Śmierć w antykwariacie: To na pewno był napad

Piotr Machajski
10.02.2010 aktualizacja: 2010-02-09 21:42
A A A Drukuj
Antykwariat, w którym doszło do napadu Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Prokuratura nie ma cienia wątpliwości, że śródmiejski antykwariusz padł ofiarą napadu i próbował się bronić. Pozostaje pytanie, czy nie przekroczył granic obrony koniecznej
Prokuratura nie ma cienia wątpliwości, że śródmiejski antykwariusz padł ofiarą napadu i próbował się bronić. Pozostaje pytanie, czy nie przekroczył granic obrony koniecznej

Andrzej K., właściciel sklepu Antikon, miał być wczoraj po południu przesłuchany. Lekarze jeszcze przed upływem doby od brutalnego napadu wyrazili na to zgodę. Co powiedział prokuratorowi? Nie wiadomo, bo śledczy są raczej oszczędni w dzieleniu się swoimi ustaleniami.

Wiadomo już na pewno, że zarzewiem dramatu, jaki się rozegrał w poniedziałkowy wieczór w sklepie z antykami przy ul. Marszałkowskiej 27/35, był zaplanowany napad rabunkowy. Nie potwierdziła się więc wersja, jakoby do śmierci doszło w wyniku kłótni podczas transakcji.

- Napastnicy byli zamaskowani. Mieli przy sobie kajdanki, gaz pieprzowy, pod ciepłymi rękawiczkami mieli dodatkowe, lateksowe, by nie zostawić śladów, oraz worki, w których najprawdopodobniej zamierzali wynieść zrabowane przedmioty - relacjonuje prok. Robert Myśliński, szef śródmiejskiej prokuratury.

Ale napad poszedł nie tak, jak zaplanowali. Właściciel się nie przestraszył. - Gdy zagrozili mu bronią, powiedział im, żeby się po prostu wynosili - relacjonuje jeden ze śledczych.

Napastnik i ofiara zaczęli się szamotać. Bandyta przejechał antykwariuszowi nożem po szyi, na szczęście niegroźnie. Ten zdołał odebrać mu nóż. Co było potem? Wystawił nóż przed siebie czy zadał cios w obronie? Nie wiadomo. Ostrze trafiło bandytę w klatkę piersiową. Wykrwawił się i zmarł.

Drugi z rabusiów uciekł. To właśnie ze względu na niego policja i prokuratura skąpią informacji. Do czasu zamknięcia tego wydania "Gazety" nie udało się go zatrzymać.

Prokuratura wszczęła dwa śledztwa: •  o usiłowanie napadu rabunkowego z użyciem niebezpiecznego narzędzia na sklep z antykami; •  o nieumyślne spowodowanie śmierci bandyty, który na ten sklep napadał.

W obu tych śledztwach Andrzej K. jest najważniejszym świadkiem, bo w sklepie w chwili napadu był tylko on i bandyci. - W postępowaniu dotyczącym nieumyślnego spowodowania śmierci też będzie przesłuchany jako świadek - zapewnia prok. Myśliński.

Przynajmniej na razie. Najwcześniej po otrzymaniu protokołu z sekcji zwłok prokuratura zacznie się zastanawiać, czy sprzedawca antyków nie przekroczył granic obrony koniecznej.

Przeczytaj także: Pobili pasażera autobusu - Bo głupio się uśmiechał



Podziel się

  • Gdy słyszę o PISie, to rzygać chce mi sie ... justas32 10.02.10, 10:54

    Ot, i cała Polska. Bronisz się w ewidentnej próbie napadu i masz zarzutnieumyślnego zabójstwa. Ludzie, to chore. Rozumiem że następnym razem ma się niebronić !!!»

  • dobrze, ze sie o tym pisze, kpix 10.02.10, 11:17

    bo dzieki temu mozna tez glosno i wyraznie powiedziec: jak zlodzieje z bronianapadaja czlowieka i nozem przejezdzaja po szyi, czlowiek musi miec prawo sieobronic, nawet zabijajac zlodziei. »

  • Śmierć w antykwariacie: To na pewno był napad nil739 11.02.10, 10:13

    Skoro jest jasne i nie podlega żadnej wątpliwości fakt że antykwariusz został napadnięty, to równie pewne jest że można mówić o przekroczeniu obrony koniecznej. W takiej sytuacji »

Najnowsze wiadomości z Warszawy