Warszawa: tylko 10 proc. śmieci jest segregowanych

Dominika Olszewska
04.01.2010 aktualizacja: 2010-01-03 18:50
A A A Drukuj
Początek taśmy sortowniczej w zakładzie Remodisa przy ul. Zawodzie. Torby ze śmieciami jeszcze są nie rozerwane.
Tylko 10 proc. stołecznych śmieci jest poddawanych segregacji. To dlatego, że w Warszawie jest za mało sortowni. Należące do miasta MPO nie ma żadnej
SERWISY

- Od lat segreguję śmieci. Każdego dnia do oddzielnych pojemników wrzucam szklane i plastikowe butelki, stare gazety i torebki foliowe. Tak mi weszło w krew, że nie wyobrażam sobie, by powrócić do nieekologicznych zwyczajów - mówi Joanna Adamska z Tarchomina.



Pani Joanna kilka razy w tygodniu wyrzuca śmieci do pojemników niedaleko ulicy Śreniawitów. Po wypchane posegregowanymi odpadami pojemniki przyjeżdżają potem specjalne śmieciarki. Te, które mają wydzielone przegródki, mogą naraz zabierać szkło, papier i plastik. Zaś te, które mają tylko jedną - ładują tylko wybrany rodzaj śmieci.

Posegregowane odpady lądują później w sortowni. Największą wybudowała firma Remondis przy ul. Zawodzie. Rocznie przez jej taśmociągi przewija się ponad 110 tys. ton śmieci.

Brudne butelki są odrzucane

Każda ciężarówka, która wjedzie na teren sortowni przy ul. Zawodzie, najpierw jest ważona, a następnie jedzie na plac przesypowy. Tam zrzuca śmieci do odpowiedniego boksu. Oddzielnie szkło, papier, plastik czy odpady zielone, takie jak liście i gałęzie. Potem ładowarka przerzuca wybrany odpad do kanału zasypowego, a stamtąd wpada on wprost na taśmociągi. Tam pracownicy w maseczkach na twarzy dodatkowo sortują śmieci ręcznie.

- Nawet sortowane odpady są zanieczyszczone. Musimy odrzucić najbardziej brudne butelki i folie. Poza tym część warszawiaków do pojemników na szkło czy papier wrzuca zwykłe śmieci. Je także musimy wybrać - przyznaje Jacek Pluta, szef warszawskiego Remondisu.



Ponownie wykorzystane jest 60 proc. zawartości pojemników z segregowanymi odpadami. Przesortowane szkło trafia do huty, papier - do papierni, a plastikowe butelki - do cementowni, gdzie produkuje się z nich m.in. paliwa alternatywne.

Stolica produkuje około 800 tys. ton śmieci rocznie. Do ponownego przetworzenia trafiło więc najwyżej 50 tys. ton stołecznych śmieci. Wszystko przez to, że w Warszawie działa tylko sześć sortowni. - Żadna nie należy do miasta - przyznaje Arkadiusz Drewniak, wiceszef miejskiego biura ochrony środowiska.

Sortowanie się opłaca

Problem jednak w tym, że Unia Europejska nakazała znaczne ograniczenie wywozu śmieci na wysypiska. A za niespełnienie tych wymagań grożą wielomilionowe kary.

- Warszawa nie ma spójnego systemu segregacji śmieci. Jego stworzenie wymagało by dużej pracy, a władze miasta idą na łatwiznę. Budowa sortowni to dla Warszawy powinien być priorytet. Tym bardziej że takie inwestycje bardzo wspiera UE. Gdyby ratusz zdecydował się ją postawić, mógłby liczyć na ogromne dotacje o wartości nawet do 70 proc. całej inwestycji - twierdzi Krzysztof Kawczyński z Krajowej Izby Gospodarczej.



Żadnej sortowni nie ma Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania (MPO) - jedyna spółka miejska, która zajmuje się odbiorem stołecznych odpadów. W październiku runęły w gruzach plany budowy sortowni na Ursynowie.

Władze MPO twierdzą jednak, że to żaden problem. - Planujemy budowę nowego zakładu wraz z sortownią. Szukamy lokalizacji - zapewnia Joanna Mroczek, rzeczniczka MPO i radna PO na Targówku.

Inaczej widzą to eksperci: - MPO nie działa jak powinno. Nie budując sortowni, popełnia poważny błąd. Prywatne firmy budują je, bo to po prostu się opłaca - uważa dr Piotr Manczarski z wydziału inżynierii środowiska Politechniki Warszawskiej.

Przeczytaj także: Sztuczna rzeka popłynie w parku na Woli



Podziel się

  • Nie ma sortowni, ale spróbujcie ją postawić! dorsai68 04.01.10, 14:15

    Ekolodzy mają usta pełne frazesów i oburzenia, bo w Warszawie nie sortuje się śmieci. Gdy jednak ktoś chce wybudować sortownię, spalarnię, czy oczyszczalnię ścieków, ci sami ekolodzy »

Najnowsze wiadomości z Warszawy