Polscy projektanci też tworzą europejskie trendy

Grzegorz Miecznikowski
08.01.2010 aktualizacja: 2010-01-07 22:36
A A A Drukuj
Zwycięzca Fashion Designer Awards 2009 - Sabrina Pilewicz Sabrina Pilewicz fot. Michał Gałęzowski
W Polsce pojawia się coraz więcej młodych, zdolnych projektantów. Nie jesteśmy modowym zaściankiem, a coraz śmielej tworzymy europejskie trendy - przekonuje organizatorka konkursu Fashion Designer Awards 2010.
Ruszyła druga edycja ogólnopolskiego konkursu Fashion Designer Awards dla młodych projektantów. Temat to ,,Urban pret-a-porter - inspiracje metropoliami świata". Zgłoszenia w formie od 7 do 10 rysunków żurnalowych należy wysłać do 26 lutego 2010 r. (decyduje data stempla pocztowego). Wśród nagród znajdują się stypendia w Wyższej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie oraz praktyki w atelier mistrzów projektowania w Polsce i za granicą. Wszystkie prace oceni grono ekspertów: Natalia Jaroszewska, Joanna Klimas, Łukasz Jemioł, Tomasz Ossoliński, Marianna Tomaszko, Marta Ruta, Mateusz Stankiewicz, Jaga Hupało, Anna Jurgaś, Karolina Malinowska, Maja Ostaszewska, Andrzej Foder i Joanna Sokołowska-Pronobis.

Więcej i regulamin na www.fashiondesignerawards.com.pl.

Grzegorz Miecznikowski: Na Zachodzie przemysł modowy to wielka, napędzana przez wielu ludzi, machina. W Polsce to zaledwie kilka nazwisk. Może nie potrzebujemy już nowych projektantów?

Joanna Sokołowska-Pronobis, pomysłodawczyni i organizatorka konkursu: Rynek jest mały, ale mamy na nim wielu wspaniałych, choć czasem zupełnie nieznanych projektantów. Dzieje się tak, bo po prostu o nich nie wiemy. Ale nie powinniśmy mieć kompleksów, bo nasi projektanci robią już pokazy np. w Paryżu. Rynek pomieści jeszcze kilkanaście nazwisk. Przyda się świeża krew w świecie mody. Zmienia się też społeczeństwo, które chce mody na najwyższym poziomie - coraz bardziej hołdujemy młodości i pięknu. Dziś trudno już poznaće czy Polka ma 38, czy 43, czy 51 lat. Chcemy być atrakcyjne i znakomicie ubrane.

I dzięki konkursowi na rynku pojawią się nowi, młodzi, gniewni projektanci, którzy zabłysną na dłużej?

- To zależy tylko od nich. Konkurs ma być trampoliną dającą szansę rozwoju i edukacji, i to jest jego główny cel. Promocja mody jest obok. Na zwycięzców czekają stypendia i staże w prestiżowych domach mody i atelier. Sabrina Pilewicz - laureatka pierwszej edycji - przez ponad miesiąc terminowała u Georga Chakry. Nie podawała tam kawy i szpilek, ale pracowała w jego zespole i pod jego opieką. Nagrodą dla laureata są wiedza i praktyka.

Kogo w tym roku szuka jury? Od haute couture temat konkursu przeszedł do pret-a-porter?

- Temat II edycji to autentyczne wyzwanie, trzeba mieć oczy dookoła głowy i dostrzec nie tylko to, co na ulicach, ale także w internecie, na blogach, podczas podróży. To mogą być kombinezony, sukienki koktajlowe albo kostiumy dla kobiet biznesu. Czekamy na 7-10 rysunków żurnalowych. Osoby zakwalifikowane do półfinału szyją dwie rzeczy i do finału również dwie. Cztery sylwetki to już prawie minikolekcja, w której będziemy mogli zobaczyć konsekwencję, pomysł, spójność.

To starczy, żeby odnieść sukces?

- W konkursie tak. A potem praca, praca, praca, ale także cierpliwość, konsekwentne budowanie swojej marki oraz dobrych relacji z mediami i klientami (tymi z pierwszych stron gazet i spoza nich). Im bliższa ta relacja, tym kreacja bardziej osobista, wiem coś o tym. Potrzebne jest też szczęście. Czy ktoś wiedziałby o Johnie Galliano, gdyby Nicole Kidman w 1997 r. na Oscary nie założyła jego kanarkowej sukni? Pochodziła przecież od nieznanego wtedy projektanta. Po prostu jej się spodobała.

Zrób to w Warszawie: z Agnieszką Kowalską i Łukaszem Kamińskim



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy