Zapisują się do szkoły, ale na zajęcia nie chodzą

Małgorzata Zubik
02.02.2010 aktualizacja: 2010-02-03 13:01
A A A Drukuj
Matura w szkole dla dorosłych Fot. Kamil Broszko / AG
Darmowe zaświadczenia do ZUS, legitymacje dające zniżki - reklamują się prywatne szkoły dla dorosłych. Im więcej zdobędą słuchaczy, tym większą dostaną dotację na ich kształcenie. Na lekcje chodzić nie trzeba. Bo to na nieobecności uczniów szkoła zarabia
SERWISY
Warszawska Ochota, sobota rano. W wynajętej sali zaczynają się zajęcia dla słuchaczy Policealnej Zaocznej Szkoły Administracji. Z planu wynika, że o 8 lekcje powinno mieć osiem grup (liczą po blisko 40 osób), a trzy z nich mają egzaminy. W szkole zamiast ponad 300 osób można naliczyć ledwie ok. 50. - Jak przychodzi mało osób, łączy się grupy - opowiada jedna z kobiet z zeszytem w ręku.

W sekretariacie można popytać o zapisy na nowy semestr. Na uwagę, że nie widać zbyt wielu słuchaczy, miła pani odpowiada: - Formalnie zapisuje się dużo osób. Z różnych powodów, na przykład zaświadczenia do ZUS są im potrzebne. Tylko część osób chce się uczyć.

Grunt to dużo nazwisk

Naukę dorosłych finansuje państwo. Dotację prowadzącym szkoły firmom - według liczby słuchaczy - wypłacają samorządy. - Wystarczą trzy rzeczy: kopia świadectwa szkolnego, zapis w księdze słuchaczy oraz w dzienniku, i co miesiąc są pieniądze - twierdzi Andrzej Kosieniak, były dyrektor jednej z prywatnych szkół dla dorosłych w Wołominie. - Z centrali dostałem plan: ma być tysiąc słuchaczy. Jak się uda, będzie premia.

Dodaje, że na prawie 200 słuchaczy liceum firma wynajmuje dwie sale, które mieszczą po 30 osób. - Więcej nie potrzeba. Wiele osób bierze tylko zaświadczenia do ZUS i tyle się ich widzi - mówi. - Na frekwencji nikomu nie zależy.

- Biznes polega na tym, że szkoła zgłasza 300 słuchaczy, choć wie, że będzie chodzić 70 osób - potwierdza Marcin Litwinowicz, naczelnik wydziału finansowania oświaty w stołecznym ratuszu. - I tylko tej grupie musi zapewnić pomieszczenia, nauczycieli. A pieniądze dostaje na wszystkich.

Stolica wyda w tym roku na kształcenie 16 tys. dorosłych w niepublicznych szkołach ok. 20 mln zł. Blisko połowę z tej kwoty przekaże dzielnica Śródmieście, która przyciąga najwięcej firm edukacyjnych. - Obawiam się, że pewnym szkołom zależy tylko na nazwiskach w tabelkach - ocenia burmistrz Wojciech Bartelski.

Przykład? Jedna ze szkół ma 1,2 tys. słuchaczy, ale w budynkach, gdzie odbywają się zajęcia, nie zmieściłaby się nawet połowa z nich.

Wabik na legitymację

Nieoficjalnie przedstawiciele prywatnych firm edukacyjnych potwierdzają, że chodzi wyłącznie o to, by zapisać na listy jak najwięcej słuchaczy. Rzadko przyciąga ich chęć zdania matury czy zdobycia zawodu. Chodzi właśnie o rozmaite zaświadczenia - do ZUS, KRUS - legitymację szkolną z prawem do zniżek. Odbiór tych dokumentów to czasem jedyna wizyta słuchacza w szkole.

Darmowym wydawaniem zaświadczeń i legitymacji chwali się np. łódzka firma Cosinus, która ma oddziały w 43 miastach. Osoba, która przyprowadzi do szkoły znajomego, może spodziewać się nagrody. Bywa, że legitymacja szkolna pozwala na zniżki w salonie fryzjerskim, szkole nauki jazdy, pizzerii.

Centrum Nauki i Biznesu "Żak", kolejna firma z Łodzi, ma szkoły w 63 miastach Polski, m.in. w Wołominie. Oddział otworzyła tam w 2007 r. i ma już ponad 900 słuchaczy. Z roku na rok dostaje coraz wyższą dotację z powiatu - w zeszłym roku ponad 1,3 mln zł (z 3,3 mln zł, które zasiliły całą niepubliczną edukację dorosłych w powiecie). - Przepisy oświatowe nie nakładają na słuchaczy szkół dla dorosłych obowiązku obecności na zajęciach - tłumaczy Krzysztof Blachowski, wiceprezes Żaka. I dodaje: - Zależy nam na tym, by szkoła się rozwijała, a elementem takiego rozwoju jest wzrost liczby słuchaczy. Owszem, informujemy w internecie o niepobieraniu opłat za wydanie zaświadczenia do ZUS i legitymacji szkolnej, ale to nasz obowiązek, a informacja ta jest elementem marketingu.

Trzeba mieć prawo skreślać

Urzędnicy apelują o zmianę przepisów. - Teraz dyrektor szkoły nie może skreślić ucznia tylko dlatego, że nie chodzi na zajęcia - wyjaśnia Marcin Litwinowicz. - Potrzebny jest zapis w ustawie, który zmusi ich do skreślenia słuchaczy nieobecnych przez określony czas, np. 30 lub 60 dni.

Grzegorz Żurawski, rzecznik resortu oświaty, przypomina, że już w 2007 r. NIK negatywnie ocenił funkcjonowanie niepublicznych szkół dla dorosłych. - Ewidencjonowały w dokumentacji szkolnej możliwie największą liczbę słuchaczy, którym oferowano zaświadczenia m.in. zwalniające ze służby wojskowej czy dające zasiłki z ZUS. Nie skreślały osób nieuczęszczających do szkoły, aby jak najdłużej otrzymywać dotację.

MEN chce to zmienić. W projekcie nowego rozporządzenia jest mowa o minimum 50 proc. obecności na zajęciach i konieczność zdobycia przez słuchacza pozytywnych ocen. Kto tych warunków nie spełni, będzie skreślony.

Przeczytaj także: Boom się rodzi, rodzic truchleje



Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy