Napad na antykwariat - zginął napastnik

Piotr Machajski
08.02.2010 aktualizacja: 2010-02-08 23:11
A A A Drukuj
Antykwariat, w którym doszło do napadu Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Zaskakujący finał brutalnego napadu na śródmiejskiego antykwariusza. Nie żyje napastnik. Właściciel sklepu trafił do szpitala, ale rany nie są groźne.
Dramat rozegrał się wczesnym wieczorem. To co wiemy, to informacje nieoficjalne, bo ani policja, ani prokuratura nie chciały zdradzać swoich ustaleń.

- Przesłuchujemy świadków, prowadzimy oględziny miejsca zdarzenia - mówi podinsp. Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji. - Nic więcej nie mogę powiedzieć.

Według bardzo wstępnych ustaleń było tak. Ok. godz. 18.30 w sklepie "Antikon" przy ul. Marszałkowskiej 27/35 pojawiło się dwóch mężczyzn w średnim wieku. Na twarzach mieli naciągnięte pończochy. Jeden z nich trzymał w ręku nóż. Zażądał pieniędzy.

Za ladą stał właściciel antykwariatu Andrzej K. Między napastnikiem a napadniętym doszło do szamotaniny. Nagle bandyta uderzył sprzedawcę nożem w okolice szyi. Ranny zdołał jednak odebrać mu broń i sam zadał cios w tułów. Jak się później okazało śmiertelny. Gdy jego wspólnik zobaczył, co się dzieje, rzucił się do ucieczki. Nie zabrał ani pieniędzy ani żadnego z antyków. Policja go wciąż poszukuje.

Po chwili ze sklepu wybiegł też antykwariusz. Krzyknął do pierwszego przechodnia, którego zauważył, by wezwał karetkę pogotowia i policję.

Późnym wieczorem udało nam się dodzwonić do Andrzeja K. Mężczyzna jest w szpitalu, ale rany jakie odniósł, nie są groźne.

- Nie wiem, czy jest o czym mówić... - powiedział nam tylko, gdy jego telefon przejął jeden z policjantów.

- O co chodzi? - rzucił do słuchawki funkcjonariusz.

- Chciałbym rozmawiać z panem K.

- To pomyłka - odparł i rozłączył się.

Policjanci maglowali antykwariusza przez cały wieczór. Jest najważniejszym świadkiem napadu. Od tego co powie, i czy pokryje się to z ustaleniami śledztwa, zależy, czy będzie mu grozić odpowiedzialność karna.

- Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z napadem rabunkowym odpartym przez ofiarę. Najpewniej bandyci spodziewali się, że w kasie będzie sporo pieniędzy - mówi jeden z policjantów. - Ale o musimy też sprawdzać inne wersję. Np. taką, że panowie pokłócili się podczas transakcji. To jednak mało prawdopodobne. Człowiek, który nie żyje miał pończochę i rękawiczki. A jego znajomy uciekł. Zwykli klienci tak nie postępują.

Na razie więc prokuraturze pozostaje ocenić, czy Andrzej K. nie przekroczył granic obrony koniecznej.

Andrzej K. handluje antykami od kilkunastu lat, od kilku też w sieci. Jako sprzedawca ma świetną opinię wśród klientów, przynajmniej tych internetowych.

Przeczytaj także: Szantażował biznesmenów porno zdjęciami



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy