Obcy ludzie w jednym domu, czyli stołeczne kołchozy

Małgorzata Zubik
02.02.2010 aktualizacja: 2010-02-01 20:27
A A A Drukuj
Puste mieszkanie komunalne Fot. Wojciech Surdziel / AG
W Warszawie nadal jest ponad 1,5 tys. mieszkań zajmowanych przez obcych sobie lokatorów. I nie ma dobrego rozwiązania, jak wspólne lokale zlikwidować. Przeczytaj analizę Małgorzaty Zubik, dziennikarki "Gazety Stołecznej".
Potocznie nazywane są kołchozami. Duże mieszkania, do których zaraz po wojnie kwaterunek kierował warszawiaków: jeden lokator zajmował sypialnię, drugi salon, trzeci służbówkę. Łazienka, kuchnia, korytarz - do wspólnego użytku. Najwięcej jest ich w Śródmieściu - ponad 500. Na Woli ok. 450, ponad 200 na Ochocie i ok. 140 na Mokotowie. I nie ma sposobu na to, żeby kołchozy szybko znikły z miejskich statystyk.

Współlokatorów nie przydzielają

Jeszcze niedawno, gdy w kołchozie zwalniał się pokój, urzędnicy przysyłali do niego nowego lokatora. Opisywaliśmy przypadki, gdy do rodziny z małymi dziećmi, do wspólnej łazienki i kuchni trafiał samotny pan. Zaczynał się dramat. Dlatego samorząd z tym kończy. - Wiem, że to kontrowersyjna decyzja i nie wszystkim się podoba - mówi burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski. - Mamy pustostany, a nie kwaterujemy tam lokatorów. Bo nie chcemy mnożyć skomplikowanych przypadków.

Najlepiej zwolnione pomieszczenie przydzielić rodzinie, która została w mieszkaniu sama. Od kilku miesięcy przepisy pozwalają na przydział pustostanu wówczas, gdy po jego zajęciu na osobę przypadnie nie więcej niż 15 m kw. powierzchni pokoi. Osoba samotna może mieć 30 m kw. Przedtem norma była nieco bardziej zaostrzona i wynosiła 10 m kw. Urzędnicy miejskiego biura polityki lokalowej oceniają, że teraz "rozgęszczenie" jest łatwiejsze. Przed zmianą przepisów w całym 2008 r. było w Warszawie dziewięć takich przypadków. A w 2009 r. - już 20. Gołym okiem widać, że na tym polu nie dokonała się żadna rewolucja.

Za dużo metrów na rodzinę

I pewnie nie dokona się z prostego powodu. Często chodzi o naprawdę duże, liczące ponad sto, a czasem i dwieście metrów mieszkania. Gdy w takim lokalu zostaje czteroosobowa rodzina, urzędnicy odmówią jej przydziału, bo metraż jest zbyt duży. I trudno im się dziwić, skoro tak obszerne mieszkania komunalne potrzebne są np. zawodowym rodzinom zastępczym zajmującym się gromadką dzieci.

Urzędnicy mogą zaproponować rodzinie inne mieszkanie, mniejsze. Opróżniony dawny kołchoz można sprzedać na wolnym rynku albo urządzić w nim rodzinny dom dziecka. - Każdy, kto chce się wyprowadzić z kołchozu, a płaci czynsz i dba o lokal, otrzyma mieszkanie równorzędne - deklaruje burmistrz Bartelski.

A co wtedy, gdy rodzina wyprowadzić się nie chce, choć wie, że dodatkowy pokój jej się nie należy? W jednej z takich spraw przymuszani do wyprowadzki lokatorzy poszli do sądu. I wygrali. Bo sąd nie uznał argumentów miasta przytaczanych na potrzeby jednej tylko sytuacji. Dał jednak wskazówkę: można wyprowadzić lokatorów z kołchozu, ale pod jednym warunkiem - miasto powinno udowodnić, że to element prowadzonej przez samorząd wieloletniej polityki mieszkaniowej. Takiego zapisu jednak na razie urzędnicy nie uwzględnili. Będą więc sytuacje takie jak te ze Śródmieścia, gdy ostatni ze współlokatorów dawnego kołchozu zostaje sam w mieszkaniu, które ma parę pomieszczeń zamkniętych na klucz.

Gdy sąsiedzi się kochają

Sami zainteresowani, czyli lokatorzy kołchozów, zgłaszają jeszcze inne pomysły. Chętnie kupiliby na własność zwolnione metry. Jako najemcy przy wykupie komunalnego lokum mają zniżkę. A za dodatkowy metraż zapłaciliby cenę wolnorynkową. - Nie ma takiej możliwości - ucina Tomasz Krettek z miejskiego biura polityki lokalowej. - To niezgodne z przepisami. Na przetarg nie można tego wystawić, bo to tylko kawałek lokalu. A bez przetargu można sprzedać go tylko najemcy. Nie może być tak, że część sprzedamy mu z bonifikatą, a część bez.

Koło się zamyka i dobrego rozwiązania nie widać. Na szczęście zdarzają się jednak sprawy z pomyślnym finałem. Miasto sprzedaje mieszkanie wspólne dwóm rodzinom, na współwłasność. Bo bywa i tak, że sąsiedzi się kochają.

Przeczytaj także: Lokatorzy wtargnęli do gabinetu wiceprezydenta



Podziel się

  • Sprzedać na wolnym rynku, one2be 02.02.10, 13:45

    a za uzyskane środki budować mieszkania socjalne na peryferiach. Za jedno takie 100. metrowe w Śródnieściu można wybudować pięć 50. metrowych na Białołęce. Problemy z lokalami socjalnymi »

Najnowsze wiadomości z Warszawy