Po co Drzewiecki podpiera się "Stołeczną"?

Michał Wojtczuk
28.01.2010 aktualizacja: 2010-01-28 20:16
A A A Drukuj
Tak miało wyglądać otoczenie Stadionu Narodowego według jednego z projektów. Budynek stojący najbliżej niego to hala sportowa, wokół miało być pełno zieleni, zamiast której może być żużel Fot. mat. inwestora
Były minister sportu dowodził w czwartek przed komisją śledczą, że mój tekst z kwietnia 2009 r. potwierdzał słuszność decyzji o wycofaniu się z budowy hali obok Stadionu Narodowego i korekt w ustawie o dopłatach do gier hazardowych. Czyżby?
W przemowie do posłów Mirosław Drzewiecki przypomniał: w pierwotnej wersji uzasadnienia tej ustawy była mowa o tym, że dopłaty mają pójść na drugi etap Narodowego Centrum Sportu. Chodzi m.in. o halę widowiskową na 15-20 tys. osób od strony al. Zielenieckiej. Bez niej w stolicy nie można zorganizować porządnej imprezy sportowej, targowej, kongresu ani koncertu. Mimo to były minister sportu zrezygnował z tej inwestycji w czerwcu 2009 r. „Bo na przełomie marca i kwietnia 2009 r. prezes Totalizatora Sportowego Sławomir Dudziński poinformował mnie o planach inwestycyjnych dotyczących budowy hali widowiskowo-sportowej na terenie Wyścigów Konnych na Służewcu. Informacja ta pojawia się również w artykule red. Wojtczuka w »Gazecie Stołecznej « z dnia 14 kwietnia 2009 r.” - podał Drzewiecki.

Przemilczał jednak, że decyzję Ministerstwa Sportu o wycofaniu się z budowy hali sportowej obok Stadionu Narodowego uznaliśmy w tym tekście za dziwną. Mirosław Drzewiecki motywował ją bowiem bardzo mglistą inwestycją Totalizatora. Nawet rzecznik tej spółki Piotr Gawron przyznał nam wtedy: "Mówimy o bardzo wstępnych przymiarkach. Nie ma mowy o żadnych terminach. Co więcej, jeżeli analitycy dojdą do wniosku, że hala mogłaby odbierać widzów podstawowemu biznesowi, jakim przez 30 lat będą wyścigi konne, nie będziemy jej budować". Powoływanie się na plany Totalizatora było więc jedynie pretekstem. Tym bardziej że - jak podkreślaliśmy w tekście wspomnianym przez Mirosława Drzewieckiego - zainteresowanie ministerstwa budową obok stadionu zawsze było, łagodnie mówiąc, letnie.

Resort, którym kierował, nigdy nie podpisał umowy z pracownią architektoniczną Dawos, zwycięzcą konkursu na opracowanie planu zagospodarowania okolic Stadionu Narodowego. To ułatwiłoby przygotowanie inwestycji, a więc i znalezienie prywatnych inwestorów. Po drugie, Ministerstwo Sportu chłodno potraktowało nawet ofertę miejskich urzędników zainteresowanych wspólnym przygotowaniem budowy hali przy al. Zielenieckiej. - W partnerstwie publiczno-prywatnym zbudowalibyśmy ją szybciej i bez użycia publicznych pieniędzy. Proponowaliśmy ministerstwu współpracę. Bez odpowiedzi - żalił się wiceprezydent miasta Jarosław Kochaniak w tekście "Gazety", który nie wiadomo po co przywołał wczoraj Drzewiecki.

Przeczytaj także: Nie będzie hali przy Stadionie Narodowym?



Podziel się

  • Re: Drzewiecki na komisji powołał się na tekst ze rydzyk_fizyk 28.01.10, 13:37

    Jakieś "fatum" wisi nad gruntami obok Stadionu X-lecia.Najpierw HGW robiła jakieś korowody by tam nie budowano Stadionu Narodowego apotem ktoś chce wyrwać chociaż kawałek na cele komercyjne.»

Najnowsze wiadomości z Warszawy