Morze latawców nad Zegrzem

Dominika Olszewska
01.02.2010 aktualizacja: 2010-08-11 18:51
A A A Drukuj
Kitesurfing na Zalewie Zegrzyńskim Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
  • Kitesurfing na Zalewie Zegrzyńskim
  • Informatyczka Agata Szczytnicka przyjechała z kolegą Darkiem i półrocznym psem Borsukiem. Właśnie pomaga podnieść latawiec
  • Kitesurfing na Zalewie Zegrzyńskim
  • Kitesurfing na Zalewie Zegrzyńskim
Zimą zalew to miejsce magiczne. Przyjeżdżam tu w każdej wolnej chwili. Gdy mój latawiec łapie wiatr, a ja zaczynam sunąć po lodzie, czuję, że żyję - mówi Paulina Ziółkowska, instruktorka kitesurfingu, którą spotkaliśmy w sobotę rano na zmarzniętym jeziorze Zegrzyńskim. Zobacz zdjęcia.
Zalew Zegrzyński zamarza każdego roku. Jednak bardzo rzadko na tak długo. Tej zimy wielkie lodowisko zrobiło się już na początku stycznia. Od kilku tygodni w weekendy ściągają więc tu tłumy miłośników sportów zimowych, przede wszystkim snowkitingu, czyli zimowej odmiany kitesurfingu. Polega to na tym, że narciarz lub snowboardzista jest ciągnięty przez przyczepiony do bioder latawiec.

W sobotę niebo nad zamarzniętym jeziorem znów było usłane kolorowymi latawcami. Na jeziorze zobaczyliśmy Agatę Szczytnicką, informatyczkę i zapaloną narciarkę. Przyjechała tu z kolegą Darkiem i psem Borsukiem. - Mnie taka mroźna zima okropnie cieszy. W tym roku po latach przerwy zaczęłam szusować na nartach z napędem na latawiec. To najlepszy sposób na stres - stwierdziła.

Paulina Ziółkowska od sześciu lat uczy w szkole Aloha w porcie Nieporęt. W sobotę przyjechała nad zalew z grupą przyjaciół, którzy tak jak ona uprawiają kitesurfing i snowkiting. Szybko wyjęli z auta deski snowboardowe, latawce i ruszyli na środek jeziora.

Pani Paulina na lodzie rozłożyła swój zielony latawiec. Uruchomiła ręczną pompkę i nadmuchała tzw. tuby latawca, które usztywniają konstrukcję i nadają mu półokrągły kształt. Na biodra jednym ruchem założyła uprząż, do której przyczepiła latawiec. Ta uprząż umożliwia swobodne sterowanie latawcem. - Dla mnie ten sport to całe życie - mówiła, poprawiając linki przy uprzęży.

Nagle zerwał się wiatr. Pani Paulina dała sygnał koleżance Katarzynie, która poderwała latawiec. Paulina Ziółkowska pociągnęła liny na uprzęży. Latawiec w jednej chwili nadął się i złapał wiatr. Wtedy kobieta zaczęła sunąć śniegu. Błyskawicznie nabrała prędkości i po chwili była już na drugiej części jeziora.

Po powrocie powiedziała: - To niepowtarzalne momenty. Jestem tylko ja i śnieg. Gdy adrenalina zaczyna krążyć we krwi, wpadam w trans. Nic nie sprawia mi takiej frajdy jak ten sport. To wciąga jak narkotyk. Każdy, kto spróbuje, nie może potem przestać.

Przeczytaj także: Nocna jazda na nasypie kolejowym przy PKP Powiśle



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy