Stracili 300 tys. zł, bo pieczątka była niebieska
03.02.2010
aktualizacja: 2010-02-03 09:14
Fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta
- Twarde prawo, ale prawo - mówią urzędnicy z ratusza. Nie wypłacili pieniędzy stowarzyszeniu, które prowadzi świetlice dla niepełnosprawnych intelektualnie. Powód? Jedna z pieczątek była niebieska i nie odbiła się na ksero. - Od początku roku pracujemy za darmo, nie mamy na prąd - alarmują terapeuci.
ZOBACZ TAKŻE
- Przewrócił się wsiadając do metra. Nakręcił o tym film (08-02-10, 08:14)
- Marianna w piżamie, czyli noc w BUW-ie (23-01-10, 15:00)
- Guzki dla niewidomych w metrze będą jednak wcześniej (21-01-10, 10:00)
- Kilka pytań o metro dla niewidomych (19-01-10, 11:00)
- Lekarze Nadziei - To oni dostali "Stołka 2009" (16-01-10, 18:00)
- Ratusz wyrzuci w błoto ponad pół mln zł? (15-01-10, 09:00)
- Niepełnosprawni wyjdą na ulice po nasz 1 procent (13-01-10, 10:00)
- Nie chcę myśleć, że to miejsce może zniknąć - mówi Marta Abczyńska, podopieczna Ośrodka Wsparcia "Partnerzy". - Przychodzę tu od ponad dwóch lat, znam wszystkich. Spędzam tu większość mojego czasu. To jak drugi dom - opowiada.
Ośrodek "Partnerzy" na parterze starego bloku przy Prymasa Tysiąclecia prowadzi stowarzyszenie Otwarte Drzwi. Organizacja jest znana z tego, że pomaga niepełnosprawnym i wykluczonym. Ma też kilka innych placówek, m.in. na Pradze, Wrzecionie, Ochocie. O świetlicy na Woli pisaliśmy w październiku 2007 roku. Wtedy wspólnota mieszkaniowa nie dała zgody na podłączenie prądu do lokalu. Mieszkańcy bali się, że młodzi niepełnosprawni będą tam pić alkohol i hałasować. Podopieczni chodzili od drzwi do drzwi i prosili o zgodę na podłączenie prądu. W końcu się udało.
- Teraz sąsiedzi nas odwiedzają. Napisali nawet list w naszej obronie - opowiada Małgorzata Mrozowska, kierowniczka świetlicy. Działa ona dzięki dotacjom z urzędu miasta. - W październiku był ogłoszony konkurs. Złożyliśmy jeden wniosek na prowadzenie dwóch ośrodków - na Woli i na Ochocie. To ze 40 stron plus drugie tyle załączników. Potrzebne były zaświadczenia z ZUS-u, urzędu skarbowego i kopie umowy wynajmu lokali.
Po złożeniu dokumentów w biurze polityki społecznej niepełnosprawni z opiekunami wyjechali na obóz rehabilitacyjny do Wisły. Tam doszło do nich, że wniosek przepadł.
Bo pieczątka była niebieska
- To był szok, bo wcześniej nie było żadnych zastrzeżeń do świetlic. Wszyscy nas znali. Chodzi o 300 tys. zł na rok. Te pieniądze to dla nas być albo nie być - relacjonuje kierowniczka.
Prezes stowarzyszenia Anna Machalica-Pułtorak wsiadła do pociągu i przyjechała do Warszawy. Na miejscu okazało się, że pieczątka kierownika Zarządu Gospodarowania Nieruchomościami z Ochoty jest niewidoczna na czarno-białej kserokopii umowy najmu lokalu. To przez to, że jest niebieska - nie odbiła się. Urzędnicy z biura polityki społecznej uznali, że to błąd formalny, i wniosek odrzucili.
- To był konkurs na trzy lata. Czy przez niewielkie niedopatrzenie mamy zamknąć świetlicę? - pyta Małgorzata Mrozowska.
W listopadzie urzędnicy uspokajali, że lada dzień ogłoszą drugi konkurs. Później terminy się przesuwały. Ostatni - połowa stycznia - też nie wypalił. Od początku roku terapeuci pracują za darmo. Nie było już za co zapłacić ostatnich rachunków za prąd.
Do obu świetlic chodzi 130 niepełnosprawnych. Mają zajęcia komputerowe, teatralne, plastyczne, uczą się gotować, mają spotkania z psychologiem.
Za dzień, za dwa
Tydzień temu ok. 200 podopiecznych stowarzyszenia stawiło się w biurze polityki społecznej przy Niecałej z zapytaniami obywatelskimi o przyszłość placówek. W czwartek część z nich była też na posiedzeniu Rady Warszawy, bo wtedy miała zapaść decyzja o nowym konkursie. Nie zapadła. Przedstawicieli stowarzyszenia nikt nie dopuścił do głosu.
Bogdan Jaskołd, dyrektor biura polityki społecznej: - Na umowie najmu nie było pieczątki wynajmującego lokal. To oznacza, że umowa była niekompletna. Nie mieliśmy wyboru, wniosek musieliśmy odrzucić, choć organizacja ma dobrą opinię.
- Tylko że nasz problem ciągnie się już od listopada - skarży się Małgorzata Mrozowska. I podkreśla, że urzędnicy mieli już trzy miesiące, by pomóc.
Dyrektor Jaskołd uspokaja, że stowarzyszenie dostanie jeszcze szansę. - Ogłosimy kolejny konkurs - mówi. Kiedy to nastąpi? - Za dzień, za dwa - zapewnia. - Jeżeli tylko go wygrają, w marcu powinni mieć pieniądze.
- A ja się boję, że jeszcze trochę i ludzie zaczną odchodzić z pracy - stwierdza kierowniczka Mrozowska. - Jak zamkniemy świetlicę, to my sobie poradzimy. Ale nasi podopieczni mogą zostać w domach, przed telewizorami.
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
Ośrodek "Partnerzy" na parterze starego bloku przy Prymasa Tysiąclecia prowadzi stowarzyszenie Otwarte Drzwi. Organizacja jest znana z tego, że pomaga niepełnosprawnym i wykluczonym. Ma też kilka innych placówek, m.in. na Pradze, Wrzecionie, Ochocie. O świetlicy na Woli pisaliśmy w październiku 2007 roku. Wtedy wspólnota mieszkaniowa nie dała zgody na podłączenie prądu do lokalu. Mieszkańcy bali się, że młodzi niepełnosprawni będą tam pić alkohol i hałasować. Podopieczni chodzili od drzwi do drzwi i prosili o zgodę na podłączenie prądu. W końcu się udało.
- Teraz sąsiedzi nas odwiedzają. Napisali nawet list w naszej obronie - opowiada Małgorzata Mrozowska, kierowniczka świetlicy. Działa ona dzięki dotacjom z urzędu miasta. - W październiku był ogłoszony konkurs. Złożyliśmy jeden wniosek na prowadzenie dwóch ośrodków - na Woli i na Ochocie. To ze 40 stron plus drugie tyle załączników. Potrzebne były zaświadczenia z ZUS-u, urzędu skarbowego i kopie umowy wynajmu lokali.
Po złożeniu dokumentów w biurze polityki społecznej niepełnosprawni z opiekunami wyjechali na obóz rehabilitacyjny do Wisły. Tam doszło do nich, że wniosek przepadł.
Bo pieczątka była niebieska
- To był szok, bo wcześniej nie było żadnych zastrzeżeń do świetlic. Wszyscy nas znali. Chodzi o 300 tys. zł na rok. Te pieniądze to dla nas być albo nie być - relacjonuje kierowniczka.
Prezes stowarzyszenia Anna Machalica-Pułtorak wsiadła do pociągu i przyjechała do Warszawy. Na miejscu okazało się, że pieczątka kierownika Zarządu Gospodarowania Nieruchomościami z Ochoty jest niewidoczna na czarno-białej kserokopii umowy najmu lokalu. To przez to, że jest niebieska - nie odbiła się. Urzędnicy z biura polityki społecznej uznali, że to błąd formalny, i wniosek odrzucili.
- To był konkurs na trzy lata. Czy przez niewielkie niedopatrzenie mamy zamknąć świetlicę? - pyta Małgorzata Mrozowska.
W listopadzie urzędnicy uspokajali, że lada dzień ogłoszą drugi konkurs. Później terminy się przesuwały. Ostatni - połowa stycznia - też nie wypalił. Od początku roku terapeuci pracują za darmo. Nie było już za co zapłacić ostatnich rachunków za prąd.
Do obu świetlic chodzi 130 niepełnosprawnych. Mają zajęcia komputerowe, teatralne, plastyczne, uczą się gotować, mają spotkania z psychologiem.
Za dzień, za dwa
Tydzień temu ok. 200 podopiecznych stowarzyszenia stawiło się w biurze polityki społecznej przy Niecałej z zapytaniami obywatelskimi o przyszłość placówek. W czwartek część z nich była też na posiedzeniu Rady Warszawy, bo wtedy miała zapaść decyzja o nowym konkursie. Nie zapadła. Przedstawicieli stowarzyszenia nikt nie dopuścił do głosu.
Bogdan Jaskołd, dyrektor biura polityki społecznej: - Na umowie najmu nie było pieczątki wynajmującego lokal. To oznacza, że umowa była niekompletna. Nie mieliśmy wyboru, wniosek musieliśmy odrzucić, choć organizacja ma dobrą opinię.
- Tylko że nasz problem ciągnie się już od listopada - skarży się Małgorzata Mrozowska. I podkreśla, że urzędnicy mieli już trzy miesiące, by pomóc.
Dyrektor Jaskołd uspokaja, że stowarzyszenie dostanie jeszcze szansę. - Ogłosimy kolejny konkurs - mówi. Kiedy to nastąpi? - Za dzień, za dwa - zapewnia. - Jeżeli tylko go wygrają, w marcu powinni mieć pieniądze.
- A ja się boję, że jeszcze trochę i ludzie zaczną odchodzić z pracy - stwierdza kierowniczka Mrozowska. - Jak zamkniemy świetlicę, to my sobie poradzimy. Ale nasi podopieczni mogą zostać w domach, przed telewizorami.
Przeczytaj także: Jaki dokument zabrać do lekarza, żeby nas przyjął
Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet, czytaj nas na komórce
-
Temu Panu dziękujemy - urzędnik zawsze ma prawo
jb777
03.02.10, 09:36
wezwać stronę do uzupełnienia wniosku, złożenia wyjaśnień itpW ocenia tego Pana konkursy wygrywają pieczątki »
-
Stracili 300 tys. zł., bo pieczątka była niebieska
kaktuskowo
03.02.10, 09:58
Po pierwsze primo: tu jest urząd a nie myślownia. Po drugie primo: zapewne trzeba było uwalić aby znajomy Króliczka dostał. Po trzecie primo: najłatwiej dołożyć słabym. Chyba, że wezmą »
-
Rzeczywiście niepełnosprawni umysłowo urzędnicy ..
volim
03.02.10, 11:29
Przecież jeżeli przyjęli ksero (czyli ksero wystarczyło dla celów złożenia wniosku) i coś było niewyraźne, powinni byli zwrócić się o dostarczenie oryginału dla porównania. Jaki to błąd »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


