Gazu nie ma, ludzie koczują w urzędzie

Grzegorz Lisicki
21.01.2010 aktualizacja: 2010-01-21 09:53
A A A Drukuj
Protestujący mieszkańcy w siedzibie ZGN Fot. Jan Zamoyski / Agencja Gazeta
- Zostajemy tu, głodówka trwa - mówią ludzie koczujący w urzędzie przy ul. Szwoleżerów. - Swojej decyzji nie zmienię - odpowiada im dyrektorka okupowanego od wtorkowego poranka śródmiejskiego Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami.
Ludzie koczują w urzędzie, bo nie chcą się zgodzić, by w ich trzech domach przy ul. 29 Listopada odłączono gaz. We wtorek protest w urzędzie zaczęło 40 osób, noc na parterze budynku spędziło około 20. Wczoraj rano jedna z kobiet zasłabła, przyjechało do niej pogotowie.

Ogłosili głodówkę, bo chcą odciąć im gaz

Przed godz. 9 mieszkańcy ponownie spotkali się z Małgorzatą Mazur, dyrektorką okupowanego przez nich ZGN. Spotkanie zakończyło się niczym - ZGN nie zrezygnuje z planowanego na 20 lutego wyłączenia gazu w budynkach 10a, 12 i 14.

Wczoraj w hallu ZGN koczowało na materacach i krzesłach około dziesięciu osób. - Na noc będzie nas więcej. Głodówka trwa! Żądamy pozostawienia gazu na cztery miesiące - powtarzają twardo mieszkańcy trzech zbuntowanych bloków komunalnych.

- Nie mogę czekać na wybuch gazu i tragedię - Małgorzata Mazur nie ustępuje. Pokazuje protokoły corocznych kontroli instalacji gazowej budynku o numerze 10a. - Na 55 lokali w 14 stwierdzono usterki: nieszczelna instalacja gazowa, brak osłony przeciw korozji, rurka zbyt blisko gniazdka elektrycznego. W sierpniu zabezpieczono tu wiele przecieków - wyjaśnia.

- Ale niżej inspektor napisał, że instalację można warunkowo dopuścić do użytkowania.

- Tak, ale kto ją będzie co chwila kontrolował? - odpowiada pani dyrektor.

Kłopoty z gazem mieszkańcy mają od sierpnia, gdy ZGN zlecił całościową wymianę rurek skręcanych na spawane. - Okazało się, że nie ma czego wymieniać, bo w tych budynkach gazu po prostu być nie może. W wielu lokalach brak przewodów kominowych, a istniejące bywają zawalone gruzem. Zbyt mała kubatura, czyli zawartość powietrza w lokalu. Powinny być 63 m sześc., a jest 14. To grozi zaczadzeniem, gdy czteropalnikowa kuchenka spali tlen - tłumaczy dyrektorka.

Mieszkańcy opowiadają, że wiele usterek naprawili na swój koszt. ZGN nie chce ich uwzględnić, bo mieszkańcy nie mają tytułu prawnego do lokali komunalnych - tu gospodarzem jest miasto. - Jest mi żal koczujących, to ludzie, którzy nie powinni mieszkać w takich warunkach i wśród marginesu, który głównie zasiedla te bloki - mówi Małgorzata Mazur. Opowiada (co potwierdzają mieszkańcy), że plagą są np. podpalenia w piwnicach, co przy ulatniającym się gazie stwarza śmiertelne zagrożenie.

Tyle że dostarczone przez ZGN kuchenki elektryczne mają małą moc - szklanka wody gotuje się ponad 20 minut. To z powodu zbyt małej mocy dostarczanej do budynków przez Stoen. O jej zwiększenie urząd wystąpił dopiero 30 grudnia, choć o wyłączeniu gazu w blokach mówiło się już w sierpniu.

- Szacujemy, że moc zostanie podłączona pod koniec czerwca - mówi dyrektorka. Potem mieszkańcy będą mogli kupić silniejsze kuchenki. A co do czerwca? - Muszą się przemęczyć - rozkłada ręce Małgorzata Mazur. Wieczorem koczujących odwiedzili inspektorzy nadzoru budowlanego, którzy zapowiedzieli dodatkowe kontrole w blokach.

Na noc w ZGN zostało 14 osób.

Komentarz: Po pierwsze, rozmawiać
Urzędnicy włożyli sporo wysiłku w to, żeby zmobilizować lokatorów z budynków przy ul. 29 Listopada do strajku w obronie gazowych kuchenek.
Skargi lokatorów zaczęły się od tego, że nikt im nie powiedział, o co chodzi. Gdyby urzędnicy wzięli się do sprawy inaczej, to pewnie dziś nie mieliby w swoich biurach niechcianych gości ze śpiworami. Trzeba było najpierw spotkać się z mieszkańcami, pokazać opinie fachowców i wyjaśnić, co im grozi, jeśli gaz będzie dalej płynął do budynków. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie dyskutuje z pogotowiem gazowym, jeśli przyjedzie zakręcić kurek z gazem, który się ulatnia.
Można było wytłumaczyć, jak poradzi sobie instalacja elektryczna obciążona dziesiątkami kuchenek elektrycznych. Wyliczyć, ile będzie ich kosztował prąd, gdy zaczną go używać do gotowania. To przecież ważne, skoro niemal co piąty nie płacił za gaz.
Urzędnicy zrobili po swojemu. Zaczęli od tego, że kupili turystyczne kuchenki elektryczne i poradzili ludziom, żeby wodę na makaron gotowali w czajniku, jeśli długo nie mogą doczekać się wrzątku.
Lekko przychodzą takie rady zza biurka. W końcu to urzędnicy mają władzę. Doświadczyła jej jedna z lokatorek, która wspomina, jak w administracji przywitano ją słowami: "O, menele się zbuntowali".
Małgorzata Zubik



Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce

Przeczytaj także: Lokatorzy rozpoczęli głodówkę - bo chcą im odciąć gaz



Podziel się

  • Zamiast naprawić instalację gazową - wyłączyć ją. w.i.l 21.01.10, 12:24

    To dla ZGN znacznie, znacznie taniej.Zamiast remontować budynki - opróżnić je a ludzi pod most.To tez dla ZGN znacznie, znacznie taniej.Ci mieszkańcy to ofiary bandytyzmu społecznego »

  • Gazu nie ma, ludzie koczują w urzędzie robot_humano 21.01.10, 12:59

    § 172. 1. Warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie:Maksymalne, łączne obciążenie cieplne przypadające na 1 m3 kubatury, służące do określania wymaganej »

  • Gazu nie ma, ludzie koczują w urzędzie m0cna 21.01.10, 15:30

    Ale jeśli doszłoby do wybuchu gazu (jakich już wiele było), to zaraz podniósłby się lament o nieudacznikach-urzędnikach.Tymczasowo faktycznie można użyć butli, a docelowo uzdatnić instalację»

Najnowsze wiadomości z Warszawy