Wodzirej: podchmieleni to masakra - mylą im się kroki

Rozmawiał Wojciech Tymowski
31.12.2009 aktualizacja: 2009-12-30 19:52
A A A Drukuj
Kuba Krawczyk prowadzi taniec na weselu ARCHIWUM PRYWATNE KUBY KRAWCZYKA
- To nieprawda, że łatwiej rozruszać podchmielone towarzystwo. Gdy ludzie mają w czubie, trudniej się uczą kroków, figury się plączą. Masakra - opowiada wodzirej Kuba Krawczyk.
Wojciech Tymowski: - Przed karnawałem pewnie pan ostro trenuje.

Kuba Krawczyk: - Zawsze staram się ruszać, by być w formie. Squash i pływanie dwa razy w tygodniu.

Ale karnawał to szczególne wyzwanie dla wodzireja?

- Nie w Polsce. U nas wodzireje pracują głównie na weselach, więc praca rozkłada się na cały rok.

Ile razy w tym roku pan rozgrzewał publiczność?

- Ponad 70, z czego ponad 50 na weselach.

To chyba ułatwia życie, bo na każdym weselu można powtarzać ten sam program.

- Aż tak łatwo nie jest, choć scenariusze weselne są jakoś podobne. Zawsze rozmawiam z organizatorami wesela, są przynajmniej dwa, trzy spotkania, zanim dopniemy scenariusz. Potem okazuje się, że niekoniecznie trzeba się go dokładnie trzymać, lepiej być elastycznym. Czasem zdarzają się tacy klienci, którzy chcą dokładnie egzekwować wszystko, co jest w proponowanym scenariuszu. Pewna pani przypomniała sobie o kankanie o trzeciej nad ranem i domagała się, by go zarządzić. - Proszę pani - zacząłem oponować - niech pani zauważy, w jakim stanie są goście. - Widzę, że mogą - odparła, choć było widać, że dla większości kankan jest już zbyt ryzykowny.

I co pan zrobił?

- Zaproponowałem coś bardziej bezpiecznego. Zwykle w takich sytuacjach stawiam na zabawy synchroniczne, stosunkowo łatwo to wychodzi. Stoję przed grupą i pokazuję proste figury: ręka w górę, noga w bok. Wszyscy naśladują jak przed lustrem. Bardzo dobrze się to sprawdza np. przy przeboju Village People "YMCA".

Łatwo rozgrzać biesiadników?

- Różnie, ale to jest zawsze możliwe. Choć może nie od razu.

Chodzi o to, żeby byli po paru głębszych?

- Zupełnie nie o to chodzi. Gdy ludzie mają w czubie, trudniej się uczą kroków, figury się plączą. Masakra. Dlatego jest sporo wodzirejów, którzy podkreślają, że chętnie prowadzą bezalkoholowe imprezy, a sami są abstynentami.

Ja nie jestem ortodoksyjny, dobrze prowadziło mi się i bezalkoholowe, i zakrapiane imprezy. Ale zacząłem od bezalkoholowego sylwestra w Olsztynie, skąd pochodzę. To było jeszcze przed studiami. Zebrała się wtedy silna grupa towarzyska, moi koledzy z rekolekcji oazowych, i oni mnie poprosili. Ale powiedzieli: Jedź do Katowic na szkolenie. Tam Fundacja "Światło-Życie" prowadzi do dziś warsztaty dla wodzirejów wesel i zabaw bezalkoholowych. Większość działających w Polsce wodzirejów - a takich, którzy z tego żyją, jest kilkudziesięciu - przeszła przez warsztaty w katowickim ośrodku.

To stąd te deklaracje na stronach internetowych wodzirejów, że wolą zabawy bez alkoholu.

- Pewnie tak, ale to dobre szkolenie. I popularne. W tym roku w sierpniu przeniesiono je z Katowic do Trzebini, bo była potrzebna większa sala, tylu zgłosiło się chętnych.

A na tym moim pierwszym sylwestrze wyszło fajnie, tam zostałem zauważony. Potem, choć wyjechałem na studia do Warszawy na SGGW, też dostawałem propozycje poprowadzenia różnych imprez i w Olsztynie, i w Warszawie. Coraz lepiej się w tym czułem, pieniądze też z tego były. Zamiast zostać biotechnologiem, zostałem w rozrywce.

Łatwiejszy kawałek chleba?

- Przyjemniejszy, bardziej kręcący. Ale żeby łatwiejszy, nie powiem. Nie chcę iść na łatwiznę. Kiedy już kończyłem studia, znajomi zaczęli brać śluby. Chodziłem na ich wesela i w małych miejscowościach, i w dużych miastach. I widziałem, co tam się wyrabia: żenujące konkursy z łapaniem kobiet za kolano, podawaniem w tańcu wałka do ciasta itp. albo toczenie przez pannę młodą jajka z nogawki do nogawki pana młodego.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy