Kto uratuje zabytkowe groby - komitet się rozwiązał

Tomasz Urzykowski
19.01.2010 aktualizacja: 2010-01-18 20:59
A A A Drukuj
Jeden z grobowców na cmentarzu ewangelicko-augsburskim Fot. Jerzy Gumowski / AG
Przestaje istnieć jedna z najbardziej zasłużonych warszawskich organizacji ratujących pamiątki przeszłości. Społeczny Komitet Opieki nad Zabytkami Cmentarza Ewangelicko-Augsburskiego zdecydował o samorozwiązaniu. W jego ślady chce pójść komitet z Cmentarza Żydowskiego.
- Nasza działalność została sparaliżowana. Nadszedł czas, żeby ją zakończyć - oświadcza prezes Witold Straus.

Kierowany przez niego Społeczny Komitet Opieki nad Zabytkami Cmentarza Ewangelicko-Augsburskiego przez ponad ćwierć wieku odnowił ponad 280 pomników, nagrobków i kaplic na terenie luterańskiej nekropolii przy Młynarskiej. Oficjalnie powstał w 1984 r. i od początku wchodził w skład Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Nieformalnie działał jednak już wcześniej - od 1976 r. zajmował się inwentaryzacją zabytków cmentarza. Na wzór założonego przez Jerzego Waldorffa Społecznego Komitetu Opieki nad Starymi Powązkami zdobywał pieniądze na ratowanie najcenniejszych obiektów: organizował kwesty z udziałem znanych artystów, docierał do sponsorów, wydeptywał ścieżki do Ministerstwa Kultury i ratusza.

- Kiedy powoływaliśmy nasz komitet, władze preferowały organizacje społeczne. Właściciel cmentarza, czyli parafia, nie miał wtedy szans na uzyskanie dotacji z budżetu. Teraz wszystko się odwróciło. Dotacje przyznawane są wyłącznie właścicielowi. Społecznicy przestali być potrzebni - nie kryje żalu Witold Straus.

Do tej sytuacji doprowadziły dwa akty prawne: ustawa o ochronie zabytków z lipca 2003 r. (według niej odpowiedzialność za zabytek spoczywa na właścicielu) oraz uchwała Rady Warszawy z czerwca 2008 r. (miejskie dotacje na prace konserwatorskie należą się właścicielowi lub użytkownikowi zabytku).

- Jeszcze w 2008 r. mieliśmy pełnomocnictwo Parafii Ewangelicko-Augsburskiej do występowania w jej imieniu w sprawie cmentarza. W 2009 r. nawet o nie nie zabiegaliśmy, bo nie było sensu. Stołeczny konserwator nie chciał już z nami rozmawiać - mówi Witold Straus. - Zostaliśmy ubezwłasnowolnieni - dodaje jego zastępczyni Maria Chmiel.

Przepisy prawne to niejedyny powód rozwiązania komitetu. Społecznicy się starzeją, a nie zastępują ich młodzi. Relacje prezesa komitetu z parafią też nie były łatwe. Do tego doszły problemy z Towarzystwem Opieki nad Zabytkami. - Szukamy oszczędności i nie jesteśmy w stanie dalej utrzymywać obsługi administracyjnej komitetu, a prowadziliśmy całą jego księgowość - rozkłada ręce Ewa Siurawska, dyrektor biura zarządu głównego TOnZ.

Co dalej? Komitet ma działać do 31 marca, przekazując w tym czasie dokumenty i rozliczenia z ostatniej kwesty Parafii Ewangelicko-Augsburskiej św. Trójcy. Od początku kwietnia ratowanie zabytków cmentarza będzie już wyłącznie w jej gestii.

- Rada parafialna musi podjąć decyzję, czy powołać nowy komitet, czy też przyjąć jakąś inną formułę. Kwesty na pewno będą kontynuowane, a pomniki na cmentarzu nadal odnawiane. Ale zanim parafia "wejdzie w temat", trochę czasu upłynie - przyznaje Barbara Chmiel, która zasiada w radzie parafialnej.

- To już nie będzie to samo. Właściciel może mieć inną wizję opieki nad cmentarzem niż zaangażowani całym sercem społecznicy - twierdzi Ewa Siurawska.

Zakończenie działalności rozważa też Społeczny Komitet Opieki nad Cmentarzami i Zabytkami Kultury Żydowskiej w Polsce, który od 1981 r. odnawia zabytki nekropolii przy Okopowej. On też należy do TOnZ.

- W tej chwili urzędnicy rozmawiają tylko z właścicielem cmentarza - Gminą Żydowską. Nie potrzebują do tego pośrednika w postaci społecznego komitetu. Stałem się więc konsultantem gminy. Doradzam jej, które nagrobki wymagają pilnego remontu - mówi prezes komitetu Jan Jagielski.

Samorozwiązania nie planują za to dwa inne komitety: Powązkowski i Cmentarza Ewangelicko-Reformowanego. Oba działają jednak poza TOnZ.

- Nam przepisy prawa nie przeszkadzają. Zawieramy umowy z zarządem cmentarza i działamy w jego imieniu. Wykonujemy prace konserwatorskie za 700 tys. zł, z czego ponad połowa pochodzi ze środków publicznych - oznajmia Władysław Migacz, kierownik biura komitetu powązkowskiego.

Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy