Wydarzenia, które zmieniły miasto - cz. II

red.
12.01.2010 aktualizacja: 2010-01-11 21:56
A A A Drukuj
Pierwszy dzień metra. Wagony wypełnione do ostatniego miejsca Fot. ROBERT KOWALEWSKI / AGENCJA GAZETA
  • Policjanci zabezpieczają ślady po strzelaninie w wolskiej restauracji Gama. 31 marca 1999 r. zginęło tam 5 gangsterów z Wołomina
  • Maja Ostaszewska i Cezary Kosiński w 'Bziku tropikalnym', premiera 1997 r.
To były dwie dekady obfitujące w wydarzenia. Z okazji 20-lecia "Gazety Stołecznej" przypominamy te, które wpłynęły na życie miasta.
Złote lata "układu warszawskiego"

Lata 90. to epoka działaczy samorządowych wywodzących się z SLD i UW (od 2001 r. za głównego architekta tej koalicji nazywanej złośliwie "układem warszawskim" uważa się Pawła Piskorskiego, wtedy wschodzącą gwiazdę krajowej polityki, który przełamując polityczne tabu, wszedł w układ z politykami z PZPR-owską przeszłością.

Drużyna Piskorskiego wywodziła się z drobnych biznesmenów, kupców i rzemieślników, którym zaczęło się powodzić po 1989 r. Zrzeszeni w Wolskiej Izbie Gospodarczej, uznali, że robienie interesów to za mało. W wyborach 1994 r. z hasłem: "biznes do rad" i po protektoratem Piskorskiego ruszyli na samorząd. Potem przez lata tworzyli wierne zaplecze dla swojego lidera.

Ich złote czasy wiązały się z największą polską gminą Centrum. Powołana w 1994 r., a zlikwidowana w 2002 r. miała potencjał: gigantyczny budżet, wielki majątek komunalny: działki, mieszkania, lokale użytkowe, system koncesji do podziału.

W założeniu twórców ustroju miasta miała być jego "kołem zamachowym". Rządząca nią ekipa SLD-UW sprawiła, że stała się symbolem nieformalnych powiązań między biznesem a polityką. Znakomita większość przedsiębiorców, zdobywając mandaty w samorządzie, nie zrezygnowała z prowadzenia działalności gospodarczej. Jako radni zasiadali w komisjach, które decydowały o lokalnej polityce: zagospodarowaniu przestrzennym, lokalach użytkowych, sprzedaży działek.

Ten perfekcyjnie działający mechanizm wychodził daleko poza kontakty służbowe: byli hermetyczną grupą, która spędzała razem wakacje, jeździła na narty, gościła się na przyjęciach organizowanych w lokalach wynajmowanych przez radnych-biznesmenów. Samorządowi włodarze w cudowny sposób zdobywali mieszkania i lukratywne posady. Swoją ulubioną spółdzielnię - Dembud - miała lokalna Unia Wolności, której szefował jej radny Centrum, we władzach zasiadali warszawscy samorządowcy.

Samorządowa elita szczelnie chroniła dostępu do władzy. Bywało, że ambicje większości radnych kończyły się na zdobyciu jak największej diety (nie było ustawowych ograniczeń).

Symbolem "układu warszawskiego" stała się tzw. afera mostowa, która wstrząsnęła stołeczną polityką w 2003 r. "Rzeczpospolita" wytropiła, że firma nadzorująca lukratywne budowy mostów Świętokrzyskiego i Siekierkowskiego to własność męża jednej z bardziej wpływowych radnych gminy Centrum. Układ polityczny, który miał być scementowany przez wprowadzenie bezpośrednich wyborów prezydentów miast, już wtedy był mocno nadszarpnięty.

Jego kresem okazały się wybory samorządowe w 2002 r, wygrane w Warszawie przez PiS i Lecha Kaczyńskiego. Cztery lata później grupę najwierniejszych współpracowników, którzy po aferze zostali przy Pawle Piskorskim, usunęła z PO Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Iwona Szpala

Wojna gangów

"Dziad", "Wariat", "Maniek", "Lutek" po stronie "Wołomina". "Pershing", "Masa", "Słowik", "Parasol" to "pruszkowiacy". W drugiej połowie lat 90. ubiegłego stulecia te ksywki pobudzały wyobraźnię publiki niemal tak, jak dzisiejsze doniesienia o celebrytach.

Ówcześni gangsterzy byli królami życia i śmierci. Wojna o strefy wpływów, którą toczyły między sobą gangi z Wołomina i Pruszkowa (i wiele innych podległych im grup) przyniosła krwawe żniwo. Nie było tygodnia, żeby nie wybuchła bomba albo któryś z przestępców nie został zastrzelony przez konkurenta. Nieudolna, źle wyposażona policja bezradnie przyglądała się tym poczynaniom.

Gangsterzy czuli się prawdziwymi władcami miasta. By wzbudzić śmiertelne przerażenie, wystarczyło powiedzieć: - Jestem z "Pruszkowa". I wcale nie chodziło o miejsce urodzenia.

W 1999 r. w stołecznej komendzie powstał wydział do walki z terrorem kryminalnym i wydział zabójstw, a rok później utworzono Centralne Biuro Śledcze. I złote czasy dla gangsterów się skończyły.

Oczywiście wciąż działają i zarabiają na przestępczych interesach. Ale już nie afiszują się ze swoimi "grubymi furami" i złotymi łańcuchami. Zamiast BMW wolą raczej praktyczne terenówki, a zamiast dresów modne marynarki.

Choć porachunki nadal załatwiają. Jednak już nie na ulicach na oczach przerażonych przechodniów, ale raczej w lesie, gdzie nikt nie widzi i nie słyszy.

piot

Metro nasze jedyne

Warszawiacy je kochają, choć często jest to miłość ślepa. Przymykamy oczy na to, że ma tylko 23 km i 21 stacji, zaś dojście do większości z nich nie jest wygodne. Najważniejsze, że metro w końcu jest, a wkrótce nowa linia zacznie się przebijać pod Wisłą na Pragę.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy