Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo nie powstanie
01.02.2010
aktualizacja: 2010-08-11 18:51
Fot.Tomasz Wiech / AG
Do środka wchodziłoby się przez mózg. Potem wędrowalibyśmy przez różne organy. Tak mogłoby wyglądać nowoczesne muzeum medycyny w Warszawie. Niestety, na razie to tylko marzenia
ZOBACZ TAKŻE
- Dyrektor CSW o Muzeum Historii Polski - surowa ocena (27-01-10, 10:00)
- Meble z zabytkowej apteki trafiły do Muzeum Farmacji (28-09-11, 12:00)
- Pierwsze taka instytucja w Polsce: Muzeum kapelanów (15-09-10, 10:00)
- Eksponaty muzealne jak narzędzia tortur [ZDJĘCIA] (13-08-10, 10:00)
- Stolica ma więcej kołtunów niż Kraków. A się nie chwali (12-05-10, 10:00)
- Zjazd egzorcystów: jak wypędzić szatana z opętanego (12-02-10, 09:00)
- Sprawdź ile czasu trzeba czekać w kolejce na badania (08-02-10, 11:00)
- Muzeum Literatury do remontu (02-02-10, 20:33)
- Dramatu nie było. Ostre dyżury w szpitalach działają (02-02-10, 10:00)
- Parowozy z Muzeum Kolejnictwa odjadą na Bielany? (02-02-10, 08:00)
- Ostatnia szansa dla dyrektora Muzeum Kolejnictwa (01-02-10, 09:00)
- Historia Polski, czyli bój o muzeum (19-01-10, 09:00)
- Co będzie w otoczeniu muzeum na pl. Defilad? (13-01-10, 11:08)
- Są pieniądze na muzeum w Palmirach (27-01-10, 13:00)
SERWISY
O budowę muzeum Polskie Towarzystwo Lekarskie stara się od ponad 30 lat. Walkę o nie rozpoczynał na początku lat 80. prof. Jerzy Woy-Woyciechowski, ortopeda i kompozytor, prezes Towarzystwa.
- Nie chodzi nam o muzeum z gablotami i preparatami w formalinie, ale prawdziwie nowoczesną placówkę. Coś na miarę Centrum Nauki "Kopernik". Miejsce, gdzie odbywałyby się zajęcia dla uczniów, studentów medycyny, farmacji, dyskusje z etyki itd. - mówi dr Krzysztof Królikowski, inicjator projektu, i szkicuje budynek.
Na kilku piętrach znajdowałyby się sale niejako prowadzące zwiedzających przez ludzki organizm. - Zaczynamy od mózgu i neurologii. Potem wspinamy się do oka, zaglądamy do płuc, serca, przełyku, wchodzimy do narządów płciowych i kości - wylicza.
Byłyby sale historyczne, m.in. mieszkanie Marii Skłodowskiej-Curie, sala dawnego Szpitala Ujazdowskiego oraz szpitala z Powstania Warszawskiego.
Gdzie indziej na modelach można by uczestniczyć w skomplikowanych operacjach. Byłaby też sala szpitalnego oddziału ratunkowego. - Tu każdy mógłby nauczyć się zasad udzielania pierwszej pomocy - opowiada dr Królikowski. - W sali poświęconej najdonioślejszym odkryciom medycznym od lat 50. XX w. do dziś znalazłby się wielki, laserowy schemat DNA.
Niestety, pomimo starań Towarzystwa muzeum to wciąż marzenie ściętej głowy. - Nie mamy nawet lokalizacji. Szukamy jej po całej Warszawie - skarży się Krzysztof Królikowski.
Dr Królikowski pokazuje gruby plik pism i listów wysyłanych m.in. przez prof. Jerzego Woy-Woyciechowskiego do polityków różnych opcji, kolejnych prezydentów stolicy, samorządowców. - Właściwie wszyscy są za. Ale jak przychodzi co do czego, nie ma żadnych konkretów. Brakuje chyba woli politycznej - mówi.
Jeszcze niedawno namiastką muzeum medycyny był zbiór stworzony przez prof. Zbigniewa Garnuszewskiego, ojca polskiej akupunktury, w szpitalu przy Kasprzaka. Garnuszewski zmarł w 1998 r. Zbiór uległ rozproszeniu - część eksponatów trafiła do Muzeum Historii Medycyny w Szczecinie, część do Głównej Biblioteki Lekarskiej w dawnym pawilonie chirurgicznym Szpitala Ujazdowskiego.
