Okrutna zbrodnia osądzona dopiero po 20 latach

Piotr Machajski
10.02.2010 aktualizacja: 2010-02-09 21:56
A A A Drukuj
Policja Fot. Policja
Niemal dwie dekady czekała matka mężczyzny zamordowanego podczas alkoholowej libacji na pełne osądzenie zabójców swojego syna. Doczekała się wczoraj.
Gdy sąd wydawał wyrok, nie udało jej się powstrzymać od łez. I choć nie osiągnęła w pełni tego, co chciała (walczyła też o zadośćuczynienie), sędziowie ukarali 55-letniego Ireneusza J. najsurowiej, jak mogli.

Do zbrodni doszło w nocy z 12 na 13 października 1990 r. z powodu, z jakiego najczęściej zdarzają się w Polsce zabójstwa: nieporozumień przy alkoholu. - Motywy były tak błahe, że nie tylko nie uzasadniały tak bestialskiego, ale jakiegokolwiek aktu agresji - podkreślał w uzasadnieniu wyroku sędzia Hubert Zaremba.

Ireneusz J. i Jerzy L. pili wódkę z Pawłem W. W pewnym momencie pokłócili się. J. uderzył Pawła W. żelazkiem w głowę, po czym zaczął dźgać nożem, podobnie Jerzy L. W pewnym momencie ten drugi jednak odpuścił. J. stwierdził: - Robota musi być skończona - stwierdził, dźgając dalej. Na koniec martwej już ofierze poderżnął gardło.

Jerzy L. został skazany za to zabójstwo na 13 lat więzienia jeszcze w połowie lat 90. Sprawa Ireneusza przeciągnęła się aż do wczoraj. Dlaczego? Bo w 1992 roku wyszedł z aresztu ze względu na zły stan zdrowia. I od razu dał nogę, jak się później okazało, do Francji. Tam po paru latach też wszedł w konflikt z prawem. W 1998 roku został aresztowany za inne przestępstwo. Polska poprosiła o ekstradycję podejrzanego, Francuzi się zgodzili, ale najpierw chcieli go osądzić u siebie. W 2007 r. zgodzili się na przedterminowe zwolnienie i odstawienie Ireneusza J. do Polski. I dopiero wtedy nasz wymiar sprawiedliwości mógł wrócić do odłożonej na półkę sprawy.

Gdy J. mordował swoją ofiarę, obowiązywał jeszcze stary kodeks karny, który za taką zbrodnię przewidywał nawet karę śmierci. Strona francuska, zgadzając się na ekstradycję, zastrzegła, że ta kara nie może być orzeczona.

Zgodnie z prawem, jeśli przepisy się zmieniają, oskarżony powinien być sądzony z ustawy, która jest dla niego bardziej korzystna. W obliczu zastrzeżeń Francuzów łagodniejszy okazał się stary kodeks. - Paradoksalnie - zauważył sędzia Zaremba. Bo następną karą w kolejności było 25 lat więzienia. Dawne prawo karne nie przewidywało dożywocia.

Kolejny paradoks wynikły ze zmiany przepisów to kara nawiązki, jaką sąd zasądził w wyroku: po 5 (słownie: pięć) złotych. Według starego kodeksu za zabójstwo sąd obligatoryjnie orzekał nawiązkę na cel społeczny. Jej wysokość to maksymalnie 50 tys. starych zł, czyli po denominacji 5 zł.

- Sąd dostrzega nieadekwatność tej kary - zaznaczył sędzia. - Ale jest związany przepisem.

Wyrok nie jest prawomocny.

Przeczytaj także: Zlecił napad na swoją babcię, pieniądze wydał w agencji



Podziel się

  • Okrutna zbrodnia osądzona dopiero po 20 latach jerjar 10.02.10, 11:20

    Czytam i czytam i wiem na pewno, że ma zapłacić 5 zł, ale ile lat więzienia,nie wiem. Być może 25. Rozumiem, że stażysta może być niedoskonały, alejeszcze ktoś to puszcza. No to jak jest, »

  • Okrutna zbrodnia osądzona dopiero po 20 latach bolek_i_jego_worek 10.02.10, 11:29

    No właśnie na ile lat go skazali? Bo nie wierzę, że matka zamordowanegoucieszyła się, że za zabójstwo jej syna jedyną karą jest zapłata 5 zł»

Najnowsze wiadomości z Warszawy