Kinami zajmie się fachowiec. Czy uchroni je przed plajtą?

Dominika Olszewska, Jan Fusiecki
30.01.2010 aktualizacja: 2010-01-29 21:15
A A A Drukuj
Max Film rozebrał kino Praha w 2005 r. i postawił w jego miejscu niedochodowy multipleks z siedzibą władz Mazowsza Fot. Jerzy Gumowski / AG
Lech Jaworski nie jest już szefem Max-Filmu. Działacza Platformy Obywatelskiej zastąpił menedżer spoza świata polityki. Ma uratować samorządową spółkę i jej liczne kina przed bankructwem.
SERWISY
Max-Film, spółka należąca w całości do samorządu Mazowsza, uwłaszczyła się na gigantycznym majątku. Należą do niej najpopularniejsze warszawskie kina oraz ok. 20 innych na terenie Polski. Dziś jest na skraju upadku. By podreperować skąpe dochody, władze spółki sprzedały najatrakcyjniejsze budynki. Pod młotek poszły kina Relaks, Skarpa i Wars. Pieniądze już dawno zostały przejedzone. A na tym, co spółce w Warszawie zostało (Wisła, Luna, NoveKino Praha), nie da się zarobić kwot pozwalających na spłatę gigantycznych długów. Max-Film rządzony przez partyjnych nominatów (głównie z PSL i PO) i przez nich kontrolowany zdecydował się bowiem na budowę dwóch wielosalowych kin w Płocku i Siedlcach za pochodzące głównie z kredytów 55 mln zł. Inwestycje okazały się niewypałem. Na władze województwa padł więc blady strach, bo w kasie spółki dramatycznie zaczęło brakować pieniędzy.

Dlatego zarząd Mazowsza zdecydował się na zmianę prezesa Max-Filmu. Lecha Jaworskiego, czołowego działacza warszawskiej PO, zastąpił Paweł Doktór, absolwent Politechniki Warszawskiej i wydziału zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. W przeszłości był wieloletnim dyrektorem finansowym w koncernie Axel Springer. - Jestem menedżerem, nigdy nie należałem do żadnej partii. Od rady nadzorczej Max-Filmu dostałem zadanie wyprowadzenia tej spółki na prostą i obietnicę, że będę wolny od nacisków politycznych - mówi Paweł Doktór.

- Postawiliśmy na fachowca. Mamy nadzieję, że opanuje sytuację finansową spółki, która, delikatnie mówiąc, nie jest najlepsza - potwierdza wicemarszałek Mazowsza Ludwik Rakowski (PO).

Lech Jaworski kierował Max-Filmem od końca 2007 r. Twierdzi, że posadę opuścił z ulgą. - Zarządzanie tą spółką było koszmarem - mówi. - Zastałem w niej szereg szalonych decyzji moich poprzedników. Szybko zorientowałem się, że projekt budowy kin w Płocku i Siedlcach był z ekonomicznego punktu widzenia absurdalny - wyjaśnia.

Jego zdaniem w ostatnim roku udało się uratować wizerunek firmy. - Utrzymałem kino Luna z jego artystycznym repertuarem zorientowanym na kino europejskie - podkreśla. Zapewnia, że opracował też strategię gospodarczą pozwalającą na zachowanie płynności finansowej, korzystnie sprzedał kino Apollo w Lublinie. Jednak nie mógł dogadać się z kierowanym przez Adama Struzika (PSL) zarządem Mazowsza.

- Władze Mazowsza bardzo liczą na nowego szefa MaxFilmu. Ale cudów nie ma. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że spółka może zbankrutować - przyznaje urzędnik urzędu marszałkowskiego. - Wtedy będzie tragedia.

Najlepsze koncerty i imprezy w Warszawie



Zrób to w Warszawie

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy