Rozmowa o kolędach: Im większa prostota, tym piękniej

rozmawiał Tomasz Urzykowski
24.12.2009 aktualizacja: 2009-12-23 21:32
A A A Drukuj
Maksymilian Sznabel Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
W naszym domu kolędy naprawdę brzmią wyjątkowo, bo nie tylko je śpiewamy, ale i gramy na różnych instrumentach - na skrzypcach, wiolonczeli, keyboardzie, gitarze.
Tomasz Urzykowski: Czy ktoś kiedyś policzył polskie kolędy? Podobno w żadnym innym kraju nie powstało ich więcej niż u nas.

Maksymilian Sznabel*: - Szacuje się, że polskich kolęd jest około 500. Tak duża liczba wynika chyba stąd, że w trudnych okresach naszej historii, a tych nam nie brakowało, kolędy odgrywały bardzo ważną rolę. Gdy nie można było ich wykonywać publicznie, kolędowano w kręgach rodzinnych. A w stanie wojennym do melodii tradycyjnych kolęd układano teksty mówiące o aktualnej sytuacji. Ale jest jeszcze inny powód. W Polsce okres Bożego Narodzenia trwa od Wigilii aż do 2 lutego, czyli dużo dłużej niż na Zachodzie, gdzie kończy się już w niedzielę po 6 stycznia. Stąd zapotrzebowanie na kolędy było u nas zawsze dużo większe niż w innych krajach.

Która z nich jest pana ulubioną?

- "Nie było miejsca dla Ciebie". Śpiewali ją moi rodzice i babcia. Potem na spotkaniach rodzinnych o jej wykonanie proszono mnie. W ten sposób jakoś tak do mnie przylgnęła. Ma dla mnie znaczenie symboliczne, przypomina mi lata młodości. Poza tym treść tej kolędy jest bardzo głęboka. Dla Chrystusa często brakuje miejsca w naszym życiu.

Nadal w pana domu jest ona śpiewana?

- Bez niej nie ma spotkań kolędowych.

Cała pana rodzina muzykuje. Jak u państwa wygląda kolędowanie?

- Spotkanie wigilijne zawsze rozpoczynamy kolędą. Następnie czytamy fragment Pisma Świętego, dzielimy się opłatkiem, spożywamy uroczystą kolację i dalej śpiewamy kolędy. W naszym domu brzmią one naprawdę wyjątkowo, bo nie tylko je śpiewamy, ale i gramy na różnych instrumentach - na skrzypcach, wiolonczeli, keyboardzie, gitarze i mandolinie. Kolędujemy również w szerszym rodzinnym gronie - z dziadkami, wujkami, stryjkami, ale też ze znajomymi. Od Wigilii do 2 lutego w każdy weekend gdzieś występujemy. Spotykamy się np. na wspólnym śpiewaniu kolęd z żołnierzami Batalionu "Zośka" i innych środowisk kombatanckich. Niesamowite jest to, że za każdym razem panuje inny, niepowtarzalny nastrój.

Czy repertuar najczęściej śpiewanych w Polsce kolęd z biegiem lat się zmienia? Może są w tym względzie jakieś mody?

- Okres Bożego Narodzenia to czas powrotu do korzeni, dlatego królują tradycyjne kolędy, głównie z XVII, XVIII i XIX w. To jest kanon, który się nie zmienia. Kolęd stricte liturgicznych nie powstaje dużo i zanim się przyjmą, minie sporo czasu. Śpiewamy też utwory nowsze, ale trudno powiedzieć, żeby miały takie wzięcie jak kolędy tradycyjne.

Czyli jednak powstają nowe kolędy...

- Oczywiście, np. "Polskie Betlejem" czy "Mazowiecka kolęda", którą wykonuję na koncertach ze swoim chórem. Ale nie usłyszy ich pan podczas liturgii. Przepiękne kolędy stworzył Zbigniew Preisner. Bardzo popularna jest dziś "Kolęda dla nieobecnych" poświęcona tym, którzy odeszli.

Ale czy to są jeszcze kolędy? Czym się różni kolęda od pastorałki?

- Słowem "kolęda" określamy pieśń o tematyce teologicznej poświęconą przyjściu Chrystusa na świat. Pastorałka jest bliższa naszemu życiu codziennemu, mówi lżejszym tekstem. Pieśni te, jak się wydaje, powstawały początkowo na potrzeby misteriów, czyli pozaliturgicznych spektakli, które dziś nazywamy jasełkami. Te, które mają poważny charakter, weszły do liturgii. Pozostałe wykonuje się np. na koncertach. Są jeszcze piosenki o tematyce świątecznej czy wręcz zimowej, które z kolędami nie mają nic wspólnego.

Czy któraś z polskich kolęd zrobiła międzynarodową karierę jak skomponowana w Austrii "Cicha noc"?

- Raczej nie. To wynika chyba z tego, że przez lata polskie kolędy nie były wykonywane publicznie poza kościołami. Dopiero od niedawna słychać je w mediach. Nie miały więc szansy zyskać międzynarodowej popularności. Mimo ogromnego bogactwa nie przebiłyby się za granicę.

Jak pan ocenia wykonywanie kolęd przez piosenkarzy pop? Niekiedy ich aranżacje są szokujące...

- Próby wzbogacenia tej tradycji są pozytywne, ale w pogoni za innością niekiedy zatraca się charakter kolęd. A to jest taka forma muzyczna, w której im większa prostota, tym brzmi piękniej. Za duże udziwnienia wypadają wręcz absurdalnie. Bardziej jednak bulwersuje mnie wykorzystywanie kolęd w reklamie. Kiedy w supermarkecie słyszę "Bóg się rodzi" albo "Wśród nocnej ciszy", jestem zniesmaczony.

*Maksymilian Sznabel

muzykolog, dyrygent, organista w warszawskim kościele św. Ducha (Paulinów) i nauczyciel w XVIII Gimnazjum na Saskiej Kępie

Przeczytaj także: Świąteczna iluminacja na Trakcie Królewskim



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy