Jak zmieniać Pragę? Dzielnica w prestiżowym konkursie

Dariusz Bartoszewicz
29.01.2010 aktualizacja: 2010-08-11 18:49
A A A Drukuj
Prażanie układają z przygotowanych
elementów swoją ul. Wileńską marzeń
(w miejscu zburzonej już parowozowni
chcieli mieć Teatr/Kino).
Taką makietę wystawili latem
architekci Marlena i Marek
Happachowie oraz Dominika
Tomaszewska. Projekt zdobył w międzynarodowym konkursie Europan II nagrodę fot. Europan
  • A gdyby tak na jeszcze nieotynkowanym i szarym podwórku
urządzić ogródek warzywny? To jedna
z wielu propozycji małych, punktowych działań w rejonie ul. Wileńskiej. Proponuje je hiszpańsko-brytyjski zespół architektów z pracowni M.MAS.A (www.mmasa.net). Zdobyli I nagrodę. Znów chcą przyjechać do Warszawy. Marzą, by zrealizować choć część pomysłów
Kamienice do remontu, podwórka też. Ale jak przekształcić rejon ul. Wileńskiej w przyjazny "pokój dzienny mieszkańców dzielnicy", a nie w "sztywniacki salon"? - Zmiany trzeba planować z prażanami - radzą architekci
SERWISY
- Zmiany trzeba planować z prażanami - radzą architekci. A prażanie nie chcą komercji! Marzą o placach zabaw, basenie, lodowisku, bibliotece, mediatece, domu kultury itp.

Takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych przez młodych warszawskich architektów na praskim bruku. Kilka dni temu w Dessau odebrali II nagrodę w międzynarodowym konkursie Europan (więcej na www.europan.com.pl ) za pomysł zmian na 6,7 hektara w rejonie Wileńskiej między Targową a Konopacką.

- Na Pradze jest zagłębie modnych klubów i galerii. Przybysze czerpią z malowniczości dzielnicy, ale mało dają w zamian. Głównie hałas i samochody - uważa Marlena Happach, architekt.

Lansiarze z lewego brzegu za Wisłę jeżdżą głównie taksówkami. W praskie podwórka nieoswojone przez artystów i złotą młodzież boją się wejść. Bo można dostać fangę w nos.

- Trzy dni rozstawialiśmy na desce wielką makietę na rogu Wileńskiej i Inżynierskiej. Były modele wszystkich istniejących kamienic i bloków w okolicy. Przechodnie mogli dokładać swoje klocki-marzenia np. park, dom kultury, pasaż. Nagle podszedł muskularnie zbudowany pan w siatkowej podkoszulce na ramiączkach, z łańcuchem na szyi i mówi: "Żona narzeka, że tu jest za mało placów zabaw" - wspomina pracę w terenie pani Marlena.

Za każdym razem, kiedy grupa ludzi zbudowała z klocków nową wizję ul. Wileńskiej, urbanistyczna układanka dostawała numer porządkowy i była utrwalana aparatem fotograficznym zawieszonym nad ich głowami. Dopiero po zgromadzeniu takiego materiału architekci zaprojektowali ten rejon miasta.

- Nic nie wiedziałam o Europanie - nie kryje burmistrz Pragi-Północ Jolanta Kaczorowska. - Fajnie byłoby się spotkać z tymi architektami. Jesteśmy otwarci na pomysły. Dostaliśmy z miasta 17 mln zł, które musimy wykorzystać w tym roku na remont kamienic. Część pieniędzy można przeznaczyć na Wileńską - proponuje Elżbieta Kowalska-Kobus, przewodnicząca rady dzielnicy.

Jak zmienić Pragę Północ?

Trzeba zmienić Pragę, ale nie tak, by wypchnąć z niej dotychczasowych mieszkańców. W co inwestować, by "tubylcy" zostali, a "przybysze" poczuli się jak w domu? Wiedzą Szkoci, Hiszpanie, warszawiacy

Podpowiedź przyniósł Europan. To konkurs, w którym startują architekci i urbaniści, którzy mają mniej niż 40 lat. Pod lupę wzięli m.in. kawałek warszawskiej Pragi ( www.europan.com.pl ).

- W tej edycji wystartowało 19 krajów z Europy, projektanci mieli do wyboru kilkadziesiąt różnych lokalizacji. Jedną z nich była ul. Wileńska z przyległościami. Warszawa bierze udział w Europanie po raz drugi - przypomina architekt Hubert Trammer, członek jury konkursowego.

Tłumaczy, jakie były założenia. Jeśli salonem miasta jest Krakowskie Przedmieście, to ul. Wileńską należało potraktować jako zwykły "pokój dzienny Pragi-Północ". W tej dzielnicy można już bowiem obserwować, jak za winklem czai się, ale nie zbir z gazrurką tylko tzw. gentryfikacja. - Na świecie przebiega ona tak. Jest zakazana dzielnica. Wprowadzają się artyści, bo tanio. Oswajają ją. Zła dzielnica staje się modna, atrakcyjna dla bogatych, dlatego biednych mieszkańców wypycha się w jakieś inne miejsce. Tego należy uniknąć - przekonuje Trammer.

Rady Szkotów i Hiszpanów

Może dlatego tak spodobała się praca brytyjsko-hiszpańskiej pracowni Mmasa Studio, która zdobyła pierwszą nagrodę. Architekci nie "nobilitują na siłę", w rejonie Wileńskiej proponują drobne zmiany, które mają zachodzić stopniowo, by poprawiać przestrzeń i warunki życia mieszkańców. Planiści wskazują, gdzie dostawić ławkę, rozświetlić mrok lampą. Podpowiadają, że na podwórku można urządzić ogródek z warzywami, a na murze namalować umowną bramkę, by rozegrać lokalne Euro.

- Po odbiór głównej nagrody przyjechali do Essen m.in. Michael Cooke i Stuart Mackellar ze Szkocji. Opowiedzieli nam, że znają Warszawę, bo w sumie kilkudziesięciu studentów z Uniwersytetu Edynburskiego przez dwa lata zajmowało się naszym miastem pod kierunkiem prof. Marka Dorriana. Obiecałam, że będę ich reklamować, bo mało kto o tym wie. Chcą przyjechać już w marcu. Liczą, że coś z tych pomysłów uda się zrealizować - mówi architekt Marzena Happach. Jej zespół (z Dominiką Tomaszewską i Markiem Happachem) zdobył drugą nagrodę.

Konkurs, który współorganizuje stołeczne Biuro Architektury i Planowania Przestrzennego, jest słabo nagłośniony. - Bo to świeża sprawa - broni się Tomasz Zemła, wicedyrektor biura. - Nagrody warszawskie wręczałem w Dessau tydzień temu. Plon tego konkursu poświęconego Pradze chcemy pokazać na wystawie "Plany na przyszłość", być może także w urzędzie czy na planszach przy Wileńskiej. Przygotujemy też katalog - zapowiada.

Wicedyrektor Zemła jest zaskoczony "zdumiewającą świeżością pomysłów". Ceni sobie te nagrodzone pierwszą nagrodą, bo jej autorzy nie proponują nierealnych i gigantycznych inwestycji. Przypomina: - Praga staje się modna. Przestrzeń trzeba porządkować i urządzać, ale wciąż myśleć o dotychczasowych mieszkańcach dzielnicy i o tym, by czuli się nadal jak u siebie w domu.

Słuchać ludzi na ulicy

- Jestem zwolenniczką bezpośredniej partycypacji w projektowaniu. Trzy dni staliśmy na Wileńskiej i zbieraliśmy opinie. Emocji nie brakowało. Jak tylko rozstawiliśmy naszą makietę z kamienicami i blokami, od razu podeszło trzech lokalnych rozrabiaków i wywrócili nam ją do góry nogami. Ale szybko przechodnie i okoliczni mieszkańcy zaczęli ją naprawiać, a potem z nami dyskutować - wspomina Marlena Happach.

Większość przepytanych osób (podzielonych na trzy grupy: mieszkańców, tzw. bywalców i tylko pracujących w tym rejonie) preferuje inwestycje o funkcjach publicznych, społecznych (a nie komercyjnych) oraz zieleń. Prażanie i przechodnie marzyli np., że w zburzonej parowozowni zagości Teatr Tańca. Zamiast tego będą nowe bloki. Mieszkańcy przychylnie patrzą też na akademiki czy hostele, bo w takich inwestycjach widzą możliwość zarobku.

- Stojąc na ulicy z makietą, wzbudziliśmy w mieszkańcach ogromne nadzieje. Odzew był ogromny. Podkreślaliśmy, że to opracowanie na potrzeby konkursu. A oni dopytywali: czy coś z tego uda się zrealizować? - mówi Marlena.

Samorządowcy wcale tego nie wykluczają. Praga-Północ dostała z ratusza ok. 17 mln zł na remonty kamienic tylko w 2010 r. - Początkowo mówiło się, że to w związku z Euro 2012 i chodzi o okolice Stadionu Narodowego. Ale te pieniądze i remonty chcemy rozłożyć na całą dzielnicę - mówi "Gazecie" Elżbieta Kowalska-Kobus, przewodnicząca rady Pragi-Północ.

Zapowiada też urządzenie kilku placów zabaw. I chce jak najszybciej zapoznać się z plonem Europanu dotyczącym okolic Wileńskiej.

Przeczytaj także: Guma znów stoi na Stalowej. Promocja menela czy sztuka?



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy