Właściciel działki na pl. Defilad chce pozwać miasto
09.02.2010
aktualizacja: 2010-02-09 10:53
Tadeusz Koss, który jako pierwszy z przedwojennych właścicieli odzyskał 1,2 tys. m kw. na pl. Defilad, zapowiada pozew przeciwko miastu. Chce zapłaty za okupację działki koło KDT przez policję.
ZOBACZ TAKŻE
- Plac Defilad jak Piazza del Campidoglio? Jest nowy pomysł (14-01-10, 21:26)
- Ratusz idzie na wojnę z hazardem. Opłaty ostro w górę (26-02-10, 09:00)
- "Nie" dla mdłej architektury na pl. Defilad (20-01-10, 09:00)
- Właściciel działki w centrum zatrzyma budowę metra? (25-06-11, 10:00)
- Działki obok Pałacu Kultury wracają do właścicieli (16-03-10, 09:00)
- Właściciel działki przy KDT dostanie odszkodowanie (17-02-10, 10:08)
- Zabudowa Placu Defilad (06-10-09, 20:00)
- Działki na pl. Defilad wracają do dawnych właścicieli (04-02-10, 09:00)
- Pierwsze, co zrobię, to ustawię fotel i będę tam siedział, wzruszony. Niech ludzie sobie popatrzą na właściciela kawałka parku w centrum Warszawy - mówił Koss po odzyskaniu nieruchomości, wiosną 2008 r. A dziś dodaje: - Po dwóch latach, choć jestem na swoim, prócz ustawienia tego fotela niewiele więcej mogę.
Rola dozorcy
- Mogę występować tylko w rolach płatnika podatków i dozorcy, takiego przedwojennego strupla, w czapce maciejówce i fartuchu do ziemi, bo nakazali mi sprzątać teren - wylicza Tadeusz Koss. - Nikogo nie obchodzi, że moja prywatna nieruchomość jest nadal dostępna jako park publiczny; że nie protestowałem, gdy uszczuplono moją własność o 200 m kw. pod przyszłe metro.
Wiosną 2008 r., po kilkunastu latach sądowych sporów, Koss jako pierwszy udowodnił, że można odzyskać kawałek porośniętego drzewami trawnika z widokiem na Pałac Kultury. W tym roku ratusz zapowiada zwrot kolejnych działek na placu. Część spadkobierców podobnie jak Koss dostanie skrawki parku, bez szans na inwestowanie.
- Wiedziałem o tych ograniczeniach - przyznaje Koss. - Ale miałem prawo do małej gastronomii, np. sezonowego ogródka, oraz działalności "wystawienniczo-reklamowej".
Jednak dotychczasowe próby zarobienia na 1,2 tys. m kw placu w ścisłym centrum zakończyły się fiaskiem. - Zaraz po odzyskaniu nieruchomości zapytałem w miejskim biurze architektury, czy mogę zorganizować tam ogródek piwny. Usłyszałem: "nie wyrażamy na to zgody". Kolejne podejście: reklamowy telebim. Ten pomysł również nie przypadł do gustu urzędnikom.
Burmistrz analizuje
Latem 2009 r. sąsiadująca z halą KDT działka Tadeusza Kossa znalazła się za policyjnym płotem. - Choć zagrodzili prawie cały mój teren, żaden z urzędników nie próbował mnie uprzedzić czy przeprosić za to, że moja własność nagle stała się "strefą bezpieczeństwa". Gdy chciałem wejść za ogrodzenie, policjanci mnie obśmieli - wspomina Koss. - Byłem ciekaw, co się stało z figurami żubrów, które ustawił tam jeden z browarów.
Kontrakt z browarem był dotąd jedynym posunięciem, na które się zdecydował, nie pytając o zgodę urzędników. - Uznałem, że żubr jako konstrukcja lekka i łatwa w demontażu nie złamie zasad planu zagospodarowania. Po eksmisji KDT browar żubry zdemontował. Kto chciałby się reklamować w miejscu, którego pilnuje policja?
Działka Kossa była pod okupacją przez dwa miesiące. Nikt nie zaproponował zapłaty za zajęcie działki własności. Runda po urzędach skończyła się w gabinecie burmistrza Śródmieścia Wojciecha Bartelskiego (PO).
Oferta Śródmieścia: 10 tys. zł za dwumiesięczne zajęcie działki. Właściciel chce 30 tys. zł.
- Przedstawiłem szczegółowe wyliczenia - tłumaczy Koss. - Pan Bartelski analizował je od listopada. W styczniu powiedziałem: dość, idę do sądu.
Na odpowiedź Bartelski miał czas do piątku. W poniedziałek do Kossa dotarł list polecony z urzędu Śródmieścia. - Zmieniła się suma, którą gotowi są zapłacić, teraz to 13 tys. zł - mówi Tadeusz Koss. - To daleko poniżej moich szacunków, więc pozostaje mi droga sądowa.
Wiatr historii
Wojciech Bartelski tłumaczy: to nie on, ale powiew historii sprawił, że przedwojenni właściciele kamienic mają dziś na własność miejską zieleń. Burmistrz przyznaje, że zdarzyło się niedopatrzenie - najpierw policja "nieopatrznie zagrodziła działkę" Kossa, potem z płotem pomylił się Zarząd Terenów Publicznych.
- Rozpatrzyliśmy sprawę pana Kossa uprzedzająco uczciwie - zapewnia Bartelski. - Wyliczamy należną kwotę, mnożąc miejską stawkę przez metry oraz liczbę dni, kiedy działka była zajęta. Urzędnikom wyszła kwota ok. 13-14 tys. zł. Najlepszym rozwiązaniem całej sytuacji z prywatnym kawałkiem parku byłoby odkupienie go przez miasto. Ale za "rozsądną cenę". A na taką zdaniem urzędników nie ma zgody Tadeusza Kossa. - Nigdy nie dostałem takiej propozycji, a na moją ofertę odkupienia placu, w której nie podawałem żadnych kwot, wiceprezydent Jacek Wojciechowicz odpisał krótko: "miasto nie jest zainteresowane kupnem tego terenu" - mówi Koss.
Rola dozorcy
- Mogę występować tylko w rolach płatnika podatków i dozorcy, takiego przedwojennego strupla, w czapce maciejówce i fartuchu do ziemi, bo nakazali mi sprzątać teren - wylicza Tadeusz Koss. - Nikogo nie obchodzi, że moja prywatna nieruchomość jest nadal dostępna jako park publiczny; że nie protestowałem, gdy uszczuplono moją własność o 200 m kw. pod przyszłe metro.
Wiosną 2008 r., po kilkunastu latach sądowych sporów, Koss jako pierwszy udowodnił, że można odzyskać kawałek porośniętego drzewami trawnika z widokiem na Pałac Kultury. W tym roku ratusz zapowiada zwrot kolejnych działek na placu. Część spadkobierców podobnie jak Koss dostanie skrawki parku, bez szans na inwestowanie.
- Wiedziałem o tych ograniczeniach - przyznaje Koss. - Ale miałem prawo do małej gastronomii, np. sezonowego ogródka, oraz działalności "wystawienniczo-reklamowej".
Jednak dotychczasowe próby zarobienia na 1,2 tys. m kw placu w ścisłym centrum zakończyły się fiaskiem. - Zaraz po odzyskaniu nieruchomości zapytałem w miejskim biurze architektury, czy mogę zorganizować tam ogródek piwny. Usłyszałem: "nie wyrażamy na to zgody". Kolejne podejście: reklamowy telebim. Ten pomysł również nie przypadł do gustu urzędnikom.
Burmistrz analizuje
Latem 2009 r. sąsiadująca z halą KDT działka Tadeusza Kossa znalazła się za policyjnym płotem. - Choć zagrodzili prawie cały mój teren, żaden z urzędników nie próbował mnie uprzedzić czy przeprosić za to, że moja własność nagle stała się "strefą bezpieczeństwa". Gdy chciałem wejść za ogrodzenie, policjanci mnie obśmieli - wspomina Koss. - Byłem ciekaw, co się stało z figurami żubrów, które ustawił tam jeden z browarów.
Kontrakt z browarem był dotąd jedynym posunięciem, na które się zdecydował, nie pytając o zgodę urzędników. - Uznałem, że żubr jako konstrukcja lekka i łatwa w demontażu nie złamie zasad planu zagospodarowania. Po eksmisji KDT browar żubry zdemontował. Kto chciałby się reklamować w miejscu, którego pilnuje policja?
Działka Kossa była pod okupacją przez dwa miesiące. Nikt nie zaproponował zapłaty za zajęcie działki własności. Runda po urzędach skończyła się w gabinecie burmistrza Śródmieścia Wojciecha Bartelskiego (PO).
Oferta Śródmieścia: 10 tys. zł za dwumiesięczne zajęcie działki. Właściciel chce 30 tys. zł.
- Przedstawiłem szczegółowe wyliczenia - tłumaczy Koss. - Pan Bartelski analizował je od listopada. W styczniu powiedziałem: dość, idę do sądu.
Na odpowiedź Bartelski miał czas do piątku. W poniedziałek do Kossa dotarł list polecony z urzędu Śródmieścia. - Zmieniła się suma, którą gotowi są zapłacić, teraz to 13 tys. zł - mówi Tadeusz Koss. - To daleko poniżej moich szacunków, więc pozostaje mi droga sądowa.
Wiatr historii
Wojciech Bartelski tłumaczy: to nie on, ale powiew historii sprawił, że przedwojenni właściciele kamienic mają dziś na własność miejską zieleń. Burmistrz przyznaje, że zdarzyło się niedopatrzenie - najpierw policja "nieopatrznie zagrodziła działkę" Kossa, potem z płotem pomylił się Zarząd Terenów Publicznych.
- Rozpatrzyliśmy sprawę pana Kossa uprzedzająco uczciwie - zapewnia Bartelski. - Wyliczamy należną kwotę, mnożąc miejską stawkę przez metry oraz liczbę dni, kiedy działka była zajęta. Urzędnikom wyszła kwota ok. 13-14 tys. zł. Najlepszym rozwiązaniem całej sytuacji z prywatnym kawałkiem parku byłoby odkupienie go przez miasto. Ale za "rozsądną cenę". A na taką zdaniem urzędników nie ma zgody Tadeusza Kossa. - Nigdy nie dostałem takiej propozycji, a na moją ofertę odkupienia placu, w której nie podawałem żadnych kwot, wiceprezydent Jacek Wojciechowicz odpisał krótko: "miasto nie jest zainteresowane kupnem tego terenu" - mówi Koss.
Przeczytaj także: Plac Defilad jak Piazza del Campidoglio? Jest nowy pomysł
-
Właściciel działki na pl. Defilad chce pozwać m...
loberod
09.02.10, 12:58
Jedyne wyjscie to sprzedać działke miastu. Inaczej to nie ma zadnegosensu.Miasto powinno godziwie zapłacić i tyle. »
-
"Reprywatyzacja", czyli kolejny bandytyzm
honeyr
09.02.10, 13:07
Próba zawracania historii przez nagradzanie potomków dawnych kamienicznikównadaniami w najdroższych miejscach miast to głupota do n-tej potęgi. Dla kogojest to państwo? Dla obywateli czy dla»
-
Właściciel działki na pl. Defilad chce pozwać m...
trzymilionowy.post
09.02.10, 13:12
Biegiem do sądu i się facet na nic nie oglądaj. Własność musi być szanowana.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Walentynkowy wtorek w Warszawie [NA ZYWO]
- Tutaj wyjdziesz z metra. Dokładne lokalizacje [ZDJĘCIA]
- Walentynki w Warszawie w restauracjach i klubach. Dla par i singli
- Chcą wykurzyć dziuplę z kawą. Sfałszowanym podpisem
- Nowy outlet na Białołęce. Największy w Warszawie
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Nowe tanie loty z Modlina. Osiem kierunków od 99 zł
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?