Dr Królikowski załamuje ręce. - Dziś nawet ta cenna część w GBL może ulec rozproszeniu, gdyż władze miasta zapowiadają zlikwidowanie działu starodruków w pawilonie chirurgicznym, jedynej tak cennej placówki dokumentującej historię medycyny w Warszawie - mówi.
Jerzy S. Majewski
A w Krakowie już istnieje...
Wiadomość o pomyśle stworzenia w Warszawie muzeum medycyny dotarła do Krakowa błyskawicznie i naturalnie nie zrobiła tu na nikim żadnego wrażenia. Głównie dlatego, że takie muzeum w Krakowie istnieje już od 110 lat i, co chyba ważniejsze, bardzo niewielu krakowian je odwiedziło. To normalne zjawisko - krakowianie w odróżnieniu od warszawiaków nie chodzą do muzeów prawie w ogóle. Dlaczego? W Krakowie wydawanie pieniędzy na to samo po raz drugi uważane jest za nieroztropne. Ja sam widziałem "Damę z łasiczką" boskiego Leonarda tylko raz w życiu - mniej więcej trzydzieści lat temu. Do muzeum medycyny mam jednak ogromną słabość, więc byłem tam dwa razy. Pierwszy raz jako dziecko, drugi całkiem niedawno, bo najwyżej sześć lat temu.
Krakowskie muzeum historii medycyny jest nader skromną placówką uniwersytecką, nakierowaną głównie na oświecanie studentów, ale też dostępną amatorom na pewnych zasadach. By się dostać do środka, lepiej wcześniej zadzwonić i się umówić. Muzeum mieści się w dwu, trzech pokojach. Ma bardzo miłego dyrektora i naturalnie kogoś w rodzaju woźnego. Ekspozycja to trochę starożytnych narzędzi, pił i wierteł, miseczek, flaszeczek i książek, plus zbiór poruszających wyobraźnię odlewów gipsowych zdeformowanych chorobami głów krakowskich. Bardzo dziwnych i strasznych. Perłą absolutną jest jednak kołtun. Najprawdziwszy polski kołtun. Leży w akwarium.
Warszawa da się lubić i jej muzea takoż, w tym też planowane muzeum medycyny, ale kołtuna raczej mieć ono nie będzie, co notuję z niejaką satysfakcją. Nie da się bowiem kołtuna dziś znaleźć ni kupić. Kołtun stał się parabolą i symbolem, a przestał być fryzurą, metodą i filozofią. Plica polonica, bo tak niepokojąco owo schorzenie nazwała medycyna światowa, była kłębem sfilcowanych włosów na głowie. Kłębem żyjącym i magicznym. Plica polonica była magazynem chorób i obcięcie jej w złym momencie je uwalniało. Atakowały hodowcę i go zabijały. Wielki etnograf Marian Udziela w dziele "Medycyna i przesądy lecznicze ludu polskiego" z końca XIX w. opisał kołtuna dość precyzyjnie. Najryzykowniejszym działaniem było odcięcie go nożyczkami. Mógł się pogniewać i "połamać chorego". Robiono to więc ostrożnie. "Dzień powinien być pogodny, chory winien być na czczo. Nigdy w piątek. Najbezpieczniej obcinać w Wielką Sobotę, gdy dzwonią pierwszy raz na rezurekcję" - pisał Udziela. Miejscami, gdzie cięto bezpiecznie kołtuny, były Kalwaria Zebrzydowska i kościół Mariacki w Krakowie, którego zaplecza były "powszechnym składem kołtunów". Gdy już było po wszystkim, lud o kołtun obcięty dbał: "Moczą go w wódce, a tę codziennie piją po kieliszku". Na zdrowie.
Na przełomie wieków XIX i XX energiczne cięcia kołtunów przez dr. Józefa Dietla, późniejszego prezydenta Krakowa, zakończyły żywot tego bardzo powszechnego na głowach polskich włościan urządzenia. Akcja ta wzbudzała z początku grozę, sam widok Dietla wywoływał panikę wśród ludu. Kołtun krakowski jest wedle dyrekcji naszego muzeum jedynym ocalałym kołtunem na świecie, choć kiedyś znalazłem informację, że kowieńska placówka posiada podobny eksponat. Nasz ma imponujące 1,5 metra długości. Ponieważ akwarium jest nieco za małe, krakowski kołtun drzemie złożony na pół, ale i tak robi wspaniałe wrażenie na zwiedzających.
Ten wielki okaz i jakże ważny narodowy symbol jest nieco zapomniany. Jak już wspomniałem, widziało go niewielu. Muzeum jest trochę na uboczu trendów w branży wystawienniczej. Ongiś gorąco apelowałem do władz Krakowa, by w swej mozolnej walce o promocję miasta w świecie użyły kołtuna jako niebanalnego produktu, ale prawdziwie regionalnego. Jako włochatego magnesu. I nic. To dobrze. W związku z szumem wywołanym narodzinami w Warszawie muzeum medycyny żyję teraz obawą. Że nieużywany w Krakowie kołtun może zostać wywieziony do stolicy, że tam zostanie spopularyzowany, że zostanie rozłożony, że będą o nim pisać i go fotografować. Boleję, ale też przygotowuję się na walkę i od razu do was apeluję - chcecie mieć kołtun, to go sobie sami wyhodujcie.
Stanisław Mancewicz
- Nie chodzi nam o muzeum z gablotami i preparatami w formalinie, ale prawdziwie nowoczesną placówkę. Coś na miarę Centrum Nauki "Kopernik". Miejsce, gdzie odbywałyby się zajęcia dla uczniów, studentów medycyny, farmacji, dyskusje z etyki itd. - mówi dr Krzysztof Królikowski, inicjator projektu, i szkicuje budynek.
Na kilku piętrach znajdowałyby się sale niejako prowadzące zwiedzających przez ludzki organizm. - Zaczynamy od mózgu i neurologii. Potem wspinamy się do oka, zaglądamy do płuc, serca, przełyku, wchodzimy do narządów płciowych i kości - wylicza.
Byłyby sale historyczne, m.in. mieszkanie Marii Skłodowskiej-Curie, sala dawnego Szpitala Ujazdowskiego oraz szpitala z Powstania Warszawskiego.
Gdzie indziej na modelach można by uczestniczyć w skomplikowanych operacjach. Byłaby też sala szpitalnego oddziału ratunkowego. - Tu każdy mógłby nauczyć się zasad udzielania pierwszej pomocy - opowiada dr Królikowski. - W sali poświęconej najdonioślejszym odkryciom medycznym od lat 50. XX w. do dziś znalazłby się wielki, laserowy schemat DNA.
Niestety, pomimo starań Towarzystwa muzeum to wciąż marzenie ściętej głowy. - Nie mamy nawet lokalizacji. Szukamy jej po całej Warszawie - skarży się Krzysztof Królikowski.
Dr Królikowski pokazuje gruby plik pism i listów wysyłanych m.in. przez prof. Jerzego Woy-Woyciechowskiego do polityków różnych opcji, kolejnych prezydentów stolicy, samorządowców. - Właściwie wszyscy są za. Ale jak przychodzi co do czego, nie ma żadnych konkretów. Brakuje chyba woli politycznej - mówi.
Jeszcze niedawno namiastką muzeum medycyny był zbiór stworzony przez prof. Zbigniewa Garnuszewskiego, ojca polskiej akupunktury, w szpitalu przy Kasprzaka. Garnuszewski zmarł w 1998 r. Zbiór uległ rozproszeniu - część eksponatów trafiła do Muzeum Historii Medycyny w Szczecinie, część do Głównej Biblioteki Lekarskiej w dawnym pawilonie chirurgicznym Szpitala Ujazdowskiego.
Dr Królikowski załamuje ręce. - Dziś nawet ta cenna część w GBL może ulec rozproszeniu, gdyż władze miasta zapowiadają zlikwidowanie działu starodruków w pawilonie chirurgicznym, jedynej tak cennej placówki dokumentującej historię medycyny w Warszawie - mówi.
Jerzy S. Majewski
Spacery po nieodbudowanej Warszawie z Jerzym S. Majewskim
A w Krakowie już istnieje...
Wiadomość o pomyśle stworzenia w Warszawie muzeum medycyny dotarła do Krakowa błyskawicznie i naturalnie nie zrobiła tu na nikim żadnego wrażenia. Głównie dlatego, że takie muzeum w Krakowie istnieje już od 110 lat i, co chyba ważniejsze, bardzo niewielu krakowian je odwiedziło. To normalne zjawisko - krakowianie w odróżnieniu od warszawiaków nie chodzą do muzeów prawie w ogóle. Dlaczego? W Krakowie wydawanie pieniędzy na to samo po raz drugi uważane jest za nieroztropne. Ja sam widziałem "Damę z łasiczką" boskiego Leonarda tylko raz w życiu - mniej więcej trzydzieści lat temu. Do muzeum medycyny mam jednak ogromną słabość, więc byłem tam dwa razy. Pierwszy raz jako dziecko, drugi całkiem niedawno, bo najwyżej sześć lat temu.
Krakowskie muzeum historii medycyny jest nader skromną placówką uniwersytecką, nakierowaną głównie na oświecanie studentów, ale też dostępną amatorom na pewnych zasadach. By się dostać do środka, lepiej wcześniej zadzwonić i się umówić. Muzeum mieści się w dwu, trzech pokojach. Ma bardzo miłego dyrektora i naturalnie kogoś w rodzaju woźnego. Ekspozycja to trochę starożytnych narzędzi, pił i wierteł, miseczek, flaszeczek i książek, plus zbiór poruszających wyobraźnię odlewów gipsowych zdeformowanych chorobami głów krakowskich. Bardzo dziwnych i strasznych. Perłą absolutną jest jednak kołtun. Najprawdziwszy polski kołtun. Leży w akwarium.
Warszawa da się lubić i jej muzea takoż, w tym też planowane muzeum medycyny, ale kołtuna raczej mieć ono nie będzie, co notuję z niejaką satysfakcją. Nie da się bowiem kołtuna dziś znaleźć ni kupić. Kołtun stał się parabolą i symbolem, a przestał być fryzurą, metodą i filozofią. Plica polonica, bo tak niepokojąco owo schorzenie nazwała medycyna światowa, była kłębem sfilcowanych włosów na głowie. Kłębem żyjącym i magicznym. Plica polonica była magazynem chorób i obcięcie jej w złym momencie je uwalniało. Atakowały hodowcę i go zabijały. Wielki etnograf Marian Udziela w dziele "Medycyna i przesądy lecznicze ludu polskiego" z końca XIX w. opisał kołtuna dość precyzyjnie. Najryzykowniejszym działaniem było odcięcie go nożyczkami. Mógł się pogniewać i "połamać chorego". Robiono to więc ostrożnie. "Dzień powinien być pogodny, chory winien być na czczo. Nigdy w piątek. Najbezpieczniej obcinać w Wielką Sobotę, gdy dzwonią pierwszy raz na rezurekcję" - pisał Udziela. Miejscami, gdzie cięto bezpiecznie kołtuny, były Kalwaria Zebrzydowska i kościół Mariacki w Krakowie, którego zaplecza były "powszechnym składem kołtunów". Gdy już było po wszystkim, lud o kołtun obcięty dbał: "Moczą go w wódce, a tę codziennie piją po kieliszku". Na zdrowie.
Na przełomie wieków XIX i XX energiczne cięcia kołtunów przez dr. Józefa Dietla, późniejszego prezydenta Krakowa, zakończyły żywot tego bardzo powszechnego na głowach polskich włościan urządzenia. Akcja ta wzbudzała z początku grozę, sam widok Dietla wywoływał panikę wśród ludu. Kołtun krakowski jest wedle dyrekcji naszego muzeum jedynym ocalałym kołtunem na świecie, choć kiedyś znalazłem informację, że kowieńska placówka posiada podobny eksponat. Nasz ma imponujące 1,5 metra długości. Ponieważ akwarium jest nieco za małe, krakowski kołtun drzemie złożony na pół, ale i tak robi wspaniałe wrażenie na zwiedzających.
Ten wielki okaz i jakże ważny narodowy symbol jest nieco zapomniany. Jak już wspomniałem, widziało go niewielu. Muzeum jest trochę na uboczu trendów w branży wystawienniczej. Ongiś gorąco apelowałem do władz Krakowa, by w swej mozolnej walce o promocję miasta w świecie użyły kołtuna jako niebanalnego produktu, ale prawdziwie regionalnego. Jako włochatego magnesu. I nic. To dobrze. W związku z szumem wywołanym narodzinami w Warszawie muzeum medycyny żyję teraz obawą. Że nieużywany w Krakowie kołtun może zostać wywieziony do stolicy, że tam zostanie spopularyzowany, że zostanie rozłożony, że będą o nim pisać i go fotografować. Boleję, ale też przygotowuję się na walkę i od razu do was apeluję - chcecie mieć kołtun, to go sobie sami wyhodujcie.
Stanisław Mancewicz
Zobacz także: Jak będzie wyglądało Muzeum Historii Polski
-
Muzeum Medycyny w Warszawie? Jeszcze długo nie ...
ja.oksymoron
01.02.10, 10:12
A po co w Warszawie kolejne muzeum medycyny? Nie wystarczy większość istniejących szpitali?»
-
Niedawno oprowadzalem moich pracownikow
grisza14
01.02.10, 10:32
z zakladu diagnostycznego ze szpitala w jednym z niewielkich miast zachodnioeuropejskich w analogicznej placowce szpitala akademickiego w milionowym miescie polskim.Powrot w lata 70-e to »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


