Poznaniak, którego zarajcowała Warszawa
29.01.2010
aktualizacja: 2010-08-11 18:50
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Zarajcowała mnie Warszawa. Wycinałem fotografie Warszawy z czasopisma "Stolica" i wklejałem do albumu. Strasznie chciałem tu przyjechać. Działała na mnie magia bohaterskiego miasta. No i tu było wszystko. Biznes, układy, media. Czułem, że powinienem być właśnie tu. I wreszcie jestem - mówi Wojciech Hoffman, lider poznańskiego heavymatelowego zespołu Turbo, który zamieszkał w Warszawie.
Alex Kłoś: Turbo to sztandarowa poznańska kapela rockowa. A tymczasem ty od roku mieszkasz na Kabatach.
Wojciech Hoffman: Chciałem mieszkać w Warszawie już od dziecka. W latach 60. pokochałem rock and rolla, modelarstwo kolejowe i właśnie Warszawę. W końcu spełniłem swoje marzenie. Jednak cały czas jestem związany z Turbo. Ja mieszkam w Warszawie, a koledzy w Poznaniu. Na szczęście łączy nas "niepełna" autostrada, no i mamy też komputery oraz telefony komórkowe. Próby odbywają się nadal w Poznaniu.
Nadal chce ci się hałasować?
- Chce to mało powiedziane. Kapela, po trzydziestu latach działania, ma znów dobry czas - wydaliśmy nową płytę "Strażnik światła".
Jak to się stało, że pokochałeś Warszawę. Byłeś tu na wakacjach?
- Nic z tych rzeczy. W latach 60., gdy byłem w podstawówce, zwyczajowo styczeń był miesiącem odbudowy Warszawy. Wpłacaliśmy aluminiowe pięć złotych na ten szlachetny cel. Robiliśmy też albumy, do których wklejaliśmy zdjęcia. Ja kupowałem czasopismo "Stolica". Wycinałem z niego fotografie, wklejałem, podpisywałem. Patrzyłem na nie przez cały czas. Na piękną przedwojenną architekturę. Na nowoczesne budowle. To było czymś wyjątkowym. Strasznie chciałem tu przyjechać, popatrzyć na Warszawę, a najlepiej w niej zamieszkać.
Kiedy przyjechałeś po raz pierwszy?
- W lipcu 1974 r., gdy obchodzono XXX-lecie PRL-u. W Warce odbywał się zlot Związku Socjalistycznej Młodzieży Polski. Nie należałem do tej organizacji, ale przyjechaliśmy do Warki z naszym amatorskim zespołem Hot Project. Wieczorami grywaliśmy koncerty. Bardzo chciałem zobaczyć Warszawę i defiladę, która się miała odbyć na placu Zwycięstwa. Wyskoczyliśmy z Warki do Warszawy. Zrobiłem dużo zdjęć, m.in. Gierka i Breżniewa jadących czarną czajką. Spacerowałem po Starym Mieście. Po raz pierwszy piłem coca-colę.
Jaką atmosferę miała wtedy dla ciebie Warszawa?
- Dostałem strasznego kopa. Miałem 19 lat i czułem, że oddycham tu innym powietrzem. Strasznie mnie to rajcowało. Czułem, że powinienem być właśnie tu. Bo tu się wszystko dzieje. Po latach znów poczułem coś takiego, gdy po raz pierwszy przyleciałem do Nowego Jorku. A Warszawa miała do tego jeszcze swoją niezwykłą historię. Wojenną legendę bohaterskiego miasta. To była magia, która działała.
Kiedy zetknąłeś się z muzykami z Warszawy?
- W 1977 r. na warsztatach jazzowych w Remoncie. Mieliśmy zajęcia z saksofonistami Ptaszynem Wróblewskim i Tomaszem Szukalskim. Spaliśmy w akademiku. Łaziłem po mieście i znów czułem się genialnie.
Skoro tak, dlaczego nie przeprowadziłeś się do Warszawy?
- Szczerze? Jedynym powodem było to, że byłem mocno związany z rodziną. Poza tym grałem w Poznaniu w zawodowym zespole Heam. Rok później przyjechaliśmy z Heamem do Warszawy na dwa miesiące. Graliśmy próby w Stodole przed trasą po ZSRR, na której mieliśmy wystąpić z Haliną Frąckowiak. Stodoła nic się praktycznie od tamtych czasów nie zmieniła.
Jacy byli warszawscy rockmani?
- Poznałem Zbyszka Hołdysa. Trochę dziwak, silna osobowość i charyzma. W Hybrydach graliśmy na koncercie poświęconym pamięci Jimiego Hendriksa. Zobaczyłem Zefira, gitarową legendę Warszawy. Nigdy nie widziałem w Polsce nikogo, kto by tak wymiatał na gitarze. No ale wróciłem do Poznania. Za chwilę wybuchł polski rock. Mój zespół nazywał się już Turbo. W 1983 r. wydaliśmy płytę "Dorosłe dzieci". Tytułowy kawałek stał się przebojem. Byliśmy jedną z gwiazd tzw. Muzyki Młodej Generacji. Ale nikt z dziennikarzy muzycznych się nami nie interesował. Graliśmy za szybko i za ostro.
Dawaliście ostro czadu. Polska pokochała jednak wolniejsze i bardziej hardrockowe TSA.
- A ja zrobiłem błąd, że się nie przeniosłem wtedy do Warszawy.
Wojciech Hoffman: Chciałem mieszkać w Warszawie już od dziecka. W latach 60. pokochałem rock and rolla, modelarstwo kolejowe i właśnie Warszawę. W końcu spełniłem swoje marzenie. Jednak cały czas jestem związany z Turbo. Ja mieszkam w Warszawie, a koledzy w Poznaniu. Na szczęście łączy nas "niepełna" autostrada, no i mamy też komputery oraz telefony komórkowe. Próby odbywają się nadal w Poznaniu.
Nadal chce ci się hałasować?
- Chce to mało powiedziane. Kapela, po trzydziestu latach działania, ma znów dobry czas - wydaliśmy nową płytę "Strażnik światła".
Jak to się stało, że pokochałeś Warszawę. Byłeś tu na wakacjach?
- Nic z tych rzeczy. W latach 60., gdy byłem w podstawówce, zwyczajowo styczeń był miesiącem odbudowy Warszawy. Wpłacaliśmy aluminiowe pięć złotych na ten szlachetny cel. Robiliśmy też albumy, do których wklejaliśmy zdjęcia. Ja kupowałem czasopismo "Stolica". Wycinałem z niego fotografie, wklejałem, podpisywałem. Patrzyłem na nie przez cały czas. Na piękną przedwojenną architekturę. Na nowoczesne budowle. To było czymś wyjątkowym. Strasznie chciałem tu przyjechać, popatrzyć na Warszawę, a najlepiej w niej zamieszkać.
Kiedy przyjechałeś po raz pierwszy?
- W lipcu 1974 r., gdy obchodzono XXX-lecie PRL-u. W Warce odbywał się zlot Związku Socjalistycznej Młodzieży Polski. Nie należałem do tej organizacji, ale przyjechaliśmy do Warki z naszym amatorskim zespołem Hot Project. Wieczorami grywaliśmy koncerty. Bardzo chciałem zobaczyć Warszawę i defiladę, która się miała odbyć na placu Zwycięstwa. Wyskoczyliśmy z Warki do Warszawy. Zrobiłem dużo zdjęć, m.in. Gierka i Breżniewa jadących czarną czajką. Spacerowałem po Starym Mieście. Po raz pierwszy piłem coca-colę.
Jaką atmosferę miała wtedy dla ciebie Warszawa?
- Dostałem strasznego kopa. Miałem 19 lat i czułem, że oddycham tu innym powietrzem. Strasznie mnie to rajcowało. Czułem, że powinienem być właśnie tu. Bo tu się wszystko dzieje. Po latach znów poczułem coś takiego, gdy po raz pierwszy przyleciałem do Nowego Jorku. A Warszawa miała do tego jeszcze swoją niezwykłą historię. Wojenną legendę bohaterskiego miasta. To była magia, która działała.
Kiedy zetknąłeś się z muzykami z Warszawy?
- W 1977 r. na warsztatach jazzowych w Remoncie. Mieliśmy zajęcia z saksofonistami Ptaszynem Wróblewskim i Tomaszem Szukalskim. Spaliśmy w akademiku. Łaziłem po mieście i znów czułem się genialnie.
Skoro tak, dlaczego nie przeprowadziłeś się do Warszawy?
- Szczerze? Jedynym powodem było to, że byłem mocno związany z rodziną. Poza tym grałem w Poznaniu w zawodowym zespole Heam. Rok później przyjechaliśmy z Heamem do Warszawy na dwa miesiące. Graliśmy próby w Stodole przed trasą po ZSRR, na której mieliśmy wystąpić z Haliną Frąckowiak. Stodoła nic się praktycznie od tamtych czasów nie zmieniła.
Jacy byli warszawscy rockmani?
- Poznałem Zbyszka Hołdysa. Trochę dziwak, silna osobowość i charyzma. W Hybrydach graliśmy na koncercie poświęconym pamięci Jimiego Hendriksa. Zobaczyłem Zefira, gitarową legendę Warszawy. Nigdy nie widziałem w Polsce nikogo, kto by tak wymiatał na gitarze. No ale wróciłem do Poznania. Za chwilę wybuchł polski rock. Mój zespół nazywał się już Turbo. W 1983 r. wydaliśmy płytę "Dorosłe dzieci". Tytułowy kawałek stał się przebojem. Byliśmy jedną z gwiazd tzw. Muzyki Młodej Generacji. Ale nikt z dziennikarzy muzycznych się nami nie interesował. Graliśmy za szybko i za ostro.
Dawaliście ostro czadu. Polska pokochała jednak wolniejsze i bardziej hardrockowe TSA.
- A ja zrobiłem błąd, że się nie przeniosłem wtedy do Warszawy.
1
2
następne »
-
Re: Poznaniak, którego zarajcowała Warszawa
janci0
29.01.10, 11:55
Bo niektórzy narzekając na miasto narzekają na swoje życie i tyle. Niektórymjest ciężko z nosem przy ziemi w zatłoczonych ulicach, gdzie każdy idzie w swojąstronę. Ja kocham moje miasto. »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


