Gdzie się podziała wrażliwość społeczna?
05.02.2010
aktualizacja: 2010-02-05 12:53
GW 080620 GJ DIG/
List czytelnika Krzysztofa Sypuły o kulturze osobistej wśród Polaków spowodował burzliwą dyskusję na forum i wiele listów do redakcji. Przedstawiamy podsumowanie tej dyskusji napisane przez autora pierwszego tekstu.
ZOBACZ TAKŻE
- "Nie dostają mandatów przez lenistwo Straży Miejskiej" (27-01-10, 13:27)
- Chamstwo w Polsce - listy czytelników (28-01-10, 15:07)
- Chamstwo, brak kultury, zero uśmiechu - tacy są Polacy? (27-01-10, 14:44)
Pozwolę sobie podsumować nieco dyskusję jaką udało się wywołać tym artykułem. Pomijam milczeniem te wypowiedzi, które świadczyć mogą jedynie (delikatnie ujmując rzecz jasna) o niedojrzałości. Bardzo mnie cieszy zaangażowanie tych wszystkich, dla których moje słowa nie są bez znaczenia. Każdy głos jest z pewnością wyjątkowy, czy to zgodny, czy krytyczny, ponieważ jest on dowodem jak ważny temat udało się poruszyć i uzmysłowić jego wagę. Trudno mi przy tak wielu wypowiedziach ustosunkować się do każdej. Ktoś skupia się na autobusach, inny na chuligaństwie, czy poczuciu niemocy wobec takich objawów naszej rzeczywistości. Mam wrażenie, że generalnie zgadzamy się co do istoty zjawiska - oto na przełomie czasów gdzieś niezauważalnie jakoś zaczęła zanikać nam wrażliwość społeczna, ustępując pola hermetyzacji i agresji. Niczym wyspy na wielkim społecznym oceanie żeglujemy całkiem samotnie - pozrywały się mosty. Nie wszędzie oczywiście. Nie całkiem zapewne. Ja wierzę, że pod skorupą zobojętnienia pulsuje niezgoda na taki świat, taki stan rzeczy. Są tego świadectwem głosy Państwa w tej dyskusji. Abyśmy tylko na niej nie zakończyli - jeśli nie godzimy się na to, to jak ładnie ktoś ujął czas najwyższy na pracę u podstaw, rozejrzenie się wokół, ustąpienie miejsca, powiedzenie "Dzień Dobry", ujęcie się za kimś aby nie został sam - podkreślenie tego, że jesteśmy jednak razem. To od nas też zależy przecież. Potrzebujemy wzorców, autorytetów i możemy nimi być - dla siebie nawzajem.
Czy to miasto, miasteczko chcąc czy nie chcąc tworzymy społeczność, która pewnymi niepisanymi, lecz jednak prawami się rządzi - szacunek wobec tych zasad, to przede wszystkim szacunek wobec innych i siebie. Wiem, często ręce opadają, ogarnia frustracja albo strach wręcz. Wrócę do własnego przykładu - tej dziwnej, niezamierzonej przecież konfrontacji z młodym człowiekiem w autobusie. Ja jestem przekonany o swojej "wygranej" w tej sytuacji - nie dałem się sprowokować, nie podjąłem "rozmowy" na jego warunkach i uważam, że wyczerpałem możliwości nazwijmy "porozumienia". To oczywiście mikro zwycięstwo. Ta scena moim zdaniem mogłaby wyglądać też tak - ktoś stojący z tyłu włącza się do owej "dyskusji" jałowej - choćby na zasadzie: czego ty chcesz od człowieka? Ktoś inny dorzuca: nie wolno tak mówić. To przykłady oczywiście wyobrażone - chodzi o rzecz bardzo ważną - to atakujący zaczyna czuć się wtedy zagrożony - zostaje wytrącony jego oręż - poczucie bezkarności płynące z obojętności i zastraszenia jego kozactwem, głośnością, szarżowaniem. Przestaje być to moja i jego sprawa. Bo o czym już wspominałem - to może zdarzyć się każdemu bez względu jak mocno wierzy, że to go nie dotyczy, że jemu się tak nie zdarzy.
