Przeczytaj pierwszy numer "Gazety Stołecznej"

Jerzy S. Majewski
16.01.2010 aktualizacja: 2010-01-15 20:41
A A A Drukuj
Fragment pierwszej strony pierwszego numeru
Otwierając oprawiony rocznik "Gazety Stołecznej" z 1990 r., ze zdziwienia przetarłem oczy. Sądziłem, że czegoś brakuje. Nie było ani artykułów, ani fotografii, ani nawet logo!
 1,52MB
1,52MB
 1,72MB
1,72MB
 1,33MB
1,33MB
 2,02MB
2,02MB
Dziś do "Gazety" dołączyliśmy reprint pierwszego wydania "Stołka" z 12 stycznia 1990 r. To zaledwie cztery strony druku, dziś trudnego w czytaniu. Pierwsza fotografia pojawi się dopiero 1 marca - przedstawia studentów, którzy na dziedzińcu gmachu KC PZPR urządzili happening, domagając się przekazania budynku na siedzibę Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Własne logo "Gazeta Stołeczna" dostanie w maju 1990 r.

- To była sama informacja - wspomina Nina Wojciechowska, szefowa "Stołka" przez pierwsze dwa lata. - Najpierw "Stołeczna" miała ukazywać się raz w tygodniu jako wkładka do "Wyborczej". Spodobała się i zaczęliśmy wydawać ją co trzy dni, potem co dwa, a wreszcie codziennie.

Wołowe z kością jest!

Na czterech stronach pierwszej "Stołecznej" znajdujemy: wykazy ważnych telefonów, dyżury szpitali, godziny otwarcia muzeów i galerii, program kin i teatrów, wiadomości o wypadkach w mieście, skażeniu powietrza, relacje z sądu, notowania cen artykułów spożywczych i samochodów z giełdy na Bemowie.

O wypadkach informowaliśmy wówczas tak: "O godzinie 10 fiat 125 potrącił na skrzyżowaniu Powsińskiej i Bonifacego Genowefę Rosińską, lat 75. Ranną przewieziono do szpitala przy Barskiej". Dziś nie publikujemy nazwisk ofiar wypadków - zakazuje tego ustawa o ochronie danych osobowych.

Porównywaliśmy też ceny wołowego z kością i bez, białego sera, kiełbasy krakowskiej itd. W Supersamie były inne niż w delikatesach przy placu Zbawiciela czy w samochodzie-sklepie zaparkowanym przy Czerniakowskiej. To była nowość po dziesięcioleciach jednakowych cen ustalanych przez państwo. Dziś dziwią też kwoty - nawet z czterema zerami. Obcięliśmy je dopiero w 1995 r. w czasie denominacji złotego.

Ale tych nowości było więcej. Po pierwsze, krakowska i wołowe bez kości w ogóle były. Po drugie, można je było kupić bez kolejki.

Sam Supersam - pierwszy wielki samoobsługowy sklep w Warszawie - został kilka lat temu wyburzony pod budowę biurowca. Zamiast delikatesów przy placu Zbawiciela jest m.in. Café Karma i restauracja wietnamska.

Z lektury "Stołka" wynika, że w 1990 r. seanse filmowe odbywały się w 27 kinach, zwykle jednosalowych. Do dziś przetrwało zaledwie kilka, np. przebudowane Atlantic i Femina. Kina Wiedza, Przyjaźń i Młoda Gwardia w Pałacu Kultury miały wkrótce zamienić się w dom towarowy BASS, by po latach ponownie służyć X muzie - już jako Kinoteka. Po budynkach Moskwy, Sawy czy Skarpy nie pozostał najmniejszy ślad.

Do dziś przetrwały za to niemal wszystkie teatry.

Firma zagraniczna szuka

Pasjonująca jest lektura ogłoszeń. Wyłania się z nich świat postpeerelowski, kiedy dobra dzieliły się na te z byłych krajów RWPG i te z Zachodu. "Telewizor zachodni, buty zjazdowe zachodnie" - czytamy w rubryce "Sprzedam".

Automobilowymi bohaterami ogłoszeń są maluchy, czyli fiaty 126p, duże fiaty - FSO 1500, syreny, radzieckie łady i zaporożce, czechosłowackie skody, jugosłowiańskie zastawy, rumuńskie dacie, ale też zachodnie fordy, mercedesy, ople, renault, toyoty. Na początku 1990 r. samochód używany był w Polsce wciąż droższy niż ten kupowany w fabryce. W PRL-u nowe auta nabywano na talony. Jedynym miejscem, gdzie samochód można było kupić od ręki, była giełda, którą na przełomie lat 80. i 90. przeniesiono na Bemowo, a potem wyprowadzono z Warszawy do Słomczyna, gdzie istnieje do dziś.

W rubryce "Praca" pracowników poszukują firmy i instytucje zagraniczne. Zwrot "firma zagraniczna" czy "firma z kapitałem zagranicznym" brzmiał wtedy magicznie.

W pierwszym "Stołku" reklamę wykupił Pewex, czyli Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego. W sklepach Pewexu można było kupić zagraniczne papierosy, kosmetyki, batoniki Mars, napoje gazowane w puszkach, spodnie lewisy i inne cuda. W 1990 r. Pewex zdawał się przeżywać złoty wiek. Zajął całe piętro domu towarowego Junior. Potem firma upadła - nie potrafiła konkurować w nowej rzeczywistości, w której złoty to też dewizy.

Lektura pierwszego numeru "Gazety Stołecznej" pokazuje, jak bardzo byliśmy wtedy biedni. Dziś nikt już nie szuka na stronach redakcyjnych gazet różnic w cenach kiełbasy. Piszemy o rozwoju miasta, nowych drogach, mostach i muzeach, podpowiadamy, jak ciekawie spędzać wolny czas. Tych 20 lat zdaje się dzielić światy oddalone od siebie o kosmiczną odległość.

Strona 1

Strona 2

Strona 3

Strona 4

Przeczytaj także: 20-lecie Gazety Stołecznej



Podziel się

  • nawet 4 zera! alik666 16.01.10, 11:55

    Dziś dziwią też kwoty - nawet z czterema zerami. Obcięliśmy je dopiero w1995 r. w czasie denominacji złotego.No, strasznie dziwią. Zwłaszcza gimnazjalistów i licealistów pisujących do »

  • Przeczytaj pierwszy numer "Gazety Stołecznej" ulanzalasem 16.01.10, 12:37

    "Lektura pierwszego numeru "Gazety Stołecznej" pokazuje, jak bardzo byliśmy wtedy biedni. Dziś nikt już nie szuka na stronach redakcyjnych gazet różnic w cenach kiełbasy." Idiotyzm »

  • Przeczytaj pierwszy numer "Gazety Stołecznej" wieczyslaw124 16.01.10, 12:40

    Swadzieściea lat temu.Jaki człek był naiwny i otumaniony.Leciał i kupował GW jak osioł.Dopiero powoli zaczął się orietować czyje to pismo i kto za nim stoi.Oszuści i kłamcy na czele z »

Najnowsze wiadomości z Warszawy