Wydarzenia, które zmieniły miasto: "Spieprzaj, dziadu"

red.
14.01.2010 aktualizacja: 2010-01-13 20:05
A A A Drukuj
18 listopada 2002 r. Zaprzysiężenie nowego prezydenta Lecha Kaczyńskiego Fot. S3awomir Kaminski / AG
  • Kolejka do Muzeum Powstania Warszawskiego
  • Impreza w klubie Piekarnia
Lech Kaczyński zaczął kampanię od słynnego "spieprzaj dziadu", ale potem skończył Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawiacy ruszyli do nowopowstałych supermarketów, a wieczorami odstresowywać się w nocnych klubach. Z okazji 20-lecia "Gazety Stołecznej" opisujemy jak zmieniała się Warszawa w ciągu ostatnich dwóch dekad.

Weź udział w głosowaniu na symbol Warszawy



Handel frontem do klienta

Wraz z budową centrów handlowych i z wejściem wielkich zachodnich sieci handlowych dokonała się rewolucja w stołecznym handlu. Ale nie od razu "mole" zbudowano.

Pierwszy supermarket w Polsce został otwarty tuż przed Bożym Narodzeniem w 1990 r. na Pradze-Południe przy ul. Ostrobramskiej 75. To była Billa reklamująca się hasłem: "Tanie lady". W nowym blaszaku typu "Big-box", który na lata wyznaczył trendy w branży, wrażenie robiła powierzchnia sprzedaży - "aż" 1 tys. m kw., osiem kas komuterowych. Pisaliśmy, że Billa "zatrudnia 30 pracowników i drugie tyle ochroniarzy". Kilogramowa paczka Wiener kaffee kosztowała wtedy 29 tys. 900 zł (ktoś jeszcze taką pije i pamięta?).

Potem było pierwsze polskie luksusowe centrum handlowe Panorama przy ul. Witosa (1993 r.) z pasażami na kilku piętrach, marmurami na posadzkach z Brazylii, Indii, Afryki, atrium pod szklanym dachem, spod którego spływała woda do oczka wodnego z mostkiem. Architekt Tadeusz Katner, współautor aranżacji wnętrz mówił: - Wnętrza pizzerii robiłem do późna w nocy. Myślałem, że jestem we Włoszech. Kiedy wychodziłem, robotnicy powiedzieli mi "do widzenia". Zdumiałem się, skąd znają polski. I nagle dotarło do mnie, że jestem w Warszawie.

Przez lata powstały niezliczone "Big-boksy" z super-i hipermarketami, przy których stopniowo pączkowały tzw. galerie z małymi sklepami. Pod koniec lat 90. rozpętała się prawdziwa bitwa zagranicznych koncernów na centra handlowo-rozrywkowe trzeciej generacji. Dlaczego wtedy? Bo dopiero w 1998 r. wydatki warszawianki/warszawiaka na żywność spadły poniżej 30 proc. W portfelu było więcej pieniędzy na markowe ciuchy, kino, rozrywkę.

Nowe standardy wyznaczyły otwarte w 2000 r. mniejsza Sadyba Best Mall z mutlipleksem, kręgielnią, food-courtem i kinem w projekcji 3D typu IMAX oraz Galeria Mokotów, która przebiła konkurenta skalą, doborem sklepów oraz fontanną. To już były mole z prawdziwego zdarzenia, z wielkimi parkingami, z rynkami i uliczkami pod dachem, setkami sklepów.

W Warszawie i okolicy (bo także np. z M1 Marki czy IKEA oraz Centrum handlowe Janki w Raszynie) w 20 lat powstało ponad 1,5 miliona m kw. nowoczesnych powierzchni handlowych.

Dariusz Bartoszewicz

Triumf Lecha

- Panie, spieprzaj pan! Spieprzaj, dziadu! - to bodaj najsłynniejszy cytat kampanii samorządowej w 2002 r. Wypowiedział je Lech Kaczyński. Kilka dni później został pierwszym wybranym bezpośrednio prezydentem Warszawy.

Obraźliwe słowa Lech Kaczyński, kandydat PiS na prezydenta, skierował pod adresem warszawiaka, który po spotkaniu wyborczym na Pradze-Północ nie chciał mu dać spokoju i wywodził, że politycy uciekają z partii do partii jak szczury. Po tym incydencie ulotnił się i mimo wysiłków dziennikarzy i oponentów politycznych Kaczyńskiego nie udało się ustalić jego tożsamości.

A Lech Kaczyński rozpoczął wielki marsz po władzę. Kilka dni później, 10 listopada 2002 r., w drugiej turze wyborów zagłosowało na niego 70,5 proc. warszawiaków. Społeczeństwo było zniecierpliwione doniesieniami o nadużyciach władzy, prywacie, korupcji. Lech Kaczyński obiecywał warszawiakom nowe otwarcie, deklarując walkę z przestępczością, korupcyjnymi układami i lokalnymi koteriami. Został pierwszym w powojennej historii prezydentem z bezpośrednim mandatem, a więc wyposażonym w kompetencje, o których jego poprzednicy wybierani przez radę miejską mogli tylko pomarzyć.

Do historii przeszedł jako prezydent, który doprowadził miasto do inwestycyjnej zapaści. Politycznie wykorzystał wyborczy triumf. Po fali czystek w ratuszu zatrudnił rzeszę zaufanych urzędników. Ratusz stał się kuźnią pisowskich kadr, które po wygranych przez PiS wyborach 2005 r. stały się fundamentem Kancelarii Prezydenta RP i rządu.

fus

Taniec, trans i złe oko selekcjonera

"Clubbing jest jak chodzenie po linie: gdy raz wejdziesz, musisz iść dalej. Narkotyki, alkohol, transowy taniec i przygodny seks stają się dla clubbingowca sensem istnienia" - donosiła "Marie Claire" w czerwcu 2003 r. w kuriozalnym reportażu z nocnego życia stolicy. Bo na przełomie wieków na Warszawę spadła jedenasta plaga egipska - clubbing.

W klubach skrojonych na zachodni wzór coraz częściej zaczęli występować didżeje. Przed wejściem ustawiały się kolejki. A wieczorna impreza stała się czymś więcej niż potańcówką, to było zjawisko społeczno-kulturalne. Na tyle interesujące, że brytyjski miesięcznik "The Face" wysłał do Polski swojego dziennikarza, by przyjrzał się temu, co dzieje się w Polsce. Równocześnie przez polską prasę i fora internetowe przetoczyła się cała dyskusja o tym, jak współczesna elektronika zmienia światową scenę muzyczną. Prasa kolorowa natomiast co rusz wyskakiwała z kolejnymi doniesieniami, przy których relacja z frontu w Afganistanie wygląda jak wizyta w Disneylandzie.

Po didżeju drugą postacią klubu stał się selekcjoner. To w jego rękach (raczej spojrzeniu) leżały losy setek imprezowiczów. Do klubów można było nie wejść z powodu obuwia (sportowego), nadużycia alkoholu lub fatalnych wyników sportowych - do historii stołecznego życia nocnego przeszła historia o tym, że do najważniejszego klubu nie wpuszczono polskiej reprezentacji piłkarskiej. Tego dnia przegrali mecz.

Podczas gdy młodzież oddawała się zabawie, starsi kręcili nosem, że clubbing to przecież nic nowego. Że tak na dobrą sprawę to obco brzmiące określenie na coś, co oni za młodu uprawiali, czyli maratońskie hulanki po lokalach. A jednak. Dzięki takim miejscom, jak Filtry, Trend, Piekarnia, CDQ, Klatka imprezowy pejzaż stolicy zmienił się na zawsze i dziś wyjście do klubu to rzecz równie naturalna, co wyjście do sklepu po kefir.

Łukasz Kamiński

Jedyne takie muzeum

Na to miejsce czekano kilkadziesiąt lat. Gdy w 2002 r. prezydentem Warszawy został Lech Kaczyński, budowa Muzeum Powstania Warszawskiego stała się dla władz stolicy priorytetem ważniejszym niż inne inwestycje. Jako miejsce wybrano byłą elektrownię tramwajową u zbiegu Grzybowskiej i Przyokopowej na Woli. Pierwszy fragment ekspozycji otwarto w 60. rocznicę Powstania. By ją zobaczyć, ludzie ustawiali się w długich kolejkach.

Wykańczanie muzeum trwało jeszcze długo, ale już przez pierwszy rok frekwencja sięgnęła 400 tys. zwiedzających. Każdy chciał przejść zrekonstruowanym kanałem i przyłożyć ucho do pulsującego obelisku emitującego odgłosy walczącej Warszawy. Multimedialna wystawa wciąż jest najnowocześniejsza w Polsce. Liczba zwiedzających zbliża się do 2,5 mln.

Swój sukces muzeum zawdzięcza nie tylko wystawie. Urządza konferencje historyczne, projekcje filmów i dyskusje o Warszawie. Organizuje gry miejskie, konkursy na komiks i malowanie murali przez znanych artystów. Wydaje książki i płyty. Przywróciło do życia podupadający warszawski fotoplastikon. Jest otwarte na nowe pomysły, dlatego przylgnęli do niego młodzi ludzie. W urządzonym na terenie muzeum Parku Wolności odbywają się rockowe i jazzowe koncerty, a w Sali Małego Powstańca - zabawy dla dzieci.

Trudno jednak nie zauważyć, że muzeum jest mocno upolitycznione. Realizuje politykę historyczną Prawa i Sprawiedliwości. Kultywuje mit Powstania jako heroicznego zrywu warszawiaków, unikając dyskusji nad jego sensem i ogromem ofiar.

tu

Przeczytaj także: 20-lecie Gazety Stołecznej



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy