika banku, kopnął go dwa razy i uciekł.

Rabusie, którzy napadli na Bank Spółdzielczy w Serocku, nie dali rady przestraszyć kasjerek. Zażywne panie ewakuowały się na zaplecze, zabarykadowały i wcisnęły przycisk alarmowy.

Podobnie postąpili pracownicy z agencji bankowej PKO BP przy ul. Perzyńskiego. Na widok przestępcy z bronią kasjerka położyła się pod ladą, a właściciel schował za szafę. - Uciekł, bo nie miał z kim gadać - mówią policjanci.

Równie bezradny był bandyta, który przyszedł do siedziby Pekao SA przy ul. Racławickiej. W środku nie było klientów, a pracownice akurat parzyły sobie kawę na zapleczu. - Nie miał kogo poinformować o napadzie - ironizują funkcjonariusze. Zaczął się wydzierać i wymachiwać rękoma. Kasjerki usłyszały jego krzyki. Zabarykadowały się i włączyły alarm. Ten zaś unieruchomił specjalną śluzę w drzwiach. Zdesperowany rabuś wyszedł przez okno, wybijając szybę.

Trójka młodych bandytów, która próbowała okraść bank Millennium w al. KEN, nie wytrzymała ciśnienia. Kasy otwierają się tam z niewielkim opóźnieniem. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność, więc obrócili się na pięcie i uciekli. Twarz jednego z nich uwieczniła bankowa kamera. Przejęty udziałem w napadzie nie zauważył, że zsunęła mu się kominiarka.

Wpadł na napadzie na bank, zsunęła mu się komianiarka

2. Siedem razy nie wzięli nawet złotówki

Rok 2009 jeszcze się nie skończył, ale już od września wiadomo, że pod względem ilości napadów na banki będzie rekordowy. Do 18 grudnia bandyci atakowali je aż 24 razy. Siedem razy nie udało im się zabrać nawet złotówki. W pozostałych 17 przypadkach napastnicy kradli średnio 21 tys. zł. Najwięcej - 29 lipca z banku Millennium przy ul. Czerniakowskiej - 50 tys. zł. Najmniej - 24 listopada z Kredyt Banku przy ul. Garibaldiego - ledwie 1,4 tys. zł. Razem trochę ponad 350 tys. zł. Dla porównania tylko we wrześniu br. złodzieje w stolicy ukradli auta warte aż 10 mln zł.

Poprzedni rekord padł trzy lata temu - banki obrabowano wówczas 15 razy. Tylko że wtedy za takie napady brali się zawodowi bandyci. Np. "grupa praska" zorganizowała tylko trzy skoki, za to jeden zuchwalszy od drugiego. W centrum handlowym Panorama z oddziału Pekao SA zabrali aż 200 tys. Tyle samo ukradli z Kredyt Banku na Bródnie.

W mijającym roku był jeden napad, o którym policjanci mówią "profesjonalny". 13 lutego z PKO BP przy ul. Wołoskiej trzech przestępców odjechało zabierając 46 tys. zł. - Widać na nagraniach, że fachowo trzymają broń, jakby byli szkoleni - mówi oficer zajmujący się szukaniem bankowych bandytów. Inny dodaje: - Grupy przestępcze mamy rozpracowane. Lepsze lub gorsze, ale jakieś informacje zawsze są. Zawsze ktoś się rozsypie [podczas przesłuchania], ktoś strzeli z ucha [doniesie]. Pozostaje kwestia zebrania dowodów dla sądu.

Najtrudniej złapać przestępcę z przypadku. A to właśnie oni dziś napadają najczęściej. To ludzie z zupełnie czystą kartoteką popchnięci do przestępstwa katastrofalnym stanem domowego budżetu. Albo, jak mawiają policjanci, "mafia trzepakowa" - drobni złodzieje czy chuligani.

Ale, jak podkreślają funkcjonariusze, u nas wciąż nie jest tak źle. W Wiedniu, mieście porównywalnym wielkością z Warszawą, od stycznia do października 2009 r. było 40 napadów. Rok wcześniej - 63, a w 2007 r. - aż 77. Poza tym w Wiedniu kradną o wiele więcej - w 2009 r. (do końca października) - w sumie 1,3 mln euro, w 2008 r. - aż 2,4 mln euro.

3. Alarm włączyła sprzątaczka

23 stycznia 2009 r., godz. 18.45. Ul. Zabłocińska na Bielanach. XX oddział bankowego giganta PKO BP znajduje się tuż obok ruchliwej ul. Marymonckiej i rzut kamieniem od stacji metra Słodowiec.

Marcin Gądek, stały klient, chce podwyższyć limit na karcie kredytowej. Przed wejściem do banku widzi dwóch młodych mężczyzn. Palą papierosy. Gdy po kilku minutach wychodzi, odzywa się syrena alarmu. - Sądziłem, że ktoś z pracowników za wcześnie go włączył - powie później podczas przesłuchania.

Tymczasem Jadwiga Sarnecka uwija się z odkurzaczem przy kasie nr 4. Sprząta ten oddział od kilku miesięcy, dorabiając do emerytury. Gdy przy sąsiednim okienku dostrzega człowieka w kominiarce, biegnie w panice na zaplecze.

Kasa nr 5 jest już nieczynna. Iwona Drabska liczy pieniądze. Siedzi bokiem do szyby. Kilka chwil wcześniej oddała skarbnikowi tzw. bezpieczną kopertę dostarczoną przez konwojenta. Było w niej 100 tys. zł. Podobna kwota znajdowała się w opróżnionej niedawno kasetce.

Ktoś stuka metalowym przedmiotem w szybę. Drabska nawet się nie odwraca. - To pewnie sprzątaczka - myśli. Ktoś stuka raz jeszcze. Kasjerka spogląda w szybę. Jej wzrok najpierw pada na lufę pistoletu. Dopiero potem widzi postać z twarzą ukrytą pod kominiarką. Postać cedzi: - Dawaj forsę.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy