Napad na antykwariat - zginął napastnik
08.02.2010
aktualizacja: 2010-02-08 23:11
Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Zaskakujący finał brutalnego napadu na śródmiejskiego antykwariusza. Nie żyje napastnik. Właściciel sklepu trafił do szpitala, ale rany nie są groźne.
ZOBACZ TAKŻE
- Ostatnia interwencja "Andsa" - nigdy nie odpuszczał (10-02-10, 21:00)
- Drugi sprawca napadu na antykwariat pobity na śmierć (15-02-10, 20:52)
- Wypadek wstrzymał ruch tramwajowy na Woli (08-02-10, 17:41)
- Pobili pasażera autobusu - "Bo głupio się uśmiechał" (08-02-10, 14:52)
- Napad na stację tankowania gazu na Targówku (07-02-10, 21:04)
Dramat rozegrał się wczesnym wieczorem. To co wiemy, to informacje nieoficjalne, bo ani policja, ani prokuratura nie chciały zdradzać swoich ustaleń.
- Przesłuchujemy świadków, prowadzimy oględziny miejsca zdarzenia - mówi podinsp. Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji. - Nic więcej nie mogę powiedzieć.
Według bardzo wstępnych ustaleń było tak. Ok. godz. 18.30 w sklepie "Antikon" przy ul. Marszałkowskiej 27/35 pojawiło się dwóch mężczyzn w średnim wieku. Na twarzach mieli naciągnięte pończochy. Jeden z nich trzymał w ręku nóż. Zażądał pieniędzy.
Za ladą stał właściciel antykwariatu Andrzej K. Między napastnikiem a napadniętym doszło do szamotaniny. Nagle bandyta uderzył sprzedawcę nożem w okolice szyi. Ranny zdołał jednak odebrać mu broń i sam zadał cios w tułów. Jak się później okazało śmiertelny. Gdy jego wspólnik zobaczył, co się dzieje, rzucił się do ucieczki. Nie zabrał ani pieniędzy ani żadnego z antyków. Policja go wciąż poszukuje.
Po chwili ze sklepu wybiegł też antykwariusz. Krzyknął do pierwszego przechodnia, którego zauważył, by wezwał karetkę pogotowia i policję.
Późnym wieczorem udało nam się dodzwonić do Andrzeja K. Mężczyzna jest w szpitalu, ale rany jakie odniósł, nie są groźne.
- Nie wiem, czy jest o czym mówić... - powiedział nam tylko, gdy jego telefon przejął jeden z policjantów.
- O co chodzi? - rzucił do słuchawki funkcjonariusz.
- Chciałbym rozmawiać z panem K.
- To pomyłka - odparł i rozłączył się.
Policjanci maglowali antykwariusza przez cały wieczór. Jest najważniejszym świadkiem napadu. Od tego co powie, i czy pokryje się to z ustaleniami śledztwa, zależy, czy będzie mu grozić odpowiedzialność karna.
- Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z napadem rabunkowym odpartym przez ofiarę. Najpewniej bandyci spodziewali się, że w kasie będzie sporo pieniędzy - mówi jeden z policjantów. - Ale o musimy też sprawdzać inne wersję. Np. taką, że panowie pokłócili się podczas transakcji. To jednak mało prawdopodobne. Człowiek, który nie żyje miał pończochę i rękawiczki. A jego znajomy uciekł. Zwykli klienci tak nie postępują.
Na razie więc prokuraturze pozostaje ocenić, czy Andrzej K. nie przekroczył granic obrony koniecznej.
Andrzej K. handluje antykami od kilkunastu lat, od kilku też w sieci. Jako sprzedawca ma świetną opinię wśród klientów, przynajmniej tych internetowych.
- Przesłuchujemy świadków, prowadzimy oględziny miejsca zdarzenia - mówi podinsp. Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji. - Nic więcej nie mogę powiedzieć.
Według bardzo wstępnych ustaleń było tak. Ok. godz. 18.30 w sklepie "Antikon" przy ul. Marszałkowskiej 27/35 pojawiło się dwóch mężczyzn w średnim wieku. Na twarzach mieli naciągnięte pończochy. Jeden z nich trzymał w ręku nóż. Zażądał pieniędzy.
Za ladą stał właściciel antykwariatu Andrzej K. Między napastnikiem a napadniętym doszło do szamotaniny. Nagle bandyta uderzył sprzedawcę nożem w okolice szyi. Ranny zdołał jednak odebrać mu broń i sam zadał cios w tułów. Jak się później okazało śmiertelny. Gdy jego wspólnik zobaczył, co się dzieje, rzucił się do ucieczki. Nie zabrał ani pieniędzy ani żadnego z antyków. Policja go wciąż poszukuje.
Po chwili ze sklepu wybiegł też antykwariusz. Krzyknął do pierwszego przechodnia, którego zauważył, by wezwał karetkę pogotowia i policję.
Późnym wieczorem udało nam się dodzwonić do Andrzeja K. Mężczyzna jest w szpitalu, ale rany jakie odniósł, nie są groźne.
- Nie wiem, czy jest o czym mówić... - powiedział nam tylko, gdy jego telefon przejął jeden z policjantów.
- O co chodzi? - rzucił do słuchawki funkcjonariusz.
- Chciałbym rozmawiać z panem K.
- To pomyłka - odparł i rozłączył się.
Policjanci maglowali antykwariusza przez cały wieczór. Jest najważniejszym świadkiem napadu. Od tego co powie, i czy pokryje się to z ustaleniami śledztwa, zależy, czy będzie mu grozić odpowiedzialność karna.
- Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z napadem rabunkowym odpartym przez ofiarę. Najpewniej bandyci spodziewali się, że w kasie będzie sporo pieniędzy - mówi jeden z policjantów. - Ale o musimy też sprawdzać inne wersję. Np. taką, że panowie pokłócili się podczas transakcji. To jednak mało prawdopodobne. Człowiek, który nie żyje miał pończochę i rękawiczki. A jego znajomy uciekł. Zwykli klienci tak nie postępują.
Na razie więc prokuraturze pozostaje ocenić, czy Andrzej K. nie przekroczył granic obrony koniecznej.
Andrzej K. handluje antykami od kilkunastu lat, od kilku też w sieci. Jako sprzedawca ma świetną opinię wśród klientów, przynajmniej tych internetowych.
Przeczytaj także: Szantażował biznesmenów porno zdjęciami
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Słynna praska ruina do rozbiórki. Będą apartamenty
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]
- Ile kosztują przenosiny NFZ? Tajne. "Bo będzie afera"
- Dzień na Żywo - poniedziałek [13.02.2012]
- Ktoś morduje koty na Bemowie. Dlaczego?
- Most skurczył się na mrozie. Pociągi jeżdżą wolniej
- Stadion Legii nie ma nazwy? Teraz będzie się nazywał...
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Nowe tanie loty z Modlina. Osiem kierunków od 99 zł
- Deweloper: "oaza luksusu". Mieszkańcy idą do sądu
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?



