Okrutna zbrodnia osądzona dopiero po 20 latach
10.02.2010
aktualizacja: 2010-02-09 21:56
Fot. Policja
Niemal dwie dekady czekała matka mężczyzny zamordowanego podczas alkoholowej libacji na pełne osądzenie zabójców swojego syna. Doczekała się wczoraj.
ZOBACZ TAKŻE
- Ciało leżało kilka godzin w holu biurowca (10-02-10, 20:16)
- Ostatnia interwencja "Andsa" - nigdy nie odpuszczał (10-02-10, 21:00)
- Śmierć w antykwariacie: To na pewno był napad (10-02-10, 10:00)
- Zmarł policjant ugodzony nożem na Woli (10-02-10, 12:08)
- Po nieudanej reanimacji zostawili zmarłego na ławce (10-02-10, 07:00)
- Jak ukraść 35 żeliwnych wanien? (09-02-10, 21:00)
- Zatrzymany drugi bandyta zamieszany w zabójstwo policjanta (11-02-10, 08:09)
SERWISY
Gdy sąd wydawał wyrok, nie udało jej się powstrzymać od łez. I choć nie osiągnęła w pełni tego, co chciała (walczyła też o zadośćuczynienie), sędziowie ukarali 55-letniego Ireneusza J. najsurowiej, jak mogli.
Do zbrodni doszło w nocy z 12 na 13 października 1990 r. z powodu, z jakiego najczęściej zdarzają się w Polsce zabójstwa: nieporozumień przy alkoholu. - Motywy były tak błahe, że nie tylko nie uzasadniały tak bestialskiego, ale jakiegokolwiek aktu agresji - podkreślał w uzasadnieniu wyroku sędzia Hubert Zaremba.
Ireneusz J. i Jerzy L. pili wódkę z Pawłem W. W pewnym momencie pokłócili się. J. uderzył Pawła W. żelazkiem w głowę, po czym zaczął dźgać nożem, podobnie Jerzy L. W pewnym momencie ten drugi jednak odpuścił. J. stwierdził: - Robota musi być skończona - stwierdził, dźgając dalej. Na koniec martwej już ofierze poderżnął gardło.
Jerzy L. został skazany za to zabójstwo na 13 lat więzienia jeszcze w połowie lat 90. Sprawa Ireneusza przeciągnęła się aż do wczoraj. Dlaczego? Bo w 1992 roku wyszedł z aresztu ze względu na zły stan zdrowia. I od razu dał nogę, jak się później okazało, do Francji. Tam po paru latach też wszedł w konflikt z prawem. W 1998 roku został aresztowany za inne przestępstwo. Polska poprosiła o ekstradycję podejrzanego, Francuzi się zgodzili, ale najpierw chcieli go osądzić u siebie. W 2007 r. zgodzili się na przedterminowe zwolnienie i odstawienie Ireneusza J. do Polski. I dopiero wtedy nasz wymiar sprawiedliwości mógł wrócić do odłożonej na półkę sprawy.
Gdy J. mordował swoją ofiarę, obowiązywał jeszcze stary kodeks karny, który za taką zbrodnię przewidywał nawet karę śmierci. Strona francuska, zgadzając się na ekstradycję, zastrzegła, że ta kara nie może być orzeczona.
Zgodnie z prawem, jeśli przepisy się zmieniają, oskarżony powinien być sądzony z ustawy, która jest dla niego bardziej korzystna. W obliczu zastrzeżeń Francuzów łagodniejszy okazał się stary kodeks. - Paradoksalnie - zauważył sędzia Zaremba. Bo następną karą w kolejności było 25 lat więzienia. Dawne prawo karne nie przewidywało dożywocia.
Kolejny paradoks wynikły ze zmiany przepisów to kara nawiązki, jaką sąd zasądził w wyroku: po 5 (słownie: pięć) złotych. Według starego kodeksu za zabójstwo sąd obligatoryjnie orzekał nawiązkę na cel społeczny. Jej wysokość to maksymalnie 50 tys. starych zł, czyli po denominacji 5 zł.
- Sąd dostrzega nieadekwatność tej kary - zaznaczył sędzia. - Ale jest związany przepisem.
Wyrok nie jest prawomocny.
Do zbrodni doszło w nocy z 12 na 13 października 1990 r. z powodu, z jakiego najczęściej zdarzają się w Polsce zabójstwa: nieporozumień przy alkoholu. - Motywy były tak błahe, że nie tylko nie uzasadniały tak bestialskiego, ale jakiegokolwiek aktu agresji - podkreślał w uzasadnieniu wyroku sędzia Hubert Zaremba.
Ireneusz J. i Jerzy L. pili wódkę z Pawłem W. W pewnym momencie pokłócili się. J. uderzył Pawła W. żelazkiem w głowę, po czym zaczął dźgać nożem, podobnie Jerzy L. W pewnym momencie ten drugi jednak odpuścił. J. stwierdził: - Robota musi być skończona - stwierdził, dźgając dalej. Na koniec martwej już ofierze poderżnął gardło.
Jerzy L. został skazany za to zabójstwo na 13 lat więzienia jeszcze w połowie lat 90. Sprawa Ireneusza przeciągnęła się aż do wczoraj. Dlaczego? Bo w 1992 roku wyszedł z aresztu ze względu na zły stan zdrowia. I od razu dał nogę, jak się później okazało, do Francji. Tam po paru latach też wszedł w konflikt z prawem. W 1998 roku został aresztowany za inne przestępstwo. Polska poprosiła o ekstradycję podejrzanego, Francuzi się zgodzili, ale najpierw chcieli go osądzić u siebie. W 2007 r. zgodzili się na przedterminowe zwolnienie i odstawienie Ireneusza J. do Polski. I dopiero wtedy nasz wymiar sprawiedliwości mógł wrócić do odłożonej na półkę sprawy.
Gdy J. mordował swoją ofiarę, obowiązywał jeszcze stary kodeks karny, który za taką zbrodnię przewidywał nawet karę śmierci. Strona francuska, zgadzając się na ekstradycję, zastrzegła, że ta kara nie może być orzeczona.
Zgodnie z prawem, jeśli przepisy się zmieniają, oskarżony powinien być sądzony z ustawy, która jest dla niego bardziej korzystna. W obliczu zastrzeżeń Francuzów łagodniejszy okazał się stary kodeks. - Paradoksalnie - zauważył sędzia Zaremba. Bo następną karą w kolejności było 25 lat więzienia. Dawne prawo karne nie przewidywało dożywocia.
Kolejny paradoks wynikły ze zmiany przepisów to kara nawiązki, jaką sąd zasądził w wyroku: po 5 (słownie: pięć) złotych. Według starego kodeksu za zabójstwo sąd obligatoryjnie orzekał nawiązkę na cel społeczny. Jej wysokość to maksymalnie 50 tys. starych zł, czyli po denominacji 5 zł.
- Sąd dostrzega nieadekwatność tej kary - zaznaczył sędzia. - Ale jest związany przepisem.
Wyrok nie jest prawomocny.
Przeczytaj także: Zlecił napad na swoją babcię, pieniądze wydał w agencji
-
Okrutna zbrodnia osądzona dopiero po 20 latach
jerjar
10.02.10, 11:20
Czytam i czytam i wiem na pewno, że ma zapłacić 5 zł, ale ile lat więzienia,nie wiem. Być może 25. Rozumiem, że stażysta może być niedoskonały, alejeszcze ktoś to puszcza. No to jak jest, »
-
Okrutna zbrodnia osądzona dopiero po 20 latach
bolek_i_jego_worek
10.02.10, 11:29
No właśnie na ile lat go skazali? Bo nie wierzę, że matka zamordowanegoucieszyła się, że za zabójstwo jej syna jedyną karą jest zapłata 5 zł»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