Chciałbym przytoczyć jeszcze zgoła odmienny przykład postawy społecznej. Piękne zresztą podsumowanie tego, o czym teraz dyskutowali Państwo. Otóż kilka lat temu miałem dość pechowe zdarzenie - prowadząc auto zostałem dosłownie staranowany prze innego uczestnika ruchu, który nie zauważył czerwonego światła, jak też samochodu stojącego na lewym pasie. Przeciął więc skrzyżowanie wjeżdżając w bok mojego samochodu. Po tym jak wysiedliśmy z rozbitych aut (szczęśliwie nikt z pieszych wokół nie ucierpiał) winowajca doskoczył do mnie z zaskakującym zdaniem - cytuję z pamięci: "Jak jeździsz baranie! Na czerwonym?!!! Rzeczywiście zbaraniałem. Zanim jednak zdążyliśmy sobie przed przyjazdem policji wyjaśnić tę kwestię zdarzyło się coś niezwykłego - oto w krótkich odstępach czasu, podchodzą do nas trzy zupełnie nieznające się nawzajem osoby i każda z nich deklaruje pomoc w roli świadka, mówiąc wprost - widziałam, widziałem - ten pan nie ma racji - to pan zignorował czerwone światła! Dostałem dwie wizytówki i telefon na kartce, aby się skontaktować w razie potrzeby powołania świadków przy ewentualnym sporze sądowym. Nie było takiej potrzeby - facet zmiękł zanim dojechał patrol i przyznał ze skruchą, że rzeczywiście nie patrzył na sygnalizator. Tego jeszcze wieczoru zadzwoniłem do wszystkich tych osób, które tak uprzejmie chciały służyć pomocą. Z podziękowaniem oczywiście. Najciekawszą rozmowę miałem z panem, który stwierdził:
- A wie pan dlaczego?
- Tak? - spytałem wtedy zaintrygowany.
- Ponieważ byłem w podobnej sytuacji jak pan. Tylko wtedy nikt mi nie pomógł pomimo tego, że prosiłem, aby ktoś mógł poświadczyć zdarzenie. I obiecałem sobie wtedy, że jeśli kiedykolwiek coś takiego się zdarzy, nie będę obojętny.
Obyśmy nie byli obojętni właśnie - tego i sobie i szacownym współrodakom życzę. Dziś czytałem jeszcze listy - komentarze z zagranicy. To bardzo dobrze, że zauważamy choć drobne nawet, ale zmiany w postawie, zachowaniu. Tylko jest ich zbyt mało, zbyt cicho o nich. Dlatego też ten artykuł został popełniony - żeby zacząć o tym mówić głośno. To nie ja mam się wstydzić uśmiechu, lecz drań i prostak, który rynsztokiem słów nie do przyjęcia szarżuje, święcie wierząc pewnie, że to "normalne". Nie! To nie jest NORMALNE!!! To właśnie choćby trzeba mu uświadomić, a jeśli przekracza to jego możliwości pojęcia sprawić, aby się bał "wychylić" w obawie przed konsekwencjami - mandatem na przykład. Nie jestem za nowym wspaniałym, światem w którym nakazowo obowiązuje określony model społeczny - nie to chcę przekazać w tej wizji. Uważam po prostu, że pojęcie "TOLERANCJA" nie obejmuje zgody na równouprawnienie chamstwa.
Jeszcze jedna myśl - ostatnia na teraz - może warto zacząć dzień uśmiechem do lustra - tak zaraz po umyciu zębów, goleniu czy makijażu. I wyjść z tym uśmiechem na ulicę - zostawić go w sobie, jeśli nie na ustach już. Nie chodzi przecież o to byśmy nosili go bez przerwy niczym maskę. Aż do mięśni zmęczenia, znużenia - nie, nie tak - cytując za jednym z adwersarzy - uśmiech ma przecież swoją wartość. Bądźmy pogodniej nastawieni po prostu na co dzień. Sądzę, że łatwiej wtedy wchodziłoby się w dzień, w rzeczywistość wokół.
Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim za zabranie głosu i życzę wielu pięknych, uśmiechniętych dni, wiary (jak ładnie ktoś z Państwa ujął), że każdy objaw naszej serdeczności wraca zwielokrotniony. Niech to wypływa z nas, rozlewa się dobrym przykładem.
Krzysztof Sypuła
Czy to miasto, miasteczko chcąc czy nie chcąc tworzymy społeczność, która pewnymi niepisanymi, lecz jednak prawami się rządzi - szacunek wobec tych zasad, to przede wszystkim szacunek wobec innych i siebie. Wiem, często ręce opadają, ogarnia frustracja albo strach wręcz. Wrócę do własnego przykładu - tej dziwnej, niezamierzonej przecież konfrontacji z młodym człowiekiem w autobusie. Ja jestem przekonany o swojej "wygranej" w tej sytuacji - nie dałem się sprowokować, nie podjąłem "rozmowy" na jego warunkach i uważam, że wyczerpałem możliwości nazwijmy "porozumienia". To oczywiście mikro zwycięstwo. Ta scena moim zdaniem mogłaby wyglądać też tak - ktoś stojący z tyłu włącza się do owej "dyskusji" jałowej - choćby na zasadzie: czego ty chcesz od człowieka? Ktoś inny dorzuca: nie wolno tak mówić. To przykłady oczywiście wyobrażone - chodzi o rzecz bardzo ważną - to atakujący zaczyna czuć się wtedy zagrożony - zostaje wytrącony jego oręż - poczucie bezkarności płynące z obojętności i zastraszenia jego kozactwem, głośnością, szarżowaniem. Przestaje być to moja i jego sprawa. Bo o czym już wspominałem - to może zdarzyć się każdemu bez względu jak mocno wierzy, że to go nie dotyczy, że jemu się tak nie zdarzy.
Chciałbym przytoczyć jeszcze zgoła odmienny przykład postawy społecznej. Piękne zresztą podsumowanie tego, o czym teraz dyskutowali Państwo. Otóż kilka lat temu miałem dość pechowe zdarzenie - prowadząc auto zostałem dosłownie staranowany prze innego uczestnika ruchu, który nie zauważył czerwonego światła, jak też samochodu stojącego na lewym pasie. Przeciął więc skrzyżowanie wjeżdżając w bok mojego samochodu. Po tym jak wysiedliśmy z rozbitych aut (szczęśliwie nikt z pieszych wokół nie ucierpiał) winowajca doskoczył do mnie z zaskakującym zdaniem - cytuję z pamięci: "Jak jeździsz baranie! Na czerwonym?!!! Rzeczywiście zbaraniałem. Zanim jednak zdążyliśmy sobie przed przyjazdem policji wyjaśnić tę kwestię zdarzyło się coś niezwykłego - oto w krótkich odstępach czasu, podchodzą do nas trzy zupełnie nieznające się nawzajem osoby i każda z nich deklaruje pomoc w roli świadka, mówiąc wprost - widziałam, widziałem - ten pan nie ma racji - to pan zignorował czerwone światła! Dostałem dwie wizytówki i telefon na kartce, aby się skontaktować w razie potrzeby powołania świadków przy ewentualnym sporze sądowym. Nie było takiej potrzeby - facet zmiękł zanim dojechał patrol i przyznał ze skruchą, że rzeczywiście nie patrzył na sygnalizator. Tego jeszcze wieczoru zadzwoniłem do wszystkich tych osób, które tak uprzejmie chciały służyć pomocą. Z podziękowaniem oczywiście. Najciekawszą rozmowę miałem z panem, który stwierdził:
- A wie pan dlaczego?
- Tak? - spytałem wtedy zaintrygowany.
- Ponieważ byłem w podobnej sytuacji jak pan. Tylko wtedy nikt mi nie pomógł pomimo tego, że prosiłem, aby ktoś mógł poświadczyć zdarzenie. I obiecałem sobie wtedy, że jeśli kiedykolwiek coś takiego się zdarzy, nie będę obojętny.
Obyśmy nie byli obojętni właśnie - tego i sobie i szacownym współrodakom życzę. Dziś czytałem jeszcze listy - komentarze z zagranicy. To bardzo dobrze, że zauważamy choć drobne nawet, ale zmiany w postawie, zachowaniu. Tylko jest ich zbyt mało, zbyt cicho o nich. Dlatego też ten artykuł został popełniony - żeby zacząć o tym mówić głośno. To nie ja mam się wstydzić uśmiechu, lecz drań i prostak, który rynsztokiem słów nie do przyjęcia szarżuje, święcie wierząc pewnie, że to "normalne". Nie! To nie jest NORMALNE!!! To właśnie choćby trzeba mu uświadomić, a jeśli przekracza to jego możliwości pojęcia sprawić, aby się bał "wychylić" w obawie przed konsekwencjami - mandatem na przykład. Nie jestem za nowym wspaniałym, światem w którym nakazowo obowiązuje określony model społeczny - nie to chcę przekazać w tej wizji. Uważam po prostu, że pojęcie "TOLERANCJA" nie obejmuje zgody na równouprawnienie chamstwa.
Jeszcze jedna myśl - ostatnia na teraz - może warto zacząć dzień uśmiechem do lustra - tak zaraz po umyciu zębów, goleniu czy makijażu. I wyjść z tym uśmiechem na ulicę - zostawić go w sobie, jeśli nie na ustach już. Nie chodzi przecież o to byśmy nosili go bez przerwy niczym maskę. Aż do mięśni zmęczenia, znużenia - nie, nie tak - cytując za jednym z adwersarzy - uśmiech ma przecież swoją wartość. Bądźmy pogodniej nastawieni po prostu na co dzień. Sądzę, że łatwiej wtedy wchodziłoby się w dzień, w rzeczywistość wokół.
Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim za zabranie głosu i życzę wielu pięknych, uśmiechniętych dni, wiary (jak ładnie ktoś z Państwa ujął), że każdy objaw naszej serdeczności wraca zwielokrotniony. Niech to wypływa z nas, rozlewa się dobrym przykładem.
Krzysztof Sypuła
Przeczytaj także: Chamstwo, brak kultury, zero uśmiechu - tacy są Polacy?
-
Gdzie się podziała wrażliwość społeczna?
altocellist
05.02.10, 14:35
Ten pan to tym "życzliwego człowieka", który pewnie wychował się na"Troskliwych misiach", ustępuje miejsca staruszkom, które wracają spod HaliBanacha (bo kartofle tam najtaniej), naucza, by »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


