Laski Piskorskiego, seks rekord i miasto zabite dechami

red.
13.01.2010 aktualizacja: 2010-08-11 18:13
A A A Drukuj
2004 r. Witryny Nowego Światu zabite deskami Fot. Wojciech Matulski / AG
W tym tygodniu obchodzimy 20-lecie "Gazety Stołecznej". z tej okazji przypominamy głośne historie, o których mówiło całe miasto. Dziś o zakazanej przez Lecha Kaczyńskiego próbie bicia seks rekordu, o mieście zabitym deskami w czasie Europejskiego Szczytu Gospodarczego i o tym jak Paweł Piskorski polerował swoje laski.
Miasto zabite dechami

- To idiotyzm organizować szczyt w centrum miasta! Wchodzimy do Europy zabici dechami - gorączkowali się właściciele warszawskich sklepów. Takiego zamieszania jak podczas trzydniowego Europejskiego Szczytu Gospodarczego w kwietniu 2004 r. przez te ostatnie 20 lat nie było w naszym mieście. 700 głów państw, polityków i biznesmenów ulokowano w hotelu Sofitel-Victoria, który przypominał oblężoną twierdzę. Wytyczono zamknięte strefy bezpieczeństwa, w których mogli przebywać wyłącznie mieszkańcy, w Śródmieściu i na Polu Mokotowskim wprowadzono prohibicję, pracodawcy masowo dawali urlopy, nauczyciele wyjeżdżali z uczniami na zielone szkoły, zamarł handel.

Alterglobaliści organizowali swój antyszczyt. Właściciele sklepów, restauracji w obawie przed zamieszkami zamykali swoje interesy, a witryny obijali dyktą. Warszawa wyglądała tak, jakby miał za chwilę nadciągnąć huragan. Ci, którzy zostali w oblężonym mieście, ruszyli na ulice z aparatami fotograficznymi, bo widok szczelnie oklejonych płytami paździerzowymi, styropianem i blachą falistą sklepów był zupełnie wyjątkowy.

Demonstracja alterglobalistów przebiegła bardzo spokojnie. Przyłączyło się do niej wielu warszawiaków zmęczonych szczytem. Z dużym sentymentem wspominam, jak w słoneczny dzień 29 kwietnia przemaszerowaliśmy w kolorowym korowodzie od ronda Babka pod kancelarię premiera. Miasto było nasze!

Agnieszka Kowalska

Seksualny rekord z prezydenckim zakazem

Październik 2004 r. zapowiadał się ekscytująco. Emocje publiki miała rozpalić próba pobicia "seksualnego rekordu świata". Rekord z poprzedniego roku był już mocno wyśrubowany - Marianna Rokita w 2003 r. spółkowała w ciągu jednej doby aż z 759 mężczyznami. Pobić taki wyczyn? Wydawało się to niemożliwe.

Bicie rekordu miało być główna atrakcją targów erotycznych. Ale z targów, co sprawdził dociekliwy reporter "Stołka", wiało potworną nudą.

Na szczęście poziom temperatury podniósł ówczesny prezydent stolicy Lech Kaczyński. Najwyraźniej postanowił pomóc w promocji niszowej imprezy i bicia rekordu zakazał. Jego ludzie wertowali kodeksy i szukali przepisu, który mógłby być podstawą do odwołania imprezy. Aż doszli do wniosku, że bicie rekordu to impreza masowa (warunek: bierze w niej udział ponad 300 osób). A na nią trzeba mieć stosowne pozwolenie.

Miejscy urzędnicy interweniowali w tej sprawie w prokuraturze (zarzucali organizatorowi m.in. czerpanie korzyści z nierządu) i na policji. Ta ostatnia stale monitorowała teren targów gotowa wkroczyć, "jeśli dojdzie do naruszenia prawa".

- W biciu rekordu weźmie udział 200-250 osób - zapewniał rzecznik organizatora.

Wszyscy gubili się w domysłach, czy, a jeśli tak, to gdzie, odbędzie się impreza. Na targach? W prywatnym domu? A może w jakimś nocnym klubie?

Ale 10 października, wbrew zapowiedziom, rekordu nie pobito.

Stało się to niespełna dwa tygodnie później, już bez rozgłosu. Ani policjanci, ani urzędnicy mimo nieustannego "monitoringu sytuacji" nic o tym nie wiedzieli. Tytuł rekordzistki świata przypadł niejakiej Lisie Sparxxx. Wynik: 919.

Piotr Machajski

Laski Piskorskiego

- Polerowałem angielskie laski i sprzedawałem je z zyskiem - wyznał na początku dekady Paweł Piskorski. Chciał w ten sposób przekonać opinię społeczną o legalności swojego majątku.

Gdy w 2001 r. Paweł Piskorski zdobył w Warszawie mandat posła, okazało się, że należy do grupy najzamożniejszych polityków młodego pokolenia. Jako parlamentarzysta musiał ujawnić swój stan posiadania. Okazało się, że ma 300 tys. zł oszczędności, dwa mieszkania, wkład na budowę trzech kolejnych pod wynajem, 2 tys. akcji spółki Irena, kolekcje antyków, prawo do działki o powierzchni 2,4 ha, wkład żony na mieszkanie spółdzielcze. Dziennikarzom pytającym o źródła tak niebagatelnego majątku odpowiadał, że dorobił się go, grając na giełdzie i handlując antykami. Mimo apeli "Gazety" nie chciał jednak ujawnić finansowych transakcji.

Za to dużo opowiadał o korzystnym dla siebie handlu antykami. Wprawdzie nigdy nie parał się nim zawodowo, ale wywodził, że ma na tym polu liczne sukcesy. Fortunę miało mu zapewnić precyzyjne czyszczenie zabytkowych angielskich lasek - kupowanych w złym stanie i odsprzedawanych z zyskiem. Tu jednak, tak jak w przypadku giełdy, nie padły konkrety. Opinia publiczna nie dowiedziała się, od kogo laski były skupowane i kto je nabył.

Równie tajemniczo rysowała się inna transakcja. Na łamach "Gali" ujawnił, że we wczesnej młodości kupił od przygodnych handlarzy wory wypełnione książkami.

- Nie mieli pojęcia [sprzedawcy] o wartości tych książek - wspominał. - Kupiłem dwa worki. W środku znalazłem skarby: dziesięć pierwodruków Sienkiewicza z autografem autora, Krasickiego z początku XIX w., pierwsze wydanie "Ogniem i mieczem" z 1883 r. z dedykacją.

Gdy w 2006 r., gdy wydawało się, że nikt już nie pamięta o polerowaniu lasek, fortunie zarobionej na giełdzie i handlu antykami, wyszło na jaw, że europoseł Paweł Piskorski kupił setki hektarów ziemi w Zachodniopomorskiem, aby zarobić na jej zalesieniu. Tym razem władze Platformy nie chciały słuchać wyjaśnień i zmusiły go do opuszczenia szeregów partii.

fus

Weź udział w głosowaniu na symbol Warszawy



Podziel się

  • Dobry team ... moritani 13.01.10, 22:50

    Dobry team - Piskorski - olechowski. Co ich łaczy? Lubia kase, dwór i TV.»

Najnowsze wiadomości z Warszawy