Awantura o sutek Syrenki i wzór na tanie sikanie

red.
14.01.2010 aktualizacja: 2010-01-13 19:46
A A A Drukuj
Pani Krystyna mieszkała na dworcu i dostała w prezencie 41 tys. zł. Fot. Jacek Lagowski / AG
W tym tygodniu z okazji 20-lecia "Gazety Stołecznej" przypominamy może nie całkiem poważne, ale głośne historie, o których mówiła cała Warszawa. Dziś m.in. o Syrence z za bardzo odkrytym biustem, bezdomnej obsypanej pieniędzmi i wzorze na tanie toalety.
Awantura o sutek Syrenki

To było gorące lato! Po pierwsze, okazało się, że finał wyborów Miss Świata 2006 ma się odbyć w Warszawie. W Sali Kongresowej. Po drugie, plakat reklamujący to wydarzenie został spektakularnie ocenzurowany. Rafał Olbiński, znany artysta polski pracujący w Stanach Zjednoczonych, namalował Syrenkę z jedną nagą piersią. Czujnością wykazał się ówczesny dyrektor biura promocji miasta Tadeusz Deszkiewicz (PiS). Kazał Olbińskiemu zakryć syreni sutek szarfą z napisem: "Miss World". Tłumaczył, że gdyby Syrenka była całkiem rozebrana, to byłaby po prostu Syrenką. Gdyby była ubrana, to też w porządku. A z jednym opadającym ramiączkiem jest to mocno nacechowane erotycznie.

- Jestem już przyzwyczajony do cenzury - skwitował Rafał Olbiński. - Kiedyś na plakacie wystawy w Nowym Jorku wykorzystałem fragment obrazu "Narodziny Wenus" Botticellego. Jak wiadomo, Afrodyta ma tam jedną nagą pierś. Odezwały się protesty purytańskich środowisk. Obojętnie, czy to Botticelli, czy ja, kobiety nie powinny mieć sutków!

Varsavianista Jarosław Zieliński oburzał się: - Jesteśmy o krok od ubrania w biustonosz pomnika Syreny! Idiotyczna pruderia. Kto mógł na to wpaść? Wszak nawet herbowa Syrenka cały czas paraduje z odkrytym biustem.

Magdalena Dubrowska

Owc=P1x Stmc, czyli patent na tanie sikanie

W temacie miejskich toalet zmieniło się w ciągu ostatnich lat jedno: ich liczba na Starym Mieście wzrosła o połowę! Robi to wrażenie, ale tylko gdy nie wie się tego, że zamiast dwu publicznych oczek mamy ich trzy. Dlatego od lat przed letnim sezonem nad ogólnodostępnymi szaletami łamią sobie głowy urzędnicy i radni z każdej strony sceny politycznej.

Jeden z szaletowych projektów wtłoczyli trzy lata temu we wzór. Jedyny i niepowtarzalny: Owc=P1x Stmc. Miał zachęcić właścicieli restauracji, kawiarni i pubów do tego, by otwierali drzwi swoich toalet przed udręczonymi szukaniem ustronnego miejsca turystami i warszawiakami. Wzór pozwala na wyliczenie należnej za darmowe udostępnienie łazienki zniżki w czynszu.

Sam pomysł otwarcia łazienek w lokalach gastronomicznych dla turystów narodził się na długo przez wzorem. Już w 2002 r. urzędnicy ustalili, że przedsiębiorcy będą mieli obowiązek bezpłatnego przyjmowania wszystkich, którzy zapukają do nich za potrzebą. Tabliczki z informacją "WC dla turystów" były już gotowe, czekały tylko na powieszenie. Gdy pomysł władz Śródmieścia ujrzał światło dzienne, oburzeniu restauratorów nie było końca. Złościli się, przypominając, że to urzędnicy pozamieniali szalety w mieście na puby. Nie chcieli w eleganckich lokalach wycieczek uczniów przestępujących z nogi na nogę i zaglądających gościom w talerze. Krzyczeli, że woda w spłuczce kosztuje i sprzątanie toalety też. Tabliczki powędrowały do kosza.

Późniejszy wzór niby chwycił, ale jakoś słabo. Do programu klozetowego z WC-obniżką przystąpiło w Śródmieściu ledwie kilkunastu restauratorów.

Małgorzata Zubik

Walka ze złą energią

Nietypową metodę na dwóch bemowskich skrzyżowaniach zastosował Zarząd Dróg Miejskich. Jak pisaliśmy w 2002 r., z ofertą ich ochrony przed "obciążeniami geopatycznymi" zgłosił się radiesteta Lucjan Margol. Za 2,6 tys. zł drogowcy zamówili u niego tzw. odgromniki, które w 2007 r. umieszczono w pobliżu jezdni u zbiegu ul. Powstańców Śląskich z Radiową i kawałek dalej - z Wrocławską. - Nie wymagają żadnych nakładów i cokolwiek by to było, to jednak liczba wypadków się zmniejszyła. Zwłaszcza tych ze skutkiem śmiertelnym - podkreśla Urszula Nelken z biura prasowego ZDM.

I podaje, że na skrzyżowaniu z Radiową w 2006 r. samochody aż pięć razy najeżdżały na pieszych, zabijając trzech z nich. Z kolei przy Wrocławskiej w 2007 r. ("Ale jeszcze przed instalacją odgromników") były dwie ofiary śmiertelne. Dla porównania w zeszłym roku doszło już tylko do jednego wypadku przy Radiowej, zaś przy Wrocławskiej - samochód raz najechał na pieszego, poza tym było jedno zderzenie. - Statystyka potwierdza, że nie należy tego demontować - przekonuje Urszula Nelken. Zastrzega jednak, że więcej odgromników ZDM instalować nie będzie.

Kiedy informację o nich ponownie opublikowaliśmy pod koniec 2008 r., rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk wiarę w zabobony przypisał poprzednikom z PiS: "Zapewniam, że obecnie takie usługi nie są zamawiane, a drogowcy stosują bardziej przyziemne i sprawdzone metody poprawy bezpieczeństwa i drożności ulic" - stwierdził w liście do redakcji.

osa

Bezdomna obsypana pieniędzmi

Gdy 6 maja 2005 r. Krystyna Szczepaniak, bezdomna z Dworca Centralnego, obudziła się z nocnego snu, na jej posłaniu leżała papierowa koperta. Szczepaniak przez współtowarzyszy dworcowej niedoli zwana "Babcią" była pewna, że to kanapki. Tymczasem w kopercie z napisem "Dla ubogich" znajdowało się 205 banknotów 200-złotowych, czyli 41 tys. zł!

Żyjąca od kilkunastu lat w dworcowych korytarzach "Babcia", zamiast zakosztować beztroskiego życia, zaniosła pieniądze do kolejowego komisariatu. Osłupieli nie tylko inni bezdomni z Centralnego, ale też policjanci. Mundurowych jeszcze bardziej zaskoczyły efekty śledztwa - pieniądze były "czyste". Wcześniej gubiono się w domysłach, skąd się wzięły. Może to jakiś hazardzista podzielił się z bezdomną wygraną w kasynie hotelu Marriott? Albo jakiś rabuś, którego ruszyło sumienie po wielkim skoku? A może mafia sprawdza nowy sposób na pranie brudnych pieniędzy? Nie. Policja prześwietliła gotówkę i uznała, że ktoś (do dziś nie wiadomo kto) pani Krystynie te pieniądze podarował, więc należą do niej.

"Babcia" stała się gwiazdą mediów. Udzieliła dziesiątków wywiadów. Zainteresowali się nią urzędnicy i społecznicy. Wszyscy próbowali pomóc przekonani, że kasa w kopercie to dar od losu i trzeba go wykorzystać, by wyrwać się z bezdomności. Oferowali pomoc w wyrobieniu dokumentów, założeniu konta, załatwieniu mieszkania. Prezydent Lech Kaczyński polecił nawet umorzyć podatek od darowizny. Tymczasem "Babcia" zastanawiała się, co zrobić. Pieniądze czekały w policyjnym sejfie.

A jaki był finał tej historii? Krystyna Szczepaniak wybrała życie na dworcu. Policjanci z komisariatu kolejowego wciąż ją tam spotykają. Pieniędzy nie wzięła. Zgodnie z prawem przekazano je na rachunek skarbu państwa.

Piotr Machajski

Weź udział w głosowaniu na symbol Warszawy



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy