Po wypadku na Narodowym: zginęli, bo nie znał języka?

mpw, kuch
19.01.2010 aktualizacja: 2010-01-19 14:31
A A A Drukuj
Styczeń 2010. Budowa Stadionu Narodowego. 8 stycznia 2010 Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
  • Slajd Państwowej Inspekcji Pracy. Po lewej prowizoryczne zapięcie zmontowane przez robotników, po prawej prawidłowe
Nieprawidłowe zawieszenie kosza transportowego - to główna przyczyna śmiertelnego wypadku na budowie Stadionu Narodowego w Warszawie. Robotnicy prowizorycznie zamontowali wadliwy kosz do żurawia, a wydał go im niemiecki magazynier, z którym prawdopodobnie nie mogli się porozumieć - ogłosiła dziś Państwowa Inspekcja Pracy.
Inspekcja Pracy wzięła po lupę budowę Stadionu Narodowego po tragedii, do której doszło 1 grudnia. Dwóch robotników spadło z 18 metrów w koszu zawieszonym na dźwigu. Jeden z nich zginął na miejscu, drugi zmarł kilka godzin później w szpitalu w trakcie operacji.

Jak ogłosił właśnie Tadeusz J. Zając, Główny Inspektor Pracy, kontrola wykazała, że winne zaniedbań i naruszeń łamania przepisów BHP są cztery osoby. Kosz, w którym spadli robotnicy, był nieprawidłowo zamontowany do żurawia. Zbyt mały był uchwyt, za pomocą którego powinien być przyczepiony. W związku z tym robotnicy sami prowizorycznie zaczepili kosz łańcuchami. Kontrola wykazała, że na budowie Stadionu Narodowego robiono tak już kilka razy wcześniej.

Kosz wydał niemiecki magazynier. Jedną z przyczyn wypadku mogła być bariera językowa. Magazynier nie mógł porozumieć się z robotnikami i ostrzec ich, że kosz nie nadaje się do montażu do żurawia. Inne zaniedbanie to brak na budowie tzw. hakowego. To osoba, odróżniająca się czerwonym kaskiem i kamizelką. To hakowy odpowiada za montaż ładunków do dźwigów. Ponieważ go nie było, robotnicy zamontowali kosz sami. Inspekcja Pracy skierowała zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez operatora dźwigu. Nie powinien on podnieść ładunku bez akceptacji "hakowego". Zrobił to, gdy robotnic dali mu znak, że wszystko jest w porządku.

Kontrolerzy PIP nałożyli też 10 mandatów (na łączną sumę 15,5 tys. zł) na innych robotników, którzy byli świadkami nieprawidłowości i nie zgłosili tego kierownictwu. Skierowano też trzy wnioski do sądów grodzkich. M.in. przeciw prezesowi firmy dostarczającej żurawie i prezesowi firmy z Włocławka, która jako podwykonawca odpowiadała za pracę w tej części budowy.

Stadion buduje konsorcjum firm Alpinie-Hydrobudowa Polska-PBG. Wydało ono dziś stanowisko w sprawie kontroli. Wyraża w nim ubolewanie z powodu śmierci pracowników i zgadza się wynikami kontroli wskazującymi na błąd ludzki. Nie zgadza się natomiast z zarzutem braku nadzoru nad podwykonawcami. W stanowisku konsorcjum twierdzi, że podwykonawcy podpisują pisemne oświadczenia, w których gwarantują oni, iż wszyscy zatrudnieni przez nich pracownicy posiadają odpowiednie uprawnienia, aktualne badania lekarskie i są odpowiednio przeszkoleni w zakresie BHP. - Faktycznie konsorcjum wybrało podwykonawców cieszących się dobrą renomą, ale błąd polega na tym, że nie weryfikowało ich oświadczeń - powiedział dziś Tadeusz J. Zając, Główny Inspektor Pracy.

Zobacz jak rośnie Stadion Narodowy



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy