Ptasi Azyl przepełniony. Zima daje się we znaki ptakom

Grzegorz Lisicki
28.01.2010 aktualizacja: 2010-01-27 20:30
A A A Drukuj
Magdalena Zadrąg i przywiezione do Azylu łabędzie Fot. Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Kończy się miejsce w ptasim azylu. Rannych i zmarzniętych ptaków wciąż przybywa. Dopóki Wisła jest zamarznięta nie można ich wypuścić. - Ale żadnemu nie odmówimy pomocy - zastrzegają pracownicy zoo.
SERWISY
W ptasim azylu wita nas przeraźliwy krzyk jastrzębicy Weny. Ma powody, by obawiać się niespodziewanych gości - kto wie, czy nie zechcą odebrać jej kości kurczaka, z której zakrzywiony dziób odrywa kawałki surowego mięsa.

Po chwili odwiedzamy salę, gdzie przygotowuje się posiłki dla ptaków. Przy stole Aleksandra Teperek patroszy białego szczura, który stanie się pokarmem jednego z jej podopiecznych.

W azylu przebywa kilkadziesiąt małych i dużych ptaków. Wiele przywozi z miasta ekopatrol straży miejskiej. Wczoraj strażnicy uratowali gołębia i mewę, która przymarzła do lodu przy ul. Kondratowicza. Problemem są duże ptaki wodne, np. łabędzie - w ostatnim tygodniu do azylu trafiło ich aż 19.

- Kończy nam się miejsce - ostrzega dyrektor zoo dr Andrzej Kruszewicz. Rzeczywiście, ptaki mają ciasno - w zagrodzie w przedpokoju woliery tłoczy się pięć łabędzi. Tylko jeden z nich jest biały - reszta ma szarobrązowe pióra, a jeden jest żółty. - Te szare są młode, dwuletnie, ten żółty jest żółty od urodzenia - wyjaśnia Magdalena Zadrąg, biolog z azylu.

W wolierze mieszka kilkanaście kolejnych łabędzi. Oprócz tego są kaczki, gołębie, fruwają sójka i sroka. Po słomie przechadza się też mieszkający w azylu od miesiąca kogut Kuroczan. - Przywieźli go z ulicy. Obecnie szuka domu, w którym nie jego ugotują na rosół - mówi pani Magdalena.

W wolierze ciasno, więc ptaki kłócą się i przepychają.

Kiedy jest ciepło, zdrowe i odchowane ptaki straż odwozi nad Wisłę. - Teraz nie możemy ich wypuścić, bo rzeka jest zamarznięta i sobie nie poradzą - wyjaśnia weterynarz Agnieszka Czujkowska kierująca azylem.

- Ale nie możemy ptakom odmówić pomocy. Dla każdego znajdziemy jakiś kąt - obiecuje.

Gdy zauważymy, że jakiś ptak dziwnie się zachowuje - trzyma z boku, ma nienaturalnie nastroszone pióra - zadzwońmy pod 986 (straż miejska) albo sami przywieźmy do azylu. Z azylem można skontaktować się mailem (azyl@zaoo.waw.pl) i tak dostać poradę.

Znalezionego ptaka należy najpierw rozgrzać w domu, w tekturowym pudełku. - Byle z dala od grzejnika, bo ptak może dostać zapaści. Gdy trafi do nas, otrzyma na początek tylko picie, później lekkostrawny pokarm, a dopiero później normalne jedzenie. Zostanie też odrobaczony, być może dostanie antybiotyki - mówi Agnieszka Czujkowska. Później trafi do woliery, gdzie ponownie oswoi się z lataniem, potem zostanie uwolniony.

- Ludzie zauważają zazwyczaj tylko te duże ptaki. A w tak mroźną zimę małych ptaków umiera bardzo dużo. To wielka strata dla przyrody. Każdy, kto od jajka wychował choć jednego ptaka, wie, jaki to jest wysiłek. Taki sam wysiłek podejmuje przyroda - podkreśla pani doktor.

Przeczytaj także: Te koty będą bardzo groźne. Zobacz zdjęcia jaguarów



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy