Koniec ostrych dyżurów! Gips założą w każdym szpitalu

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
15.01.2010 aktualizacja: 2010-01-14 22:07
A A A Drukuj
Zakładanie gipsu w szpitalu Fot. Paweł Piotrowski / AG
Ze złamaną ręką nie będziemy już jeździć po mieście w poszukiwaniu specjalisty - pomocy musi nam udzielić najbliższy szpital. Od lutego znika grafik ostrych dyżurów urazowych.
SERWISY
Ogłosił to wczoraj wojewoda Jacek Kozłowski. Od 1 lutego wszystkie warszawskie szpitale mają przyjmować pacjentów urazowych przez 24 godziny. To dobra wiadomość dla chorych, którzy teraz muszą przejechać do dyżurującej lecznicy nawet przez całe miasto i odczekać kilka godzin w izbie przyjęć, bo pogotowie przywozi tam też poszkodowanych z wypadków.

Pod koniec grudnia wojewoda uznał, że grafik ostrych dyżurów się nie sprawdza i zaproponował, by z niego zrezygnować. Protestować zaczęli lekarze i konsultanci ds. ortopedii, podkreślając, że mają za mało sprzętu i ludzi. Jednak po serii spotkań ze specjalistami, dyrektorami lecznic i ich właścicielami ustalono, że grafik jednak od lutego zniknie. - Dzięki temu przywrócimy system zgodny z prawem - podkreśla Jacek Kozłowski. - Szpitale mają obowiązek pełnić 24-godzinny dyżur codziennie. To powinno ułatwić pracę pogotowiu. Karetki nie będą musiały pacjenta wieźć przez całe miasto do wyznaczonego szpitala, tylko do najbliższego. Gdyby okazało się, że nie ma w nim już miejsc, dyspozytor wskaże inny.

24-godzinne dyżury we wszystkich szpitalach to wygodniejszy system dla chorych, pod warunkiem że działa sprawnie. Gdy w ubiegłym roku w Warszawie zniknęły grafiki, zapanował chaos. To samo dzieje się teraz w Łodzi, gdzie od 1 stycznia nie ma grafika. Szpitale odsyłały chorych, tłumacząc, że nie mają miejsc. Wojewoda Kozłowski twierdzi, że w Warszawie będzie inaczej: - Chorych będzie przyjmować dziesięć szpitali, które mają oddziały urazowe. Żaden z nich nie będzie mocniej obciążony, bo wprowadziliśmy rejonizację.

Leszek Wójtowicz, dyrektor szpitala Czerniakowskiego, który dyżurował co niedzielę, uważa, że system zadziała. Liczy, że będzie mniej kosztowny niż jednodniowy dyżur, na który trafiało nawet 200 osób. - To kwestia organizacji pracy - mówi Wójtowicz. - U mnie w lutym w izbie przyjmować będzie jeden ortopeda, a drugi na oddziale. Trzeci będzie czekał pod telefonem.

Janusz Wyzgał, dyrektor szpitala przy Lindleya, nie podziela tego optymizmu. - Obawiam się, że na codzienne dyżury zabraknie nam lekarzy, anestezjologów i techników radiologii - mówi.

Aby zachęcić szpitale do przyjmowania pacjentów urazowych, NFZ rozważa podniesienie stawek za takie świadczenia.

Przeczytaj także: 2010 - to nie będzie dobry rok na chorowanie



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy