Będę bronił Juliusza Fucika - był patronem mojej szkoły

G. Gójski
21.01.2010 aktualizacja: 2010-01-21 19:04
A A A Drukuj
Mieszkańcy, którzy lubią Fucika (od lewej): Zdzisław Tobota, Adam Krynicki, Mirosława Karpińska, Katarzyna Jagusztyn,
Waldemar Rutkowski, Wiesław Kluczkowski, Tomasz Kluczkowski, Andrzej Karpiński fot. Bartosz Bobkowski / AG
List czytelnika "Gazety" z Marysina Wawerskiego po informacjach o planach zdekomunizowania ul. Fueika na Sadybie.
Nigdy nie przypuszczałem, że raz jeszcze będę występował w obronie pamięci Juliusza Fueika. Właściwie zrobiłem to tylko raz, na forum mojej podstawówki, kiedy w dyskusjach o zmianie patrona pojawiały się zdania, że Fueik był komunistycznym i nazistowskim agentem.

Szkoła nr 195 w Marysinie Wawerskim, której byłem uczniem, nosiła bowiem imię Fucika [dziś Króla Maciusia]. W holu szkoły na drewnianym cokole stała w gablocie jego głowa. Miała obłupany nos, ten brak nigdy nie został uzupełniony. Przed cokołem stały polska i czechosłowacka wówczas flaga. Wzorowi uczniowie mogli zaś liczyć na otrzymanie nagrody patrona. Ich zdjęcia umieszczano w odpowiedniej gablocie. Rozczarowaniem moich ośmiu lat w szkole było to, że nigdy nie odwiedziła nas żona patrona, choć jej wizyta była co i rusz zapowiadana. Niejako na pociechę odwiedził nas za to czeski archeolog z prelekcją. Nie przeczytałem też "Pamiętnika spod szubienicy" Fucika, który był mi polecany przez nauczycielki i bibliotekarki. Prawdopodobnie nie była to po prostu lektura dla 12-latka.

Pamiętam też jednak zdanie umieszczone za cokołem: "Ludzie kochałem was, bądźcie czujni". To zdanie mi się podobało. I być może dlatego postanowiłem lata później znaleźć odpowiedź na pytanie, czy naprawdę niegdysiejszy bohater okazał się kimś zupełnie innym.

Informacje, jakie znalazłem, nie pozwoliły na uzyskanie jednoznacznego obrazu. Z jednej strony Fucik popierał to, co działo się w ZSRR, z drugiej okazał się czeskim patriotą. A później to nazwisko: Roland Friesler. Czołowy nazistowski "sędzia", który na śmierć posłał m.in. rodzeństwo Schollów, członków "Białej róży", jednej z niewielu komórek oporu w III Rzeszy. On też wysłał na śmierć Juliusza Fucika.

Potem też te wszystkie parki i pomniki jego imienia. W Czechach, w byłej NRD, ale też na cmentarzu Ohlendorf w zachodnioniemieckim Hamburgu. Tam zdanie Fucika umieszczone jest na pomniku członków ruchu oporu.

I jakkolwiek nie znalazłem jednoznacznej oceny tej postaci, to nie sądzę, żeby agenci byli upamiętniani w podobny sposób. Książki agentów nie są też tłumaczone na 88 języków, jak to się stało w przypadku pamiętników Fucika. Jeśli już agenci giną, to raczej bez rozgłosu i nie zajmuje się nimi czołowy sędzia reżimu nazistowskiego.

Fucik zostawił więc ślad w europejskiej historii. Ślad, który aż się prosi o stawianie dalszych pytań. Ulica w Warszawie może do tego zachęcać. I dlatego moim zdaniem powinna zostać pod taką nazwą, jaka teraz jest.

Notabene: ambasada Czech (do dziś jest w Pradze park Juliusa Fucika!) powinna zająć jakieś stanowisko. Albo może mieszkańcy powinni wystosować jakieś pytanie?

Przeczytaj także: Ulica Fucika czy Fiucika? Ta nazwa nas ośmiesza



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy