Recepta na sukces znanego klubu muzycznego

Rozmawiali: Łukasz Kamiński, Wojciech Tymowski
12.02.2010 aktualizacja: 2010-02-12 15:38
A A A Drukuj
Wdechę 2009 za Miejsce Roku odbiera Borek (Michał Borkiewicz) z klubu Powiększenie Fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta
Rozmowa na piątek. - Cieszy mnie to, że na koncerty awangardowego jazzu przychodzi czasami po 200 osób. I nie wychodzą w trakcie - mówi Michał "Borek" Borkiewicz z klubu Powiększenie.


"Borek": Kawy?

Łukasz Kamiński: Prosimy dwie. Jedna z mlekiem.

Wojciech Tymowski: Jedna czarna.

B.: To kawa Fair Trade.

To znaczy, że nikogo nie wyzyskiwano przy jej produkcji?

- Mniej wyzyskiwano niż zwykle. Certyfikat Fair Trade znaczy, że było mniej pośredników, rolnicy mieli odpowiednie warunki pracy i płacy.

Tylko taką kawę podajecie?

- Tak, choć najpierw kompania kawowa proponowała inną. Ale zrozumieli, że właśnie na taką kawę jest zapotrzebowanie. To się bierze m.in. z akcji świadomościowych.

W Powiększeniu tak uświadamiacie?

- Współpracujemy z EFTE, czyli Stowarzyszeniem na rzecz Sprawiedliwego Handlu i Świadomej Konsumpcji. To grupa młodych, którzy przyjęli za swoją misję uświadamianie ludzi, że np. nie chodzi o to, by co roku jak najwięcej rzeczy sobie kupić, tylko się zastanowić, co jest nam potrzebne, że pewne rzeczy można sobie samemu zrobić albo kupić używane.

Identyfikujesz się z tym?

- Tak, identyfikuje się z hasłem świadomej konsumpcji i w ogóle antykonsumpcjonizmu.

Nie lubisz zakupów?

- Lubię sobie czasami kupować nowe rzeczy, każdy lubi zrobić sobie prezent od czasu do czasu. Ale nie robię zakupów w celach rozrywkowych Tymczasem dla wielu ludzi kupowanie jest sposobem na życie. Wiadomo jest praca, a potem idziemy na zakupy.

Czy trudno jest, kierując się takim myśleniem, prowadzić lokal, który musi zarobić?

- Trudno. Bo chcemy zapraszać tych, którzy nie mają dużej publiki, ale nam się podobają i uważamy, że warto ich promować, więc ich promujemy. M.in. dzięki temu przychodzą tu ludzie, z którymi dobrze się czujemy. Cieszy mnie to, że na koncerty awangardowego jazzu przychodzi czasami po 200 osób. I nie wychodzą w trakcie. A mamy koncerty trudnej, nierozrywkowej muzyki, których się nie słyszy praktycznie w żadnym radiu w Polsce. W Warszawie też nie ma prawie miejsc z awangardowym jazzem. Czasami takie koncerty zdarzają się też na Chłodnej 25.

Ale nie jesteście klubem jazzowym.

- Nie jesteśmy jazzowymi purystami. Mamy przekrój sceny tak zwanej niezależnej. Jest i jazz, i ambitny pop, i muzyka gitarowa, i improwizowana, eksperymenty dźwiękowe. Różne energie, estetyki, choć jak się okazuje, często one są zbliżone, bo ludzie, którzy grają np. totalnie punkrockowe rzeczy, współpracują z tymi, którzy tu grają jazz. To muzyka otwarta.

Podziel się

  • Kawa "Fair Trade"? dorsai68 12.02.10, 18:43

    To jakiś nowy gatunek, czy po prostu kawa po lansersku? »

Najnowsze wiadomości z Warszawy