Śmiertelny łańcuch błędów na Stadionie Narodowym

Michał Wojtczuk, piot
20.01.2010 aktualizacja: 2010-01-20 08:42
A A A Drukuj
Styczeń 2010. Budowa Stadionu Narodowego. 8 stycznia 2010 Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
  • Slajd Państwowej Inspekcji Pracy. Po lewej prowizoryczne zapięcie zmontowane przez robotników, po prawej prawidłowe
Do grudniowej tragedii na budowie Stadionu Narodowego, w której zginęło dwóch robotników doszło w wyniku piramidy "rażących, elementarnych błędów" i braku właściwego nadzoru - ogłosił wczoraj główny inspektor pracy.
- Stadion Narodowy to ogromna inwestycja, której plac budowy zajmuje 25 hektarów. Normalnie tego typu inwestycja powinna trwać trzy lata, ale ponieważ jest potrzebna na mistrzostwa Europy, musi powstać w dwa lata. Tak przyspieszone tempo wymusiło wprowadzenie na budowę stadionu już ponad stu firm podwykonawczych. Kluczowy stał się nadzór nad nimi. Zawiódł - mówił podczas wtorkowej konferencji Wiesław Bakałarz, ekspert Państwowej Inspekcji Pracy. Inspekcja zbadała okoliczności, które doprowadziły do tego, że 1 grudnia na budowie stadionu doszło do tragicznego wypadku: z wysokości 18 metrów spadł podnoszony przez żurawia kosz, w którym znajdowało się dwóch robotników. Jeden z nich zginął na miejscu, drugi w szpitalu, w wyniku poniesionych obrażeń.

Błąd na błędzie

Z ustaleń inspekcji pracy wynika, że na budowie panował bałagan, a przy operacji, podczas której wykorzystywany był kosz, popełniono całą serię błędów. Po pierwsze, kosz nie nadawał się do podczepienia pod żuraw - ostatnie ogniwo łańcucha na którym wisiał, było za wąskie i nie wchodziło na hak żurawia. Robotnicy włocławskiej firmy PPW Safety (nazwa firmy po angielsku oznacza "bezpieczeństwo") przyczepili kosz prowizorycznie, wykorzystując łańcuchy, które miały uszkodzone karabińczyki. W ogóle nie powinni do kosza wsiadać, bo nie mieli badań lekarskich dopuszczających ich do pracy na wysokości. Przypinanie kosza powinien nadzorować majster, ale nie było go i robotnicy zrobili to na własną rękę. Operacji nie nadzorował też tzw. hakowy - robotnik odpowiedzialny za prawidłowe podczepienie ładunku do żurawia, którego na placu budowy widać z daleka, bo nosi czerwoną kamizelkę i kask.

- To zastanawiające. Pracodawca o ogromnym doświadczeniu (tzn. firma Alpine Bud przewodząca konsorcjum firm budujących Stadion Narodowy - red.) toleruje niewykwalifikowanych robotników. Prace bez hakowego, bez zaświadczeń lekarskich? - zdumiewał się Tadeusz J. Zając, główny inspektor pracy..

Skoro sygnału do podniesienia ładunku nie dała osoba ubrana w taki kask, operator dźwigu nie powinien go posłuchać. Dźwig w ogóle zresztą nie powinien podnosić kosza, bo żaden z żurawi dostarczonych przez gdańską firmę Żuraw Grohman nie został dopuszczony przez Urząd Dozoru Technicznego do przenoszenia takiego ładunku. I to pomimo faktu, że o takim obowiązku czarno na białym napisano w instrukcji obsługi kosza. - Ten kosz wcześniej przez kilka tygodni używany był w innych sekcjach placu budowy, podnoszony przez kilka innych dźwigów, wszędzie mocowano go w ten sam prowizoryczny sposób. Wszędzie mogło dojść do analogicznej tragedii - podkreślał Wiesław Bakalarski. - Wielu robotników mogło zasygnalizować, że pracują na sprzęcie nie dysponującym odpowiednimi uzgodnieniami. Dlaczego nikt nie przerwał tego łańcucha błędów? Kosza poza tym w ogóle nie powinien wydać magazynier. Była to osoba niemieckiego pochodzenia, a 99 proc. robotników nie zna niemieckiego. Prawdopodobnie nie mogli się porozumieć - dodał ekspert PIP.

Grzywny, mandaty, upomnienia

- Bezpośrednią przyczyną wypadku był błąd ludzki. Ubolewamy z powodu śmierci dwóch pracowników. Nie zgadzamy się z brakiem właściwego nadzoru, od wszystkich podwykonawców żądaliśmy pisemnych oświadczeń, w których gwarantowali, że wszyscy zatrudnieni przez nich pracownicy posiadają odpowiednie uprawnienia, aktualne badania lekarskie i są odpowiednio przeszkoleni w zakresie BHP - mówi Karolina Szydłowska, rzecznik konsorcjum wykonawców. Przyznaje jednak, że konsorcjum przestaje ufać takim deklaracjom podwykonawców i od teraz będzie sprawdzać, czy są one zgodne z rzeczywistością. Dodaje, że wszyscy magazynierzy zostali surowo upomniani, by nie wydawali sprzętu bez wszystkich niezbędnych uzgodnień.

Na wniosek inspekcji sąd grodzki nałożył w sumie 13 tys. zł grzywien na majstra, który powinien nadzorować przyczepianie kosza, a także na prezesów firmy Żuraw Grohman i PPW Safety. - Jesteśmy głęboko poruszeni faktem zaistnienia tragicznego wypadku, w wyniku którego śmierć poniosły dwie osoby. Nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, czemu operator żurawia - osoba posiadająca wszelkie wymagane uprawnienia i odpowiednio przeszkolona - podjął decyzję o podniesieniu kosza z osobami w środku mimo istnienia szeregu uchybień - napisała w oświadczeniu firma Żuraw Grohman. Zarząd tej firmy podkreśla, że umowa z generalnym wykonawcą stadionu nie przewidywała żadnych usług wykonywanych z koszy do transportu osób, a o fakcie prowadzenia takich prac nikt spółki nie informował. Firma podkreśla, że operator żurawia ma prawo odmówić wykonania poleceń kierownictwa budowy i osób oddelegowanych, jeżeli uzna, że zagrażają one bezpieczeństwu lub są niezgodne z przepisami. Operator feralnego dźwigu stracił uprawnienia do kierowania żurawiem. Państwowa Inspekcja Pracy skierowała ponadto do prokuratury zawiadomienie w sprawie podejrzenia popełnienia przez niego przestępstwa. Nie dotarło ono jeszcze do południowopraskich prokuratorów, którzy na razie prowadzą śledztwo "w sprawie", a nie "przeciwko", co oznacza, że nikomu jeszcze nie postawiła zarzutów.

- Gromadzimy dokumentację. Na razie dysponujemy kopia dokumentacji pokontrolnej z Państwowej Inspekcji Pracy, protokołem z sekcji zwłok oraz opinią z nadzoru budowlanego, z której wynika, że był to zwykły wypadek na budowie, nie zaś katastrofa budowlana - informuje prok. Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Śledczy czekają jeszcze na informację z urzędu dozoru technicznego, który bada stan dźwigu oraz wyniki wewnętrznej kontroli, którą prowadzi generalny wykonawca Stadionu Narodowego.

Inspekcja ukarała 10 robotników "otrzeźwiającymi" mandatami na łączną kwotę 15,5 tys. zł za to, że wiedzieli o problemach z koszem i dźwigami, ale nie zareagowali na nie.

- 8 lutego zaczynają się naprawdę trudne prace nad wznoszeniem stalowej konstrukcji Stadionu Narodowego. Będziemy bardzo uważnie obserwować budowę, zintesyfikujemy kontrole - zapowiada Tadeusz J. Zając.

Zobacz jak rośnie Stadion Narodowy



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy