"Niech ludzie nie wstydzą się Pragi"
26.12.2009
aktualizacja: 2009-12-30 10:45
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Niech ludzie mówią o tym jak tu jest, że nie chcą tak żyć. Niech się tego nie wstydzą - mówi Andrzej Orłowski, pedagog ulicy, który pracuje na Pradze z najtrudniejszymi chłopakami z okolic Stalowej. Ostatnio wraz z artystą Pawłem Althamerem ustawili tam pomnik lokalnego menela Pana Gumy.
ZOBACZ TAKŻE
- Dziesięć firm chce budować Muzeum Pragi (16-12-09, 09:00)
- Szopki bez ekstrawagancji. Zobacz, które najładniejsze (25-12-09, 11:00)
- Powrót do przeszłości na Pradze-Północ: Triumf PO nad PiS (06-01-10, 11:00)
- Święty patron hakerów odnaleziony na praskiej kamienicy (05-01-10, 15:45)
- Boom się rodzi, rodzic truchleje (25-12-09, 15:00)
- Pan Guma, czyli prawdziwy pomnik warszawski (13-12-09, 18:04)
- Rodzicu chcesz odebrać dziecko? Zapukaj w okienko (07-12-09, 10:00)
- Metro zmiecie zebry przy Wileńskim? (28-11-09, 08:00)
- Pierwszy AntySlam w Warszawie: grafomania rządzi (27-11-09, 07:00)
- Strychowcy z Warszawy wciąż mają kłopoty (25-11-09, 09:00)
- Plac Wileński - dla pieszych czy samochodów? (20-11-09, 09:00)
- Rozmowa o kolędach: Im większa prostota, tym piękniej (24-12-09, 18:00)
- Praga Północ: dwóch nastolatków okradło kościół (03-01-10, 14:18)
- Jak zmieniać Pragę? Dzielnica w prestiżowym konkursie (29-01-10, 09:00)
- O pierwszym razie... z Mikołajem - opowiadają muzycy (24-12-09, 15:00)
- Neonowy blask Wschodniego (16-11-09, 21:02)
SERWISY
Agnieszka Kowalska: Jak twoi podopieczni spędzą święta?
Andrzej Orłowski: Ten czas nie jest dla nich jakoś szczególnie wyjątkowy. Rodzice mają dobry pretekst, żeby się napić. Nawet jeśli ostatnio już nie pili, to w święta na ogół wracają do nałogu. Trochę będzie odświętnie. Paczki z Caritasu dostaną, więc kilka produktów świątecznych znajdzie się na stole, zrobią większe zakupy. Chłopcy dostaną prezenty, może jakąś dobrą używaną komórkę, którą będą mogli się pochwalić przed kolegami. Nie siedzą długo w domu, szybko wychodzą na klatkę, na podwórko.
I tam ich znajdujesz?
- Tak, przychodzimy do nich i zgarniamy z podwórek. Teraz mam taką grupę z kamienicy na Równej. Pracuję z kilkoma chłopakami przez dłuższy czas, z tymi już od dwóch lat. Zabieram ich na drugi brzeg Wisły, co jest dla nich wielką wyprawą, bo na ogół nie ruszają się z Pragi. Idziemy do kina, na kręgielnię, na gokarty, zapraszamy artystów. Celowo nie mamy tu żadnej bazy, świetlicy. Bo oni w takich miejscach zachowują się strasznie. A to coś podpalą, a to szyby wybiją, palą papierosy. My natychmiast wchodzimy w rolę surowych dorosłych, a oni rozwydrzonych dzieci. A jak idziemy gdzieś do kawiarni i oni coś zniszczą, ukradną, to wywalą nas na zbity pysk i już nigdy więcej nie wpuszczą. Jest wstyd.
Opowiedz o swoich chłopakach.
- Zajmujemy się tymi najbardziej wymagającymi, zaniedbanymi wychowawczo. Nastolatkami, które swoje już przeżyły. Z wielodzietnych rodzin, w których jest poważny problem z alkoholem i narkotykami. I oni tym od najmłodszych lat przesiąkają. Zdarza się, że rodzice pozwalają im palić w wieku ośmiu lat, nie pilnują, czy chodzą do szkoły. I oni nie chodzą. Staczają się. Wpadają w narkomanię, kradną, robią się agresywni, wulgarni. Strasznie dużo grają ostatnio na automatach. I co najgorsze, wygrywają po 150, 200 zł. Aż sam się zaczynam zastanawiać, czy nie zagrać (śmiech).
Jak wyciągasz ich z nałogu?
- Nie chcę moralizować. Bo nie będę truł takiemu 17-latkowi, że palenie marihuany to jest to samo co zażywanie heroiny. Dobrze jest ich spotkać z kimś, kto się na tym zna, dać ulotkę, którą sobie w samotności przejrzą. Bo próbować to na pewno będą, a nie mają na ten temat wiedzy, żyją w świecie mitów, podwórkowych opowieści.
Nie zawsze się udaje. Jeden z chłopców, którzy robili Gumę, wpadł w narkotyki i już od dłuższego czasu nie może się wydostać. To jest ciężki moment, kiedy dzieciak, z którym pracujesz od sześciu lat, niszczeje na twoich oczach. Próbuję mu pomóc, on przechodzi kolejny detoks i nic. Powiedziałem mu ostatnio: "Więcej nie mogę zrobić. Musisz sam po raz kolejny odbić się od dna".
Masz momenty załamania, zwątpienia?
- W tej pracy trudno szybko zobaczyć pozytywne efekty i czasem dopada zmęczenie. Do delikatnych nie należę, więc trudno mnie dotknąć czy złamać. Ale czasem zwyczajnie trzeba sobie odpuścić, bo szkoda się poświęcać takim chłopcom, którzy wycisną z ciebie dużo energii, a i tak cię oleją. Zwłaszcza ci starsi bywają cyniczni, biorą, co się da, i robią swoje. A młodsi nie, oni potrzebują takiego dorosłego, który nie śmierdzi ciągle alkoholem, z którym będą mogli szczerze pogadać, poradzić się. Nie mają takich w swoim otoczeniu.
A co uważasz za swój sukces?
- Sukcesem jest, jeśli nie trafią do ośrodków opiekuńczych. Bo nie wierzę, że tam mogą się zmienić na lepsze. Sukcesem jest to, że chcą z nami być, bo mogliby siedzieć z kolegami i kirać klej, palić blunty, okradać przechodniów albo mieszkania. Że się otwierają. Czasem udaje się wysłać ich rodziców na terapię antyalkoholową, interweniować w kryzysowych sytuacjach.
Guma, który zapił się w wieku 33 lat, daje im w ogóle do myślenia?
- No jasne, oni to widzą. Każdy z nich ma w rodzinie poważny problem z alkoholem. A taki menel jak Guma jest na każdej klatce.
Chyba robiąc mu pomnik, nie zrobili tego całkowicie bezrefleksyjnie, tylko po to, żeby się pośmiać z menela.
- Trochę tak było na początku. A, zróbmy menela, bo to jest takie śmieszne. A takiego gościa jest najłatwiej pokazać, bo on nie zaprotestuje, nie muszą się przed nim wstydzić. Taka pani z kiosku czy ze sklepu nie wiadomo, jak by zareagowała, albo mama, albo któryś z kolegów. W tej praskiej hierarchii menel jest najniżej, nawet dziesięcioletnie dzieciaki mogą sobie z niego zakpić, podejść, opluć, kopnąć. Chociaż heroiniści, ćpuni mają jeszcze gorzej. Dawni koledzy, którzy wyszli z nałogu, nie podają im ręki.
To po co ten cały projekt? Dla jaj wyłącznie?
- No co ty, jest dużo plusów. Chłopcy mogli się w coś pozytywnego zaangażować, a nie tylko wszystko rozwalać wokół. Gdy z innym artystą - Jackiem Andrzejewskim - robili mozaiki na podwórku, na ulicy, to wkurzało ich, gdy ktoś próbował je zniszczyć. To jest dobra lekcja. Mają jakiś cel, muszą zrobić kolejny mały krok, przychodzić na spotkania, pomagać sobie, zmagać się z materią. Paweł Althamer ma charyzmę, duży spokój w sobie. Fajnie się z nimi dogadywał. Wiedzieli, że jest znany, i przez to, że poświęcał im czas, czuli się dowartościowani.
Pomnik Gumy wywołał sporo kontrowersji wśród mieszkańców. Przeważały opinie, że utrwala obraz Pragi, którego oni sobie nie życzą pokazywać.
- Chłopcy zdecydowali, że to ma być Guma, i to jest szczere. Wolę taki pomnik niż mdły, który wszyscy będą lubili. Wiem, że dla niektórych może być nawet obraźliwy. Ale spełnia swoją funkcję, bo przyciąga uwagę do dzielnicy. Wciąż stoi, a przecież mogli go spalić. W mroźne dni założyli mu nawet czapkę i podbity futrem kaptur. Klepią po ramieniu: "Cześć, Guma!". Spotykają się przy nim, dyskutują. Niech ludzie mówią o tym, jak tu jest, że nie chcą tak żyć. Niech się tego nie wstydzą.
Pomnik stawia się na ogół komuś zasłużonemu. Ale w Gumie też można dostrzec coś więcej niż tylko alkoholika. Był taki moment podczas odsłonięcia pomnika, gdy się mieszkańcy pokłócili, gorączkowali się: "A co on zrobił dobrego?". I wtedy jakiś koleś ze Stalowej krzyknął: "A co on, k..., zrobił złego, żeby mu takiego pomnika nie postawić?".
Andrzej Orłowski (rocznik 1978),
streetworker ze stowarzyszenia Grupa Pedagogiki i Animacji Społecznej Praga-Północ (www.gpas.org.pl). Od dziesięciu lat pracuje z dziećmi, na Pradze od sześciu. Zaczynał jako wolontariusz w byłej Jugosławii, pracując w terenie z dzieciakami z różnych grup etnicznych. Po powrocie do Warszawy rzucił studia filozoficzne i odbył staż w Ośrodku Socjoterapeutycznym w Wildze, jednym z najlepszych w kraju. Teraz sam prowadzi szkolenia dla pedagogów ulicy. Wychował się na ursynowskim blokowisku, na podwórku, więc osiedlowe klimaty nie są mu obce

Andrzej Orłowski: Ten czas nie jest dla nich jakoś szczególnie wyjątkowy. Rodzice mają dobry pretekst, żeby się napić. Nawet jeśli ostatnio już nie pili, to w święta na ogół wracają do nałogu. Trochę będzie odświętnie. Paczki z Caritasu dostaną, więc kilka produktów świątecznych znajdzie się na stole, zrobią większe zakupy. Chłopcy dostaną prezenty, może jakąś dobrą używaną komórkę, którą będą mogli się pochwalić przed kolegami. Nie siedzą długo w domu, szybko wychodzą na klatkę, na podwórko.
I tam ich znajdujesz?
- Tak, przychodzimy do nich i zgarniamy z podwórek. Teraz mam taką grupę z kamienicy na Równej. Pracuję z kilkoma chłopakami przez dłuższy czas, z tymi już od dwóch lat. Zabieram ich na drugi brzeg Wisły, co jest dla nich wielką wyprawą, bo na ogół nie ruszają się z Pragi. Idziemy do kina, na kręgielnię, na gokarty, zapraszamy artystów. Celowo nie mamy tu żadnej bazy, świetlicy. Bo oni w takich miejscach zachowują się strasznie. A to coś podpalą, a to szyby wybiją, palą papierosy. My natychmiast wchodzimy w rolę surowych dorosłych, a oni rozwydrzonych dzieci. A jak idziemy gdzieś do kawiarni i oni coś zniszczą, ukradną, to wywalą nas na zbity pysk i już nigdy więcej nie wpuszczą. Jest wstyd.
Opowiedz o swoich chłopakach.
- Zajmujemy się tymi najbardziej wymagającymi, zaniedbanymi wychowawczo. Nastolatkami, które swoje już przeżyły. Z wielodzietnych rodzin, w których jest poważny problem z alkoholem i narkotykami. I oni tym od najmłodszych lat przesiąkają. Zdarza się, że rodzice pozwalają im palić w wieku ośmiu lat, nie pilnują, czy chodzą do szkoły. I oni nie chodzą. Staczają się. Wpadają w narkomanię, kradną, robią się agresywni, wulgarni. Strasznie dużo grają ostatnio na automatach. I co najgorsze, wygrywają po 150, 200 zł. Aż sam się zaczynam zastanawiać, czy nie zagrać (śmiech).
Jak wyciągasz ich z nałogu?
- Nie chcę moralizować. Bo nie będę truł takiemu 17-latkowi, że palenie marihuany to jest to samo co zażywanie heroiny. Dobrze jest ich spotkać z kimś, kto się na tym zna, dać ulotkę, którą sobie w samotności przejrzą. Bo próbować to na pewno będą, a nie mają na ten temat wiedzy, żyją w świecie mitów, podwórkowych opowieści.
Nie zawsze się udaje. Jeden z chłopców, którzy robili Gumę, wpadł w narkotyki i już od dłuższego czasu nie może się wydostać. To jest ciężki moment, kiedy dzieciak, z którym pracujesz od sześciu lat, niszczeje na twoich oczach. Próbuję mu pomóc, on przechodzi kolejny detoks i nic. Powiedziałem mu ostatnio: "Więcej nie mogę zrobić. Musisz sam po raz kolejny odbić się od dna".
Masz momenty załamania, zwątpienia?
- W tej pracy trudno szybko zobaczyć pozytywne efekty i czasem dopada zmęczenie. Do delikatnych nie należę, więc trudno mnie dotknąć czy złamać. Ale czasem zwyczajnie trzeba sobie odpuścić, bo szkoda się poświęcać takim chłopcom, którzy wycisną z ciebie dużo energii, a i tak cię oleją. Zwłaszcza ci starsi bywają cyniczni, biorą, co się da, i robią swoje. A młodsi nie, oni potrzebują takiego dorosłego, który nie śmierdzi ciągle alkoholem, z którym będą mogli szczerze pogadać, poradzić się. Nie mają takich w swoim otoczeniu.
A co uważasz za swój sukces?
- Sukcesem jest, jeśli nie trafią do ośrodków opiekuńczych. Bo nie wierzę, że tam mogą się zmienić na lepsze. Sukcesem jest to, że chcą z nami być, bo mogliby siedzieć z kolegami i kirać klej, palić blunty, okradać przechodniów albo mieszkania. Że się otwierają. Czasem udaje się wysłać ich rodziców na terapię antyalkoholową, interweniować w kryzysowych sytuacjach.
Guma, który zapił się w wieku 33 lat, daje im w ogóle do myślenia?
- No jasne, oni to widzą. Każdy z nich ma w rodzinie poważny problem z alkoholem. A taki menel jak Guma jest na każdej klatce.
Chyba robiąc mu pomnik, nie zrobili tego całkowicie bezrefleksyjnie, tylko po to, żeby się pośmiać z menela.
- Trochę tak było na początku. A, zróbmy menela, bo to jest takie śmieszne. A takiego gościa jest najłatwiej pokazać, bo on nie zaprotestuje, nie muszą się przed nim wstydzić. Taka pani z kiosku czy ze sklepu nie wiadomo, jak by zareagowała, albo mama, albo któryś z kolegów. W tej praskiej hierarchii menel jest najniżej, nawet dziesięcioletnie dzieciaki mogą sobie z niego zakpić, podejść, opluć, kopnąć. Chociaż heroiniści, ćpuni mają jeszcze gorzej. Dawni koledzy, którzy wyszli z nałogu, nie podają im ręki.
To po co ten cały projekt? Dla jaj wyłącznie?
- No co ty, jest dużo plusów. Chłopcy mogli się w coś pozytywnego zaangażować, a nie tylko wszystko rozwalać wokół. Gdy z innym artystą - Jackiem Andrzejewskim - robili mozaiki na podwórku, na ulicy, to wkurzało ich, gdy ktoś próbował je zniszczyć. To jest dobra lekcja. Mają jakiś cel, muszą zrobić kolejny mały krok, przychodzić na spotkania, pomagać sobie, zmagać się z materią. Paweł Althamer ma charyzmę, duży spokój w sobie. Fajnie się z nimi dogadywał. Wiedzieli, że jest znany, i przez to, że poświęcał im czas, czuli się dowartościowani.
Pomnik Gumy wywołał sporo kontrowersji wśród mieszkańców. Przeważały opinie, że utrwala obraz Pragi, którego oni sobie nie życzą pokazywać.
- Chłopcy zdecydowali, że to ma być Guma, i to jest szczere. Wolę taki pomnik niż mdły, który wszyscy będą lubili. Wiem, że dla niektórych może być nawet obraźliwy. Ale spełnia swoją funkcję, bo przyciąga uwagę do dzielnicy. Wciąż stoi, a przecież mogli go spalić. W mroźne dni założyli mu nawet czapkę i podbity futrem kaptur. Klepią po ramieniu: "Cześć, Guma!". Spotykają się przy nim, dyskutują. Niech ludzie mówią o tym, jak tu jest, że nie chcą tak żyć. Niech się tego nie wstydzą.
Pomnik stawia się na ogół komuś zasłużonemu. Ale w Gumie też można dostrzec coś więcej niż tylko alkoholika. Był taki moment podczas odsłonięcia pomnika, gdy się mieszkańcy pokłócili, gorączkowali się: "A co on zrobił dobrego?". I wtedy jakiś koleś ze Stalowej krzyknął: "A co on, k..., zrobił złego, żeby mu takiego pomnika nie postawić?".
Andrzej Orłowski (rocznik 1978),
streetworker ze stowarzyszenia Grupa Pedagogiki i Animacji Społecznej Praga-Północ (www.gpas.org.pl). Od dziesięciu lat pracuje z dziećmi, na Pradze od sześciu. Zaczynał jako wolontariusz w byłej Jugosławii, pracując w terenie z dzieciakami z różnych grup etnicznych. Po powrocie do Warszawy rzucił studia filozoficzne i odbył staż w Ośrodku Socjoterapeutycznym w Wildze, jednym z najlepszych w kraju. Teraz sam prowadzi szkolenia dla pedagogów ulicy. Wychował się na ursynowskim blokowisku, na podwórku, więc osiedlowe klimaty nie są mu obce
Przeczytaj także: Guma znów stoi na Stalowej

-
"Niech ludzie nie wstydzą się Pragi"
szabo
26.12.09, 13:15
Wspaniały człowiek. Mi by sie nie chciało albo nie dałbym sobie rady. Brawo»
-
"Niech ludzie nie wstydzą się Pragi"
olias
30.12.09, 14:49
fajny artykuł, fajni ludzi opisani. szkoda że forumowicze z różnych Warszawzepsuli atmosferę. Może byście sami poczytali te wszystkie wasze warszawskiekomentarze, oceniając samych siebie tak»
-
"Niech ludzie nie wstydzą się Pragi"
janek-10
31.12.09, 11:06
Jestem Warszawiakiem (albo warszawianinem jak kto woli) od kilku pokoleń. Mniej więcej od 200 lat. Mam szacunek do ludzi przyjezdnych, którzy rozwijają to miasto. Po Powstaniu Warszawskim »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


